Co za dużo to nie zdrowo - o zapachach i... zapaszkach.


Lubię przedświąteczne zapachy - korzenne, słodkie, ciepłe. Zapach pomarańczy, goździków, cynamonu, wanilii, imbiru zamknięty czy to w kosmetykach, czy świecach zapachowych, a najbardziej to ten prosto z piekarnika... Taką ludzką skłonność do pozytywnego kojarzenia zapachu z sytuacją zauważają też producenci i sprzedawcy. 



Kwestia aromamarketingu stosowanego w sklepach, hotelach, salonach itp. to oczywiście  zupełnie odrębna sprawa. Moim zdaniem ten "odłam" marketingu, który mimo że ma działać na podświadomość klientów, to jest zdecydowanie przyjemny i nieszkodliwy. No bo przecież o ileż przyjemniej jest spędzić zakupy w pięknie pachnącej  atmosferze, niż w miejscu, które przez fakt przebywania w nim wielu ludzi, może być delikatnie rzecz ujmując, mało przyjemne... Aromamarketing to niezwykle ciekawy temat, tutaj jednak wolałabym napisać kilka słów o tym, jak można przesadzić z zapachami we własnym domu. Jak zwykle,  poznałam to na własnej skórze…


Skuszona promocjami przedświątecznymi, ładnym opakowaniem, przyjemną ceną i wielkością opakowania, no i nazwą – a jakże – kojarzącą się ze świętami, zakupiłam płyn do kąpieli (dostęp do zapachu niemożliwy z powodu szczelnego zamknięcia). Miał on w teorii przypominać zapach pierniczków. A zatem oczekiwałam: nuty cynamonu, goździków, odrobiny ostrego imbiru, i słodyczy miodu. Zapach po otwarciu butelki nie powalił pięknem, ale był do przyjęcia.  Niestety nie przypominał ani świąt, ani ciastek, ani nic, co by się ze świętami mogło kojarzyć. Ale w niewielkich ilościach – w porządku…  Podkreślam: w niewielkich…


Przedwczoraj pozostawiłam latorośl w wannie i nieopatrzenie zostawiłam swój pachnący nabytek w zasięgu jej łapek. Po kilku minutach ciszy (cisza – znaczy jest groźnie, trzeba lecieć sprawdzić) weszłam do łazienki i… i wyszłam z załzawionymi oczami. Pół butelki płynu do kąpieli nie było, córka pławiła się w oszałamiającej ilość bąbelków, a „zapach” był tak intensywny i obrzydliwy, że… do dzisiaj unosi się w łazience i kilka metrów dalej, mimo porządnego wywietrzenia, umycia wanny i pozbycia się źródła smrodu. Osiadł chyba na wszystkich sprzętach, które tam były.


Skumulowanie chemii, w postaci zapachów sztucznie wygenerowanych i niskiej jakości składników dało efekt nie tylko koszmarny dla nosa – dla oczu, ciała i układu oddechowego również. Córka drapie się, ja się drapie, oczy nadal swędzą. Nie chcę podawać firmy, bo to nie o to chodzi, ale chciałabym podkreślić, jak ważna jest wysoka jakość produktów, których używamy. Mają one znaczenie nie tylko dla skóry, ale też dla reszty organizmu, z płucami włącznie. Mój płyn do kąpieli to skrajny przykład tego, jak zapach może łatwo zmienić się w smród, w dodatku szkodliwy. Niestety, nie tylko kosmetyki mogą spowodować nagromadzenie się zapachów, a w konsekwencji chemii. Podobnie jest z wszelkimi produktami, których celem jest umilenie nam atmosfery, czyli wysycenie zapachem powietrza. Czy będą to olejki eteryczne, zapachowe, czy świece – jeśli nie będą wykonane w sposób bezpieczny, jeśli będą marnej jakości, to zamiast pomóc – zaszkodzą. 

Kiedy dochodzi do przedawkowania zapachów? W czasie przedświątecznym o to nietrudno. Zależy nam na tym, aby dom lśnił czystością. Żeby każdy zakamarek można było… polizać. Aby osiągnąć ten ideał stosujemy masę różnych chemikaliów: inny do podłóg, inny do kuchenki, do piekarnika, do łazienki, okien. Każdy jest środkiem żrącym i mimo najszczerszych chęci producentów – niebezpiecznym (chyba że go sami w domu zrobimy). O tym, że połączenie zwykłego wybielacza ze środkiem do czyszczenia zlewu może być dla nas zabójcze na etykiecie nie przeczytamy. Albo, że wybielacz chlorowy zmieszany z  amoniakowym daje opary powodujące nudności, kaszel, pieczenie oczu i bóle głowy. Albo że użycie odświeżacza powietrza po sprzątaniu może spowodować powstanie niewyczuwalnych rakotwórczych toksyn i formaldehydów… To wszystko unosi się potem w powietrzu, trafia do płuc i powoduje najróżniejsze dolegliwości.  Sam zapach co prawda szybko się ulatnia, ale szkodliwe substancje nadal unoszą się w powietrzu.


Jest jeszcze inna rzecz związana z gorączką przedświątecznych przygotowań. Przed świętami dużo się gotuje. Zapachy z garnków są apetyczne, ale też – zmieszane ze sobą (plus ta nieszczęsna chemia!) mogą spowodować mało przyjemny skutek, co więcej – powodują wzrost wilgoci w mieszkaniu, która, jeśli się jej szybko nie pozbędziemy, szybko spowoduje powstanie różnych mało przyjemnych pleśni i grzybków. Generalnie – co za dużo, to niezdrowo. 

Dlatego decydując się na zakup pachnących kosmetyków, olejków, świec, środków chemicznych – sprawdźmy skład, jakość, no i producenta. Nie warto narażać zdrowia na coś, co może być nie dość, że nieprzyjemne, to jeszcze może zaszkodzić.


Oczywiście warto mieć też w zanadrzu oczyszczacz powietrza, który usunie smrodki i chemię, a powietrze będzie takie jak być powinno (np. Buldair albo Pegasus). W trakcie świąt to idealne urządzenie, jeśli nie chcemy, żeby zapach kapusty z grzybami mieszał się z pastą do podłogi i korzennym zapachem mydła… 







Komentarze

Popularne posty