niedziela, 24 listopada 2013

Mówią nawilżaj. Ale jak? Różne techniki nawilżania powietrza



Było o oczyszczaczach, dziś będzie o nawilżaczach słów kilka. A konkretniej o ich rodzajach. Ile przeciętnie wydajecie w sezonie jesienno zimowym na suplementy i medykamenty dla swojej rodziny? Jako sezon mam tutaj na myśli 6 miesięcy, od września do lutego. Około 300-400 złotych? O ile infekcje nie pojawiają się zbyt często i o ile nasza rodzina nie liczy więcej niż 3 – 4 osoby. A gdyby tak zmniejszyć o mniej więcej połowę kwotę wydawaną na witaminy i leki? Gdyby tak jednorazowo zainwestować ok. 250 zł w nawilżacz? Już wyjaśniam skąd moja myśl.

Nawilżacz powietrza w mieszkaniu to żadna fanaberia. Podczas okresu grzewczego wilgotność powietrza zdecydowanie spada, pojawiają się kaszelki, bóle gardła, nocne wstawanie po szklankę wody, katary i inne atrakcje sezonowe. Dzięki dobremu nawilżaczowi powietrza już nigdy więcej nie zadamy sobie pytania – dlaczego w ogrzewanych pomieszczeniach powinniśmy nawilżać powietrze. Dobry – czyli jaki? To kwestia subiektywna zależna od wielu czynników, od tego czy chcielibyśmy by przy okazji ładnie pachniało w mieszkaniu, czy cenimy sobie ciszę, gdzie chcielibyśmy nawilżacz ustawić, jak plasuje się sytuacja naszego domowego budżetu – te i wiele innych kwestii składa się na to, który nawilżacz wybrać. Warto więc poznać rodzaje dostępnych nawilżaczy.

Nawilżacze tradycyjne, czyli nieelektryczne. Najstarsze z dostępnych, które posiada chyba każdy z nas w domu. Ceramiczne lub stalowe pojemniki do zawieszenia na kaloryferze. Ten sposób polecam osobom, którym nie zależy na nawilżaniu dużych powierzchni mieszkania i szukają niskobudżetowego sposobu na zwiększenie wilgotności. Moja mama w dzieciństwie kładła mi na kaloryferze miseczkę z wodą. Gdy pojawiała się infekcja wkraplała do wody olejek mentolowy. Wówczas nie było mowy o sklepach z pralkami, a co dopiero o możliwości dostania nawilżacza elektrycznego. Zdecydowaną zaletą tego sposobu nawilżania jest ich cena i koszt utrzymania, a także fakt, że nie zajmują wiele miejsca, a na rynku dostępna jest pełna gama kształtów i kolorów. Wada? Niewielka wydajność i ograniczona powierzchnia działania.

Nawilżacze parowe, proste w działaniu, podobne do tradycyjnych sposobów. Urządzenia te korzystają ze znanych każdemu uczniowi szkoły podstawowej zasad zachowania się powietrza i wody podczas zmiany temperatury. Woda podgrzewana jest w komorze nawilżacza do wysokiej temperatury (nawet 120 stopni!), następnie para wyrzucana jest do pomieszczenia z chłodniejszym powietrzem, które ochładza parującą wodę, wytwarza się mgła, która nawilża powietrze.  Jest to bardzo wydajny sposób nawilżania powietrza w naszym domu. Niemniej jednak zdecydowanie nie polecam go w domach, gdzie są małe dzieci lub zwierzęta – z nawilżacza wydostaje się gorąca para, która może poparzyć. Urządzenia te są najstarsze z elektrycznych nawilżaczy, najczęściej też pobierają dość sporo prądu i są kłopotliwe w utrzymaniu. Trzeba je często czyścic, co nie ułatwia użytkowania. To byłoby bardzo dobre rozwiązanie do pokoju dziecięcego, gdyby nie względy bezpieczeństwa, których w mojej ocenie nawilżacze parowe nie spełniają. Nie nadrabiają nawet posiadanymi właściwościami inhalatora i tym, że podgrzewanie wody eliminuje bakterie i drobnoustroje.

Nawilżacze ewaporacyjne. Ewaporacja – trudne słowo na dziś – to nic innego jak parowanie, z reguły zachodzące na powierzchni cieczy. W tym wypadku woda w nawilżaczu nie jest podgrzewana. Nawilżacze ewaporacyjne są wyposażone w  bęben lub wkład z filtrem. To również urządzenie elektryczne, wlewa się do niego wodę, po włączeniu zasysa powietrze, nawilża je i wyrzuca z powrotem w postaci pary wodnej. Ba! Ta para może pachnieć! Proste? W dodatku są to naprawdę ciche urządzenia, szum przez nie produkowany to ledwie słyszalne 22 dB w najwolniejszym trybie pracy. To urządzenie dla osób ceniących sobie walory aromaterapii i oszczędzających energię. Nalezy jednak zwracać uwagę na temperaturę w pomieszczeniu. Nawilżacze te mogą nie spełniać wystarczająco dobrze swojej roli w temperaturach poniżej 20 stopni Celsjusza. Nowsza generacja nawilżaczy ewaporacyjnych zdecydowanie lepiej dba o nasz słuch. Dajmy na to taki Orion jest ekstremalnie cichy i oszczędny.

Nawilżacze ultradźwiękowe – najmłodsze z rodziny nawilżaczy. Rozbijają cząsteczki wody na bardzo drobne kropelki za pomocą ultradźwięków. Efektem pracy urządzenia jest biała mgiełka, w zależności od modelu nawilżacza może być ona ciepła lub zimna (w niektórych urządzeniach jest opcja ustawienia ciepłej mgiełki). To tacy cisi strażnicy naszego komfortu domowego. Kontrowersje dotyczą korzystania z nawilżacza ultradźwiękowego w obecności zwierząt. Można znaleźć opinię, że ultradźwięki drażnią słuch naszych domowych pupilków. Jednak: nasz pies śpi obok nawilżacza ultradźwiękowego, jedna z klientek na potrzeby hodowli kotów rasowych domagała się wyłącznie nawilżacza ultradźwiękowego, gdyż taki jej się doskonale sprawdzał przez kilka lat, kolejny klient przetestował w obecności swojego kota nawilżacz ultradźwiękowy i stwierdził, że zwierzak nic sobie z tego sprzętu nie robi. Więc ciężko ocenić czy stwierdzenie o uciążliwości dla zwierząt jest prawdziwe. Nawilżacze ultradźwiękowe są bardzo wydajne i oszczędne, mimo częstych wymian filtra nie są drogie w utrzymaniu. Mogą też stanowić ciekawy element wyposażenia wnętrz, np. taka Gota 2 lub Clevair.
Oczywiście, zawsze możemy korzystać z „babcinych” sposobów nawilżania powietrza w domu – wieszać pranie w pomieszczeniach, hodować rośliny, zawieszać mokre pieluszki (mokre od wody rzecz jasna i nie mam tu na myśli pieluszek jednorazowych!) na kaloryferach w dziecięcych pokojach. Nie mniej jednak kupno nawilżacza z pewnością okaże się tańsze, skuteczniejsze i mniej uciążliwe niż domowe sposoby. Najbardziej zaawansowane modele nie tylko nawilżają, ale też jonizują i oczyszczają powietrze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz