poniedziałek, 13 lipca 2015

Jony a zdrowie

Mówi się, że każda moda przemija. Popularne w czasach hipisowskich dzwony jakoś zniknęły z ulic, a szkoda. Podobnie jak poduszki na ramionach czy tapir na włosy (tych akurat szkoda nam mniej). Ocet stosowany przez eleganckie damy do pogłębienia bladości na policzkach (w końcu ogorzała od słońca skóra była synonimem prostactwa) też jakoś przestał być popularny. Mody przychodzą i odchodzą jak fale morskie. Czy moda na jonizatory powietrza też przeminie? Czy może okaże się czymś tak oczywistym jak herbata z malinami na przeziębienie? Sprawdźmy to.

Picture

Jakiś czas temu spotkaliśmy się z opinią, że jonizator powietrza to pic na wodę fotomontaż. Że tak naprawdę to jeśli jakieś jony mamy sobie powdychać (sic!) to lepiej jedźmy nad morze. Khmm... chyba sobie ten pan pomylił jony z jodem, a to dwie różne historie, choć łączy je jeden wspólny mianownik: zdrowe powietrze. Jednak co innego jod – pierwiastek, a jon – ładunek powietrza.
Dowiedzieliśmy się też, że to jakaś bzdura, no bo niby jak udowodnić, że te jony dodatnie są takie niezdrowe, a te ujemne zdrowe? A czy ktoś w ogóle widział takiego jona?! I dlaczego to takie drogie? A tak w ogóle to przecież można po prostu wywietrzy  mieszkanie i już – powietrze jak nowe. (Tak, zwłaszcza miastach... najlepiej tych na  Śląsku lub w centrum Krakowa.)

Dla wszystkich przeciwników jonizatorów oraz tych, którzy są ciekawi czym są te jony dodatnie i ujemne i po co komu jonizator powietrza przygotowaliśmy garść informacji.

Powietrze składa się cząsteczek (atomów). Jony powstają wówczas, gdy cząsteczka traci alby zyskuje jakiś ładunek – dodatni lub ujemny. W wyniku „zderzenia” atom (czy cząsteczka, jak kto woli) albo traci elektron, stając się jonem dodatnim, albo ten elektron zyskuje i wtedy staje się jonem ujemnym. Jony, czy to dodatnie czy ujemne, są niestabilne i nieustannie poszukują sobie „partnerów” do „związania się”. W środowisku naturalnym przeważają cząstki naładowane ujemnie, a w środowisku powiedzmy że cywilizowanym: w biurach, mieszkaniach, magazynach, centrach handlowych itp. – przeważają jony dodatnie. Ładunki dodatnie pochodzą od urządzeń elektrycznych (monitorów, komputerów, komórek, drukarek, kserografów, suszarek, mikrofalówek, można jeszcze wymieniać długo). Ładunku ujemne zaś pochodzą przede wszystkim... z burz. Na pewno znać zapach powietrza po burzy, prawda? Piękny. Aż chce się żyć. Można powiedzieć, że tak pachną jony ujemne. Podobnie niesamowity zapach dają lasy i generalnie duże skupiska roślin, oraz woda – jeziora, morze. Co ciekawe, ponoć najlepszym roślinnym emitorem ładunków ujemnych są paprocie. 

Ładunki dodatnie i ujemne tworzą tzw. elektroklimat, w którym powinny przeważać jony ujemne, choć oczywiście nie chodzi o to, żeby tych dodatnich nie było wcale. Norma zawartości jonów w powietrzu wynosi:
·                    Dla jonów dodatnich minimalny poziom to 400, optymalny 1500-3000, a maksymalny to 50 000.
·                    Dla jonów ujemnych minimum to 600, optimum to 3000-5000, a maksimum to także 50 000.

Zatem rzeczywiście powinno być więcej jonów ujemnych, ale dodatnie też są konieczne! Dlaczego? Nadmiar jonów dodatnich (np. 104 jonów na cm2) powoduje osłabienie, ból głowy, suchość w ustach, otępienie. Natomiast nadmiar jonów ujemnych przyśpiesza reakcje biologiczne: mamy lepszą zdolność koncentracji, szybciej goją się rany, mniej nas boli, ale... następuje też szybszy wzrost komórek rakowych. 

Przyroda jest mądra, podobnie jak starożytni filozofowie, którzy głosili: umiar ponad wszystko. Złoty środek. A w oświeceniu panowała zasada decorum. Dlatego w jonizacji powietrza nie chodzi o to, aby pozbyć jonów dodatnich i oddychać tylko ujemnymi, ale tak zbilansować powietrze, żeby stanowiło harmonijną całość jonów dodatnich i ujemnych w odpowiednich proporcjach.

Z powietrzem idealnie wyważonym mamy do czynienia nad morzem (to tak jak z jodem) i w lesie. Czyste powietrze zawiera w centymetrze sześciennym około 4000 jonów dodatnich i nieco mniej ujemnych.  W miastach niestety ta równowaga jest mocno zaburzona ze względu nie tylko na olbrzymią liczbę urządzeń elektrycznych, ale też ze względu na zanieczyszczenia, które także są źródłem jonów dodatnich. Jony dodatnie mają jeszcze tę cechę, że przyciągają bakterie, wirusy i pleśnie, przez co jeśli jest ich za dużo, niwelują odpychające działanie jonów ujemnych, powodując, że zdecydowanie łatwiej zapadamy na infekcje.  

Co ciekawe, niestabilność jonów można nieco „wytresować” za pomocą cząsteczek wody – zdecydowanie lepiej się zachowują, jeśli poziom wilgotności powietrze jest na około 40%. 
Można spróbować w domu ujarzmić wszędobylskie jony dodatnie poprzez częste wietrzenie mieszkania, dużą ilość roślin doniczkowych i... kota (to idealne emitory jonów ujemnych). A także zaopatrzyć się w nawilżacz zjonizacją powietrza

Ultradźwiękowy nawilżacz powietrza Clevair Air Naturel | NIDO




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz