Prezenty pod choinkę cz. 2

Pod wpływem nastroju spowodowanego coraz częściej widocznymi dekoracjami świątecznymi (łącznie z udekorowanym nieco zbyt kolorowo, świecącym balkonem w sąsiednim bloku) postanowiłam kontynuować wątek prezentów świątecznych. Znów będzie pachnąco, ale nieco taniej, choć równie przyjemnie.

Aromaterapia jest nie tylko przyjemnym sposobem na spędzanie długich, zimowych wieczorów. Pachnące olejki eteryczne umilają czas, wprowadzają w nastrój, no i odpowiednio dobrane – leczą. To znaczy: bez przesady, nie wyleczą z wszystkiego, nie zastąpią leków tradycyjnych (np. polopiryny, aspiryny czy dowolnego innego leku o działaniu przeciwgorączkowym), ale skutecznie leczeniu towarzyszą i je wspomagają. Na różne sposoby. Zresztą, co bardziej zainteresowanych odsyłam tutaj: "Tajemnice olejków eterycznych", a także w dowolne inne miejsce, w którym można poczytać o co ciekawszych zaletach tej alternatywnej sztuki leczenia…

Przykład z zeszłego tygodnia. Młoda moja jak zwykle zasmarkana o tej porze roku. Leje jej się z nosa, a dwa dni później to, co się z nosa nie wyleje, schodzi niżej, na oskrzela. No i szpital w domu gotowy. To już taka przedświąteczna tradycja, że pierniczki pieczemy wśród stosów chusteczek do nosa. Ponieważ jednak od kilku miesięcy jestem szczęśliwą posiadaczką dyfuzora, i zakupiłam oczywiście dodatkowo komplet różnych olejków, to z powodzeniem stosuję je, gdy uznam, że

a) mam ochotę

b) uznaję, że najwyższy czas sprawdzić, czy te ich lecznicze właściwości to nie mit.

Tym razem uznałam, że czas sprawdzić, czy olejek opisany jako Breathe BIO (znaczy oddychaj naturalnie czy jakoś tak) działa jak należy. Odpaliłam więc dyfuzor. Kiedyś tam, pamiętam, miałam taki ceramiczny, śliczny, ale się stłukł i zapach czuć było tylko w bliskiej okolicy, a nie jak teraz, w prawie całym domu. Wlałam te trzy krople olejku z dodatkiem eukaliptusa, sosny, lawendy, i czego tam jeszcze (zapach obłędny), wcisnęłam magiczny przycisk, młodej wydmuchałam nos i polazłam do kuchni przygotować ingrediencje do pierniczków według przepisu mojej babciu (jak ktoś chce przepis, to proszę poinformować o tym w komentarzu, podam chętnie). Żeby mi się zbytnio zapach pierniczków i eukaliptusa nie mieszał (jakoś niezbyt to pasuje), dyfuzor postawiłam w pobliżu pokoju młodej, dość daleko od kuchni. Zrobiłam ciasto (to znaczy zrobiłyśmy razem, gdzieżbym śmiała robić sama), wycięłyśmy pierniczki, włożyłyśmy do pieca, ozdobiłyśmy. Minęło tych kilka godzin, a dyfuzor sobie działał. Pachniało pierniczkami i eukaliptusem w całym domu – zapach na tyle silny, że w kuchni też go było jednak czuć, ale stwierdziłam: co tam, co roku pachnie goździkami, w tym będzie pachnieć goździkami ekualiptusowo-rozmarynowo-lawendowymi. A co.

Dyfuzor chodził do późnych godzin wieczornych, to znaczy przez prawie cały dzień. Młoda oczywiście nie siedziała ze mną cały czas w kuchni – dryfowała między pierniczkami, swoim pokojem a interesami, jakie miała do załatwienia w salonie (dowiedziałam się co to za interesy ciut później, ale na historię o tym, do czego służy obrus, koce i poduszki nie ma w tym wpisie miejsca…). W zasadzie częściej przybywała w pobliżu dyfuzora niż w pobliżu piekarnika, co zdecydowanie miało swoje zalety.

W każdym razie wieczorem, po ogarnięciu totalnego chaosu usiadłam na chwilę i zdałam sobie sprawę, że… tamtego dnia słyszałam odgłos kaszlenia rzadziej, rzadziej też wycierałam nos młodej, która prawie się nie skarżyła na to, że ma nos zatkany. Nie wiem, czy to sprawił ogólne zamieszanie, pierniczki i moje skupienie nad tym, co robiłam, czy też olejki eteryczne. Fakt jest faktem, że na drugi dzień operację „dyfuzor” powtórzyłam i rzeczywiście wydaje się być znacznie lepiej. Nie żeby było super, oskrzela nadal są zajęte, ale dzieciak zdecydowanie mniej się męczy z katarem i lepiej oddycha. Moim zdaniem gra jest warta świeczki.

Zatem wracając do prezentów świątecznych, bo chyba od tego zaczynałam wpis: komplet olejków eterycznych pod choinkę jest pomysłem fajnym, oryginalnym i pomysłowym. Bo nawet jeśli ktoś nie wierzy w ich moc, to na pewno nie oprze się ich pięknemu zapachowi. Może to być na przykład mieszanka olejków energetyzujących, albo odstresowujących, na lepsze oddychanie albo antydepresyjnych. Zależnie od tego, kto co lubi i czemu ma służyć.

Komentarze

Popularne posty