poniedziałek, 29 czerwca 2015

Kiedy osuszacz, a kiedy nawilżacz powietrza?

Na pytanie o to, kiedy należy używać osuszacza, a kiedy nawilżacza, odpowiedź powinna być prosta ja drut. Nawilżacza wtedy, kiedy jest za sucho, a osuszacza, gdy jest za mokro. No tak, to oczywiste. Niby. W praktyce bywa różnie...

Kiedy nawilżacz...?

Przyjęło się, że nawilżaczy używamy w sezonie grzewczym, a zatem w zimie. Była o tym mowa już niejednokrotnie i jakoś przyjęło się, że to zima właśnie jest tą porą roku, kiedy nawilżacz ma prawo bytu. Ostatnio kilka razy natomiast wspomnieliśmy, że niekoniecznie jest to regułą. 

Po nawilżacz w okresie letnim sięgamy bardzo chętnie, licząc na ochłodzenie, orzeźwienie i ulgę w okresie upałów. Owszem, jak najbardziej!  Nawilżacz w lecie jest jak najbardziej wskazany, ale – nie każdego lata i nie zawsze. Trzeba uważać. Dlaczego? Chodzi o poziom wilgotności w lecie, który w połączeniu z wysoką temperaturą daje mieszankę wybuchową w postaci klimatu afrykańskiego albo rodem z dżungli amazońskiej. I nie, nie chodzi tu o „świeży powiew lasu tropikalnego”. Chodzi o duchotę i wilgoć oblepiającą ciało, w której małe złośliwe drobnoustroje uwielbiają się rozmnażać na potęgę. Nawilżacz w lecie można włączać swobodnie i bez obaw o zdrowie wtedy, gdy lato jest baaardzo suche i bezdeszczowe. W Polsce – sytuacja ostatnio dość częsta. Jeśli jednak pada deszcz – zrezygnujmy z nawilżacza. Po co narażać ściany, płuca i meble na dodatkową warstewkę ciepławej wilgoci, którą szturmem podbiją wirusy i bakterie?

Ultradźwiękowy nawilżacz powietrza Aquila | NIDO 

Oczywiście ochłodzenie nawilżaczem, gdy jest koszmarny upał nie do zniesienia jest mile widziane, ale zwróćmy uwagę na ogólną wilgotność powietrza i nie szalejmy za bardzo, jeśli prognozy zapowiadają deszcz. Chwila ulgi (pisaliśmy chyba o tym, że kostki lodu w nawilżaczu to kusząca perspektywa...) w ciągu dnia, tak z godzinkę, pewnie. Ale potem – lepiej z tej chwilowej przyjemności zrezygnować. No chyba że wiemy, że deszczu  nie będzie.

A kiedy osuszacz?

A co z osuszaczem? Tu też przyjęło się, że osuszacza używamy wtedy, gdy ściany podeszły nam grzybkiem, gdy klima zawodzi, gdy z piwnicy wilgocią „jedzie”. Generalnie gdy klimat jest za wilgotny, i to odczuwalnie. Oczywiście to prawda – osuszacz jest urządzeniem genialnym i przydaje się w przypadkach zalania sąsiada, zalania przez sąsiada, pojawienia się niechcianych gości na ścianie, gdy nasza klimatyzacja coś jakby zaczęła stękać i zamiast dawać przyjemny klimat daje atmosferę wręcz przeciwną... Ale są sytuacje, gdy nie tylko remont, grzyb czy zła wentylacja są powodem do tego, żeby osuszacz włączyć. Osuszacz przydaje się na przykład, gdy mamy nadmiar prania wywieszonego w domu i nie chce schnąć. A kiedy się tak dzieje? Gdy za oknem jest za wysoka wilgotność, a zatem jest gorące, ale deszczowe lato. Gorące i deszczowe lato oznacza nadmiar komarów, bakterii, wirusów, pleśnie, grzyby. Już wyżej na to zwróciliśmy uwagę. Powietrze gorące i wilgotne to klimat idealny do rozmnażania. A osuszacz ten „rozbuchany” proces może bardzo skutecznie ograniczyć. Czyli tam, gdzie nawilżacz zawodzi, po osuszacz pośle.  

osuszacz powietrza 12L_Platinum_1_Meaco_NIDO 

Nie ma zatem reguły, że nawilżacz to zima, a osuszacz wtedy, gdy cię sąsiad zaleje. Właściwe użytkowanie tych dwóch urządzeń może okazać się praktycznym i poręcznym rozwiązaniem dla naszych ścian, mebli i płuc. A że są one zazwyczaj małe, poręczne, stosunkowo estetyczne i łatwe w użyciu, to warto je mieć na podorędziu nie tylko wtedy, gdy podczas jakiejś śnieżnej zimy u szczytu sezonu grzewczego sąsiadka zażywała radośnie kąpieli i zapomniała zakręcić kran... Cóż to by była za katastrofa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz