Lotne związki organiczne, część 1. Formaldehyd

formaldehyd

Dzisiaj zaczniemy cykl artykułów poświęconych składnikom zanieczyszczeń powietrza. A ponieważ LZO, czyli lotne związki organiczne, to grupa występująca w domu najczęściej, zaczniemy właśnie od nich. 


Najogólniej rzecz biorąc (i niebyt dokładnie, bowiem jak dotychczas nie została jeszcze ustalona jednoznaczna definicja LZO) jest to bardzo duża grupa substancji organicznych, które powodują szereg negatywnych oddziaływań na środowisko i zdrowie ludzi, oczywiście jeśli znajdą się w powietrzu. Stanowią one około 60 procent zanieczyszczeń powietrza, a aż 73% to związki uznane w badaniach za rakotwórcze (np. badania Politechniki Gdańskiej). Mówi się o tym, iż to one w dużej mierze odpowiedzialne są za poziom stężeń ozonu w powietrzu atmosferycznym. Ich źródłem są przede wszystkim spaliny samochodowe, a zatem mają olbrzymi wpływ na zanieczyszczenie powietrza na zewnątrz, jednak spotykamy się z nimi również w domu, bowiem znajdują się w chemii gospodarstwa domowego (dezodoranty, zmiękczacze do prania, nabłyszczacze, papierosy, środki czystości – to grupa tzw. terpenów), w farbach, dywanach, zmywaczach, linoleum, tynku, gipsie, można tu wymieniać i wymieniać. W każdym razie LZO występują hurtowo, mają niebagatelny wpływ na nasze zdrowie (z rakotwórczym na czele, a wśród „pomniejszych” problemów wymienić można podrażnienia błony śluzowej, oczu, skóry, zawroty i bóle głowy). Największym problemem z LZO jest fakt, iż bardzo łatwo przechodzą w postać gazu lub pary, ulatniają się, a tym samym przedostają się do powietrza, a wraz z nim do płuc. Czyli siedzisz sobie i nimi oddychasz, bo wokół ciebie są substancje je zawierające.

Dzisiaj zajmiemy się należącym do tzw. „śmiertelnej trójcy” formaldehydem  (kolejne to toluen i ksylen). Śmiertelny to może za mocno powiedziane, ale na pewno niebezpieczny. Przede wszystkim z uwagi na fakt, iż jest to związek występujący w domu najczęściej (wszędobylski). Ale oczywiście nie należy wariować, szaleć ani dawać się nabijać w butelkę. I na pewno nie należy w tej chwili wyrzucać z domu wszystkich mebli, dywanów, ani zdrapywać farby ze ścian.  Nie zawsze diabeł taki straszny jak go rysują... 

Sami sobie przeczymy? Sprawdźmy to.


Inna nazwa formaldehydu to: aldehyd mrówkowy (metanal, HCHO – nie mylić z metanolem CH3OH). Jest to związek wykorzystywany w przemyśle do produkcji setek wyrobów codziennego użytku, a zatem łatwiej jest wymienić, co go NIE zawiera. Ma bardzo charakterystyczny zapach i wielekroć mieliśmy okazję oglądać go w różnego rodzaju horrorach czy filmach grozy... Pamiętacie takie słoje, w których unoszą się ludzkie płody albo mózgi? Tak, tak, to właśnie on, a raczej formalina, będąca 35-40% roztworem formaldehydu. Jak z większością spraw na świecie, formaldehyd w niewielkich ilościach nie jest szkodliwy, a wręcz przeciwnie, jest bakteriobójczy. Jednak w wyższych stężeniach jest już rakotwórczy. Oj, dobra: są polemiki dotyczące jego rakotwórczości. W każdym razie na pewno rakotwórczy jest dla szczurów w dawkach 18 miesięcy, 6 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu, stężenie 6,8-17 mg/m3. 

Roztwór powyżej 25% działa toksycznie dla dróg oddechowych, skóry i po spożyciu. W wyższych dawkach dochodzi do oparzeń, obrzęku płuc, nieodwracalnych uszkodzeń. Śmiertelna dawka formaldehydu to 30-60 ml.

Zdrowy człowiek raczej radzi sobie z formaldehydem, który przedostaje się do powietrza z płyt meblowych, farb i wielu innych otaczających się substancji (bowiem unosi się on wszędzie, łącznie z tym, że jest produktem przemiany materii i człowiek pozbywa się go, wydychając powietrze).  Co więcej, formaldehyd nie kumuluje się w powietrzu, a także nie gromadzi się w naszych organizmach, bo, jak już pisaliśmy, wydychamy go.

JEDNAK sytuacja jest o tyle skomplikowana, że z jakichś przyczyn niektórzy z nas są na niego... uczuleni. Albo zwyczajnie bardziej wrażliwi? Przy przekroczeniu dozwolonych norm u wszystkich wystąpią podrażnienia, ale w przypadku alergików w mniejszych stężeniach formaldehyd może przykładowo łączyć się z białkami skóry i wywołać swędzący wyprysk. Poza tym może też zwiększyć podatność na alergię, drażniąc układ immunologiczny. Najczęściej można spotkać się ze zdjęciami zżółkniętych i rozdwojonych paznokci - to efekt działania zmywacza do paznokci zawierającego formaldehyd na alergików. 

Ponieważ dzieci z reguły są bardziej podatne, to można założyć, że istnieje spore prawdopodobieństwo wystąpienia zwiększonej zapadalności na alergię u dzieci narażonych na zetknięcie z formaldehydem, czyli... z większością sprzętów domowych. No cóż: „taki mamy klimat” i to, co napisaliśmy w ostatnim zdaniu, jest zwyczajnie tzw. oczywistą oczywistością.

Dla zainteresowanych pogłębieniem tematu polecamy dwa artykuły: jeden o formaldehydzie w BHP, a drugi poświęcony alergiom. 

http://nexter.pl/alergologia_wspolczesna/index.php?action=14_4&rco=14
http://archiwum.ciop.pl/11342.html

Komentarze

Popularne posty