O noskach dzieci, zbyt suchym powietrzu i wścibskich babach

Ile razy to już słyszałaś? Zamknij okno, bo się przeziębi! Dlaczego on nie ma ciepłej kurteczki? Uważaj na przeciągi, uszka, gardło, jak to – tak bez szaliczka? Tu jest za zimno, przeziębisz go… Itede, itepe, w różnych odmianach, w zależności od płci Twojego potomka, miejsca, godziny, za to… niezależnie od pory roku.


Zima w pełni, więc tym samym jesteśmy narażeni na jeszcze bardziej oburzone spojrzenia osób, według których ubieramy nasze dzieci nieodpowiednio do pory roku. Po przekroczeniu magicznej daty 1 listopada,  czas już na buty zimowe, rękawiczki i czapki z nausznikami. Przynajmniej w przypadku dzieci. I owszem, zimę mamy taką, że rzeczywiście dobrze byłoby to nasze dziecię opatulić, dać ciepłe spodnie (najlepiej nieprzemakalne, bo w mokrych lepienie bałwana nie jest przyjemne), zadbać o natłuszczenie policzków, co by ich nie obszczypało... Ale jeśli wyraźnie widzimy, że dziecku za ciepło, to lepiej zdjąć dzieciakowi tę dodatkową warstwę polaru spod kurtki! Przynajmniej na tak długo, jak szaleje. Ciepło zapewni mu jego własny organizm.

W domu jest nie lepiej. Wchodzi taka ciotka/babcia/sąsiadka, która co prawda ma same dobre intencje, za to z realizacją kiepsko… I zaczyna się: Zamknij okno, bo się przeziębi (nie daj Boże masz w domu niemowlaka…). Ubierz mu czapkę bo uszka… (choć termometr pokazuje 21 stopni). Ale w łazience to koniecznie podkręć ogrzewanie. Coś mi tu ciągnie po nogach (jest lufcik w oknie otwarty w dwa pokoje dalej). I dalej w ten deseń.  

Tymczasem to nie niska temperatura, lecz właśnie zbyt wysoka bywa groźniejsza dla zdrowia dzieci, a już na pewno, gdy dzieciak już choruje i ma katar. Wtedy ogrzewanie domu na maksymalnych obrotach przynosi odwrotny skutek. Dzieci, zwłaszcza chore, w zbyt suchych pomieszczeniach bardzo się męczą , a co więcej – są narażone na jeszcze większe obniżenie odporności. 

Za gorąco i za sucho równa się niezdrowo i nieprzyjemnie. Jak zatem dbać o noski dzieci i mieć asy w rękawie, gdy przyjdzie nam dyskutować z osobami, które mają inne poglądy niż my?

Rozgrzany kaloryfer plus gorąca kąpiel? Temu zestawieniu mówimy NIE!

Gorący kaloryfer w pokoju, zamknięte okno gwarantują wysoką temperaturę połączoną z suchym powietrzem, czyli klimat lekko pustynny. Efekt – sucha skóra i śluzówki dziecka, podrażnienia, zaczerwienienia. Zwłaszcza jeśli w takiej atmosferze dodatkowo zafundujemy dziecku gorącą kąpiel, żeby  się „odprężyło”. Tymczasem nie dość, że wysuszona skóra drażni, to nos pozbawiony odpowiedniej wilgoci w śluzówce nie stanowi żadnej bariery dla wirusów i bakterii. Efekt: problem z zaśnięciem i zbyt płytki sen, problemy z oddychaniem w nocy. My sądzimy, że właśnie zaczyna się infekcja, a tu okazuje się, że po wyjściu na zewnątrz ten dziwny katar (sapka, problem z oddychaniem przez nos) znika, aż do wieczora, gdy mamy powtórkę z rozrywki. 

Jak działa nos?

