Co ciepłokrwiści lubią najbardziej, czyli o tym, jak dobrać wilgotność do temperatury



Było tak… 

 

Kilka dni temu postanowiłam posadzić cebulki tulipanów w ogrodzie, żeby w przyszłym roku pięknie mi zakwitły. Ponieważ wyglądało na to, że jest ciepło – słońce świeciło, ani jednej chmurki, termometr też wskazywał ludzką temperaturę – 17 stopni Celsjusza – ubrałam sobie lekkie spodnie, podkoszulek, a na ramiona na wszelki wypadek zarzuciłam polar. Wzięłam cebulki, narzędzia i dziarsko ruszyłam do ogrodu. Troszkę zdziwiło mnie, gdy w momencie wyjścia na zewnątrz dostałam na moment gęsiej skórki i włosy mi rozwiało na wszystkie strony, ale stwierdziłam: nic mnie nie powstrzyma, co tam, od zawsze byłam zmarzluchem, nie będę się przejmować.

Uklękłam (przy ziemi było całkiem przyjemnie) i zaczęłam kopać. Oczywiście bez polaru – przecież będzie mi za gorąco, a poza tym niewygodnie! Jakieś 15 minut później wstałam, mocno zgrzana po intensywnej pracy, i natychmiast zaczęłam się trząść z zimna. Nałożyłam polar i pomyślałam: co do jasnej…? W końcu mnie olśniło (najwyższa pora, normalnie plus 10 do spostrzegawczości…). Wieje jak jasny gwint. Słońce grzeje, ale wiatr jest na tyle silny, że nie pozwala specjalnie cieszyć się z pozornego ciepła. Świetnie, trzeba było najpierw myśleć, potem robić, nie odwrotnie. Pozbierałam zabawki i wróciłam do domu – zimnym korytarzem. Po czym weszłam do nagrzanego salonu – bo jest od strony południowej i okna były pozamykane, a kilka dni temu rozpoczęłam sezon grzewczy… W końcu jesień mamy!...

 

Teraz jest tak…


 …A dzisiaj leżę w łóżku z gardłem obolałym, katarem i zapchanymi zatokami. Mam czas na przemyślenia… O tym, co to znaczy zapewnić sobie komfort cieplny tak, żeby zdrowie pozostało bez uszczerbku i żeby czuć się dobrze jak najdłużej…

Jestem ciepłolubna, od zawsze. Nawet w gorące, upalne lato potrafię czasem nałożyć na siebie ciepły sweter i ze szczękającymi zębami twierdzić, że jest zimno. To ja. Ale znam osoby, które nawet gdy na dworze mróz i śnieg, wszędzie latają z krótkim rękawkiem. Zatem odczuwanie ciepła jest mocno indywidualne. Nikt nie zmusi mojej córki, żeby w nocy leżała pod kołdrą, podobnie jak mnie nikt spod tej kołdry nie wyciągnie. A śpimy w tym samym domu, przy tej samej temperaturze. Jak to możliwe?

Podobne upodobania ciepłokrwistych


Niezależnie od upodobań „temperaturowych” wszyscy należymy do tego samego gatunku: jesteśmy ciepłokrwistymi ssakami, które mają bardzo zbliżone do siebie potrzeby pod względem komfortu cieplnego. Oczywiście Eskimos będzie pocił się niemiłosiernie i prawdopodobnie nie wytrzyma w sercu pustyni, na której taki Beduin będzie czuł się jak ryba w wodzie. I odwrotnie: w rejonach Arktyki Beduin w futrze trząsł się będzie z zimna, gdy podobnie ubrany kolega Eskimos będzie żwawo szedł na polowanie. Mimo to średni zakres temperatur, jaki statystycznie jest optymalny dla każdego człowieka, waha się między 21 a 28 stopni Celsjusza.

Oczywiście temperatura chodzi w parze z wilgotnością powietrza i w zasadzie od niej (i kilku innych czynników, o czym później) zależy, jak tę temperaturę odczuwamy. Zatem wilgotność, w jakiej człowiek czuje się dobrze, waha się mniej więcej między 40% a 70%. W tych zakresach zdecydowana większość ludzi czuje się w miarę komfortowo, tzn. zapewniony ma komfort cieplny. 

Tropiki czy pustynia?


Ale, ale – jest jedna, niesłychanie ważna kwestia – chodzi o relację między wilgotnością powietrza a temperaturą. Zasada jest prosta: im wyższa temperatura, tym niższej wilgotności dla odczuwania komfortu potrzebujemy. I odwrotnie – im niższa jest wilgotność, tym wyższą temperaturę jesteśmy w stanie znieść.

Źródło: http://polacie.pl/?pl_steico-flex,50

Oczywiście wychodząc sobie na dwór, jadąc na wakacje w ciepłe kraje czy na północ, możemy sobie mędrkować na temat komfortu cieplnego, a i tak na niewiele się to przyda. Przyroda jest nieubłagana i zarządzi sobie taką temperaturę i wilgotność, jaką będzie chciała. Ale we własnych, domowych pieleszach – tu możemy wiele zdziałać. Tu mamy pole do popisu i naprawdę – możemy skutecznie wpływać na to, czy nasi domownicy będą się czuli jak w afrykańskiej dżungli, na pustyni Gobi czy w nadmorskich rejonach Chorwacji. 

Ale na poważnie. Jeśli chcemy zadbać o to, by nasze dzieci, zwierzęta czy pozostali domownicy (mąż, żona, babcia itp.) mieli zapewniony komfort cieplny, trzeba koniecznie zwrócić uwagę na kilka, a konkretnie cztery czynniki, na które się on składa. O temperaturze i wilgotności już była mowa, ale tutaj sobie to uporządkujemy.

