I się stało. Mieszkanie mi zalało!



A cała historia początek swój miała kilka tygodni temu. Wracam po weekendowym wyjeździe, podczas którego usilnie poszukiwałam śniegu. Skutek zerowy. Za do w domu prawie basen. No dobra, w ściany zdążyło wsiąknąć co miało. Sąsiedzi nas zalali. Świetnie – rzekłabym. Na dworze zimno, więc średnio z wietrzeniem, do tego wilgotność na zewnątrz niewiele niższa, o ile w ogóle, niż ta w domu.
Do zalania doszło w piątek jak się zdążyłam dowiedzieć, więc 3 dni wsiąkało sobie wszystko w pionie. Jak się okazało zawór w sąsiednim mieszkaniu „sączył się” już od jakiegoś czasu – bliżej nie wiadomo jakiego. Ja, owszem widziałam, że coś się dzieje na ścianie, ale myślałam, że może grzejnik, że może prania za dużo suszę w pokoju, że może.. I tak gdybałam.

W każdym razie w niedzielny wieczór, tuż po powrocie plama na ścianie miała prawie 2 metry wysokości i około 50 centymetrów szerokości. W pokoju intensywnie czuć było wilgoć i ten znany chyba każdemu zapach – grzyba czy pleśni. I teraz bądź tu człowieku mądry – od razu chcesz się zabrać za remont, ale nie. Czekasz wieczność na firmę ubezpieczeniową, więc za remont nie ma się co brać, bo POSTĘPOWANIE TRWA. Nie mogę sobie pozwolić na wyłączenie z użytkowania jednego pokoju na stałe, więc idąc za poradą profesjonalistów wzięłam się za osuszanie. Jak już pisałam aura nie sprzyjała naturalnym sposobom osuszania, więc zastosowałam osuszacz elektryczny. Zdecydowałam się na taki do 20 m² (DDH20-1), cichy, wydajny, marki Air Naturel oczywiście. Jako, że cenię sobie wygodę funkcja automatycznego wyłączania się przy pełnym zbiorniku to coś zdecydowanie dla mnie (choć początkowo korzystałam z opcji węża spustowego do znacznie większej......miski :), by przy pierwszej fazie osuszania nie tracić czasu na opróżnianie zbiornika). Do tego oszczędność - zasilany jest poprzez transformator 12 volt. Podczas doby, osuszacz zbiera do 0,6 litra wody, z mojego pokoju w ciągu 2 tygodni zebrał ponad 8 litrów wody. Dodatkowo oczywiście podniesienie temperatury w pokoju, wietrzenie przy słonecznych dniach aby usunąć gdy było to mozliwe, naturalnie nadmiar pary. Nieprzyjemny zapach zniknął, profilaktycznie włączałam jeszcze osuszacz na 2 tygodnie, każdorazowo na dobę. Zaskoczyło mnie to, że osuszacz zbierał jeszcze do 5 litrów podczas jednego tygodnia. A rzeczoznawcy ani widu ani słuchu. I pomimo tego, że czeka mnie generalny remont pomieszczenia, cieszę się, że udało mi się uniknąć grzyba i smrodu w pokoju. Przy tradycyjnym osuszaniu  jedynie kaloryferem nie udałoby mi się tego uniknąć. Na tę chwilę, ściana jest praktycznie sucha i czeka na remont. Jestem zadowolona z efektu i każdemu taki ratunek z opresji polecam!:)

Komentarze

Popularne posty