Zima taka byle jaka - ni to, ni sio.





Dopiero co na dworze był siarczysty mróz, tak że szczypało w policzki, a w parkach i ogrodach rozmnożyły się bałwany. A teraz? Za oknem niemal wiosna! Słonka świeci, błotniste drogi polne, prawie zapach wiosny czuć w powietrzu! I co z taką zimą robić? Jak się przygotować? Jakie ma toto skutki dla naszego mieszkania? Osuszać? Nawilżać? Ogrzewać? Chyba... najlepiej iść na spacer...
To rzeczywiście może spowodować pewną konsternację. Nieprzewidywalność pogody powoduje, że nie bardzo wiadomo, jak gospodarować ogrzewaniem, w jakie ubrania inwestować, jak zaplanować ferie zimowe (w Polsce oczywiście, bo jak się jedzie gdzieś w Alby, to wiadomo, że śniegu będzie sporo). 
http://www.rockthecapital.com/wp-content/uploads/2012/12/4254597746_6716da795b_b.jpg
Skręcać grzejniki czy nie skręcać?
Jak skręcimy, to może nagle się okazać, że mieszkanie wyziębione, a zima „zaskoczy kierowców”. I wtedy będziemy musieli na gwałt wszystkie grzejniki odkręcać, a i dodatkowych farelek używać tam, gdzie będzie najzimniej (dotyczy głównie rodzin z małymi dziećmi i osób starszych).
No cóż. Naszym zdaniem zachować należy umiar. Skręcić, owszem, ale ciut. I nie zapominać o wietrzeniu. Taka pogoda aż prosi się o to, żeby całe mieszkanie przewiać w te i we wte i przegonić „zapaszki”, bakteryjki i wilgoć z pomieszczenia (ale ups – niestety – z tymi wirusami to miecz obosieczny, ale o tym w dalszej części tekstu).

Nawilżać czy nie nawilżać?
 Wydaje się, że skoro zima i sezon grzewczy, to nawilżać. No bo w końcu... styczeń mamy. Ale skoro grzejniki skręcamy, na dworze jest dosyć wysoka wilgotność, no bo resztki śniegu stopiły się, błoto się wala, a powietrze takie rześkie i często pada, to tej wody w powietrzu jest wystarczająco. Zatem – nie. Nie nawilżajmy. Chyba że jesteśmy tak ciepłolubni, że nawet temperatura kilku stopni Celsjusza skłania nas do szczelnego zamykania okien, odkręcania grzejników na maksa, skrycia się pod kocykiem. Wtedy... może chociaż ręczniczek na kaloryfer? Albo jakiś niewielkinawilżacz? Bo inaczej, to pod tym kocykiem się zostanie, z tym że z towarzyszem w postaci infekcji górnych dróg oddechowych, i tak aż do wiosny...

Osuszać czy nie osuszać?
Ha! I tu jest pewien dylemat. Bo to zależy. Jak było zimno i nie ogrzewaliśmy za bardzo (bo na przykład wyjechaliśmy gdzieś albo zwyczajnie ogrzewanie padło) to może być tak, że wilgotność w powietrzu ciut ciut za wysoka jest. A teraz, przy wzmożonej wilgotności powietrza na zewnątrz, poziom ten może być naprawdę wysoki, a wtedy o grzyba nietrudno. Znajoma sobie wyhodowała niezłego grzyba na ścianie, bo przez dwa tygodnie w pokoju, z którego nie korzystała, było zimno, a pod ścianą zostawiła (na tzw. wieczne „potem”) stertę kołder do wywietrzenia... No i kołdry poszły do śmieci, a ściana do odgrzybiania.
Zanim jednak puścimy ruch w osuszacz, sprawdźmy poziom wilgotności za pomocą jakiegoś higrostatu, bo po co energię marnować. Lepiej zostawić takie luksusy na remont, zalanie przez sąsiada, albo deszczowe i ciepłe lato.

Co na pewno można robić?
Oczyszczać powietrze w mieszkaniu. Problem z taką zimą polega na tym, że nie dochodzi do wymrożenia wirusów i bakterii, które w taką srogą, minusową zimę są mordowane. Tymczasem teraz wszystko odmarza i jest to idealne środowisko do rozprzestrzeniania się wirusów. A wirusy przyniesie ci: dziecko z przedszkola (całą ich radosną gromadę), mąż lub żona z pracy, pies na łapach, ty na butach. Wwieje ci przez otwarte okna. A przy okazji rozmnożą się przy takim klimacie twoje własne, których nie wymordowałeś wcześniej.

Oczyszczacz powietrza Airfree E60 | NIDO
Annie Spratt

Komentarze

Popularne posty