Prezenty mikołajkowe i nie tylko


Pod wpływem nastroju spowodowanego coraz częściej widocznymi dekoracjami świątecznymi – ludzie, dopiero jest 1 grudnia! –  kontynuujemy corocznie pojawiający się  wątek prezentów świątecznych. Tym razem znów pachnąco. No i nie o dyfuzorach jak w zeszłym roku, a o samych olejkach właśnie...

olejki eteryczne

Aromaterapia jest nie tylko przyjemnym sposobem na spędzanie długich, zimowych wieczorów. Pachnące olejki eteryczne umilają czas, wprowadzają w nastrój, no i odpowiednio dobrane – leczą. To znaczy: bez przesady, nie wyleczą z wszystkiego, nie zastąpią leków tradycyjnych (np. polopiryny, aspiryny czy dowolnego innego leku o działaniu przeciwgorączkowym), ale skutecznie leczeniu towarzyszą i je wspomagają. Na różne sposoby. Zresztą, co bardziej zainteresowanych odsyłam tutaj: „Tajemnice olejków eterycznych”, a także w dowolne inne miejsce, w którym można poczytać o co ciekawszych zaletach tej alternatywnej sztuki leczenia…

Przykład z rodzinnego poletka, z zeszłego tygodnia. Dziecko jak zwykle zasmarkane o tej porze roku. Leje się z nosa, a dwa dni później to, co się z nosa nie wyleje, schodzi niżej, na oskrzela. No i szpital w domu gotowy. To już taka przedświąteczna tradycja, że pierniczki pieką się wśród stosów chusteczek do nosa.

Jako szczęśliwi posiadacze dyfuzora i olejków różnej maści, postanowiliśmy sprawdzić działanie kilku olejków: Breathe Bio i Air Naturel Eucalyptus. Na ogół z dyfuzora korzysta się po prostu dla pięknego zapachu w domu, czyli zwyczajnie dla przyjemności. Tym razem jednak chodziło raczej o to, by nie przeleżeć kolejnych kilku tygodni w domu, skoro tak pięknie prószy śnieg...   

Zaczęliśmy od Breathe BIO (znaczy oddychaj naturalnie czy jakoś tak). Odpaliliśmy więc dyfuzor (kiedyś był w domu taki ceramiczny, śliczny, ale się stłukł, a poza tym zapach czuć było tylko w bliskiej okolicy), a do szufladki wkropiliśmy trzy krople olejku z dodatkiem eukaliptusa, sosny, lawendy, i czego tam jeszcze (zapach obłędny). Następnie trzeba było dziecku nos wydmuchać i je uśpić, po czym czmychnęliśmy do kuchni przygotować ingrediencje do pierniczków według przepisu babci (jak ktoś chce przepis, to proszę poinformować o tym w komentarzu, podamy chętnie). Żeby się zbytnio zapach pierniczków i eukaliptusa nie mieszał (jakoś niezbyt to pasuje), dyfuzor stanął w pobliżu pokoju młodej, dość daleko od kuchni.

Minęło tych kilka godzin (tyle trwa zrobienie pierniczków od początku do końca), a dyfuzor sobie działał. Pachniało pierniczkami i eukaliptusem w całym domu – zapach na tyle silny, że w kuchni też go było jednak czuć, ale co tam, co roku pachnie goździkami, w tym będzie pachnieć goździkami ekualiptusowo-rozmarynowo-lawendowymi.

Dyfuzor chodził do późnych godzin wieczornych, to znaczy przez prawie cały dzień. Młoda zdążyła się w tym czasie obudzić i znaleźć się w kuchni, wziąć udział w lukrowaniu, a potem dryfowała między pierniczkami, swoim pokojem a interesami, jakie miała do załatwienia w salonie (dowiedzieliśmy się, co to za interesy ciut później, ale na historię o tym, do czego służy obrus, koce i poduszki nie ma w tym wpisie miejsca…). W zasadzie częściej przybywała w pobliżu dyfuzora niż w pobliżu piekarnika, co zdecydowanie miało swoje zalety.

W każdym razie wieczorem, po ogarnięciu totalnego chaosu, uzmysłowiliśmy sobie, że… tamtego dnia nie słyszeliśmy prawie kaszlu, rzadziej wycieraliśmy nos, a córka prawie się nie skarżyła na to, że nie może oddychać...

Nie wiemy, czy sprawiło to ogólne zamieszanie i pierniczki, czy też olejki eteryczne. Fakt jest faktem, że na drugi dzień operację „dyfuzor” powtórzyliśmy i rzeczywiście wydaje się być znacznie lepiej. Nie żeby było super, oskrzela nadal są zajęte, ale dzieciak zdecydowanie mniej się męczy z katarem i lepiej oddycha. Wniosek: gra jest warta świeczki.

Zatem wracając do prezentów świątecznych: komplet olejków eterycznych pod choinkę jest pomysłem miłym, oryginalnym i pomysłowym. Bo nawet jeśli ktoś nie wierzy w ich moc, to na pewno nie oprze się ich pięknemu zapachowi. Może to być na przykład mieszanka olejków energetyzujących, albo odstresowujących, na lepsze oddychanie albo antydepresyjnych.

Można też skusić się na pojedyncze zapachy, jak nasz Eucalyptus, albo Verbena, Słodka Pomarańcza czy Mięta pieprzowa... Zależnie od tego, kto co lubi i czemu mają służyć.

olejki eteryczne






Komentarze

Popularne posty