 

 Cztery czynniki komfortu cieplnego

  • Temperatura – czyli czy jest ciepło, zimno czy umiarkowanie. Taka oczywista oczywistość. W każdym razie gatunek ludzki, statystycznie, upodobał sobie zakres temperatur między 21 a 27 (28) stopni Celsjusza. Jeśli jest zimniej już zaczynamy marudzić, a jeśli cieplej – też kręcimy nosem. 
  • Wilgotność – tu zatrzymamy się na dłużej. Chodzi o względną wilgotność powietrza (nie bezwzględną, czyli o to, jaki jest procentowy stosunek pary wodnej w tym powietrzu do tego, ile jej może rzeczywiście być). To niesłychanie ważny dla naszego zdrowia czynnik. Zwłaszcza dla dzieci, które z powodu niewielkiej powierzchni ciała najintensywniej odczuwają w tym względzie zmiany i dyskomfort. Względna wilgotność powietrza to stosunek rzeczywistej masy pary wodnej zawartej w metrze sześciennym powietrza w danej temperaturze do tego, ile tego powietrza może rzeczywiście być. Dla człowieka optimum waha się między 40% a 70%. Ale nie tylko o komfort cieplny tu chodzi, niestety… Zbyt wysoka lub zbyt niska wilgotność oznaczają, że stwarzamy warunki do namnażania się różnego rodzaju paskudztw w powietrzu, w rodzaju bakterii, wirusów, grzybów, pleśni, najróżniejszych alergenów itp. Dysponując w domu nawilżaczem powietrza (najlepiej kontrolującym poziom wilgotności) może tego uniknąć. Jeśli w domu ustawimy sobie temperaturę grzejników na 20 stopni Celsjusza, to ustawny sobie nawilżanie na 50%, a nie 40% bo będzie zbyt sucho. A jeśli lubimy bardzo, gdy jest ciepło, czyli czujemy się dobrze przy tych 25 stopniach Celsjusza, zadbajmy o obniżenie poziomu nawilżenia do 35-40%. Suche powietrze wywołuje zbyt szybkie parowanie skóry i silne pragnienie. Z kolei w bardzo wilgotnym powietrzu mamy do czynienia z duchotą, uczuciem upału, bo parowanie jest zbyt wolne.  Dlatego nawilżacze i osuszacze powietrza (w sezonie grzewczym, gdy kaloryfery grzeją jak szalone, będą to nawilżacze) – to prawdziwa oręż przeciwzapalna.
  • Ruch powietrza – to jest coś, co odczułam, gdy sadziłam te nieszczęsne tulipany. Co z tego, że było względnie ciepło, skoro ruch powietrza, czyli wiatr, był na tyle silny, że to ciepło skutecznie neutralizował? W lecie, przy wysokich temperaturach (powyżej 25 stopni), nasze ciała chłodzą się, wydzielając pot. Komfort zapewni nam delikatny wiatr czy chodzący sobie w domu wiatraczek. W zimie natomiast, przy niższych temperaturach (w moim przypadku zabójcze okazało się już… 17 stopni) te same źródła wiatru będą skutecznie psuć nam humor. Czyli znów – im wyższa temperatura, tym mocniejszy wiatr lubimy, im niższa, tym… w zasadzie to w zimie wcale wiatr nam się nie podoba. 
  •  Średnia temperatura promieniowania (MRT) – to najbardziej tajemniczy, ale jak się za chwilę okaże – łatwy do zrozumienia czynnik komfortu cieplnego. Chodzi o ciepłotę (lub… „zimnotę”) powierzchni – ścian, mebli, podłóg, biurka etc. Najłatwiej wytłumaczyć to na przykładzie starego, niczym niezaizolowanego domu ze starego typu oknami w zimną noc zimową… Brrr. Rano budzisz się (o, szczęściarzu, udało ci się zasnąć?) skostniały, z lodowatym nosem i początkiem infekcji gardła. Właśnie doświadczyłeś NISKIEJ temperatury promieniowania. Zimne ściany wewnętrzne i szkło dosłownie wyssały z ciepie ciepło. Ty je oddałeś, a one nie dały nic w zamian. Inny, przeciwny przykład: nagrzany pokój na poddaszu od strony południowej. Niby termometr wskazuje te 22 stopnie, ale nagrzane do granic możliwości ściany oddają tego ciepła znacznie więcej, a ty pocisz się i dusisz, bo nie jesteś w stanie go przyjąć więcej.

Czyli te cztery czynniki łącznie wpływają na to, czy jest nam miło, czy nie. Czy się pocimy, czy drżymy z zimna. Czy chorujemy, czy jesteśmy zdrowi jak ryby. We własnym domu, właściwym postępowaniem z urządzeniami grzewczymi, nawilżaczami, osuszaczami, klimatyzatorem jesteśmy w stanie zapewnić sobie dobry klimat. Jednak podczas gdy na MRT często większego wpływu mieć nie możemy (trochę większy na ruch powietrza, po prostu dbając by nie było przeciągów), wilgotność i temperatura są w 100% w naszych rękach. My decydujemy o tym, na ile odkręcone będą grzejniki (czy dowolne inne źródło ciepłą), my też możemy decydować o tym, jaką mieć będziemy w domu wilgotność. Umiejętnie dopasowanie jednego do drugiego zapewni nam zdrowie, komfort i dobre samopoczucie.

Tymczasem ja wracam pod koc z chusteczkami i na drugi raz cztery razy sprawdzę, czy aby na pewno ubrałam się odpowiednio do pory roku.



Komentarze

Popularne posty