Nosy ludzkie to takie niewielkie, za to bardzo dobrej jakości filtry, które przepuszczają powietrze, a zostawiają zanieczyszczenia (czyli, brzydko mówiąc… kozy w nosie). Prawidłowo działający nos blokuje dostęp do oskrzeli i płuc wirusom, bakteriom i zanieczyszczeniom (oczywiście nie w stu procentach, ale z reguły całkiem nieźle sobie z tym radzi). Jeśli jednak przez dłuższy czas jest narażony na pozbawione odpowiedniego poziomu wilgoci powietrze, to niestety – błona śluzowa wysusza się, wraz z nią znika blokada, a otwiera się autostrada dla wszelkiego rodzaju mikroorganizmów szkodzących organizmowi. Drożny, odpowiednio nawilżony nos jest niezwykle ważny zwłaszcza w przypadku najmniejszych milusińskich. Niemowlaki potrafią oddychać tylko przez nos, przez buzie im to jeszcze nie wychodzi. Dlatego nawilżenie powietrza, a tym samym nosa, jest dla ich spokojnego snu kluczowe. Można się wspomagać kropelkami, najlepiej w formie roztworu soli morskiej. Częste infekcje są spowodowane najczęściej nie „przewianiem” czy „wychłodzeniem”, tylko po pierwsze szokiem termicznym, gdy dziecko z dworu wpada w rozgrzane, wysuszone powietrze w mieszkaniu, a po drugie – brakiem bariery ochronnej w nosku. A jeśli już choruje, to nadmierne grzanie dodatkowo pogłębi kaszel i katar. Nawilżanie jest kluczowe, ponieważ rozrzedza śluz, który jest łatwiejszy do wyksztuszenia i wysmarkania. 

Jak zadbać o powietrze w pokoju dziecka i jego zdrowie?


  • Kontroluj temperaturę – nie więcej niż 20, maksymalnie 21 stopni Celsjusza. Nie dopuść do tego, żeby dziecko było przegrzane, zwłaszcza jeśli jest alergikiem!
  • Wietrz pokój ile razy dziennie się da, jeśli w pokoju będzie „wisiało” zatęchłe powietrze, w którym nagromadził się kurz, alergeny i inne drobnoustroje, z pewnością to nie pomoże. Przewietrzenie pokoju jest ważne zwłaszcza przed snem.
  • Nie kąp dziecka w zbyt gorącej wodzie, nawet jeśli to lubi. To wysusza nie tylko skórę, ale wbrew pozorom generalnie powoduje ubytek wody w organizmie (mimo że woda wchłaniana jest przez całe ciało). Lepsza jest chłodniejsza woda, niż wrzątek. Sucha, podrażniona skóra swędzi i piecze, a w dodatku wcale nie relaksuje, tylko wręcz przeciwnie, podwyższa ciśnienie.
  • Nawilżaj powietrze, czy to przez położenie ręczników na kaloryferze (tylko że to działa na krótką metę, bo ręcznik szybko się wysuszy), czy też przez zastosowanie nawilżacza. Ręcznik musi być wyprany w niealergicznym proszku, bez zmiękczaczy, bo inaczej cała chemia zostanie oddana wraz z wilgocią do powietrza.
  • Korzystaj z nawilżacza powietrza. W tym przypadku nie musimy się martwić o chemię, bo używa się do nich zwykłej, czystej wody. W pokoju dziecka, które zaczyna chodzić albo już biega, nawilżacz parowy nie będzie zbyt dobrym pomysłem, ponieważ grozi oparzeniem, za to już ewaporacyjny lub ultradźwiękowy – są zdecydowanie bezpieczniejsze. Zwłaszcza ultradźwiękowe, które nie dość że są energooszczędne i ciche, to w dodatku oddają do powietrza nie kropelki, a wręcz mgiełkę z mikrokropelkami, która ma duży zasięg działania. Idealny wydaje się tu np. Aquilla, który jest przeznaczony do mniejszych powierzchni (25 mkw), jest lekki i cichutki, więc pracując w nocy, nie będzie nikomu przeszkadzał. Albo jakikolwiek inny nawilżacz, byleby był wydajny i miał filtry przeciwbakteryjne.
Naprawdę, jeśli zadbamy o to, żeby: w pokoju dziecka był odpowiedni poziom wilgotności (minimum 40%, nie więcej niż 60%, bo zbyt wilgotne powietrze to też nie jest dobre rozwiązanie); właściwa temperatura (21 stopni); w dodatku będziemy pamiętać o wietrzeniu pokoju – to zdziwimy się wkrótce, w jak dobrej kondycji będzie nasz maluch, który do tej pory regularnie chorował.

Komentarze

Popularne posty