piątek, 27 maja 2016

Certyfikaty warte uwagi alergika

Firmy często chwalą się, że ich produkty otrzymały taki czy inny certyfikat, atest, znak jakości czy też inny „znaczek”, który potwierdza ich doskonałą jakość, bezpieczeństwo czy dowolną ważną w danym sektorze cechę. Tych certyfikatów jest dość sporo, ale jest kilka zasługujących na uwagę. 

Oto trzy, na które powinni zwracać uwagę wszyscy, którzy zmagają się z problemem alergii.

„Seal of Approval”
  
Certyfikat przyznawany przez The British Allergy Foundation (BAF)
BAF jest wiodącą brytyjską medyczną organizacją non-profit, która wspiera i edukuje alergików oraz osoby z nietolerancją pokarmową. Została założona w 1991 roku przez najlepszych alergologów z Anglii. Jej celem jest zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat zagrożenia, jakim są współcześnie alergie, a także poprawienie poziomu diagnostyki i leczenia. BAF reprezentuje osoby dotknięte alergiami, przedstawia ich poglądy oraz potrzeby. 

Fundacja przyznaje certyfikat „Seal of Approval” produktom z kilkunastu wybranych grup, w tym oczyszczaczom powietrza, których skuteczność w usuwaniu lub redukcji alergenów (w tym roztoczy) z otoczenia została potwierdzona badaniami. Każdy produkt jest badany laboratoryjnie przez niezależnych naukowców, dzięki czemu użytkownik zyskuje pewność, że zakupiony produkty jest bezpieczny. 

Na certyfikat „Seal of Approval” powinni zwrócić uwagę przede wszystkim rodzice dzieci cierpiących na alergie. 

Atest AHAM

Podobny obraz
Association of Home Appliance Manufacturers (Stowarzyszenie Producentów Sprzętu Gospodarstwa Domowego)
AHAM to niezależna organizacja badawcza zajmująca się kontrolą wydajności urządzeń gospodarstwa domowego. Przyznaje swoje atesty produktom spełniającym wymagające kryteria i potwierdza ich wysoką wydajność w redukcji zanieczyszczeń przyczyniających się do obniżenia jakości powietrza w pomieszczeniach.

Atest AHAM gwarantuje, że produkt został przetestowany pod kątem współczynnika CADR (Clean Air Delivery Rate) zgodnie z procedurą ANSI-/AHAM-AC-1 i posiada numer certyfikatu CADR.

Znak jakości ECARF

Podobny obrazFundacja Europejskiego Centrum Badania Alergii
Certyfikat ECARF jest przyznawany od 2006 roku. Otrzymują go firmy, których produkty i usługi są bezpieczne dla osób z alergią. Znak Jakości ECARF na produkcie oznacza, że jest on przyjazny dla alergików i dla osób z różnego rodzaju nietolerancjami.

ECARF został opracowany zgodnie z kryteriami ustalonymi przez naukowców europejskich uczelni medycznych. Jest przyznawany bezpłatnie, pod warunkiem że dostawca lub producent jest w stanie dowieść wkład produktu w poprawę jakości życia alergików. Musi on także monitorować proces kontroli jakości produktu lub usługi.

piątek, 29 kwietnia 2016

Sól w walce z alergią? Kilka słów o haloterapii



Co mogą mieć ze sobą wspólnego powietrze, sól, pyły, zdrowie? Całkiem sporo. Ich wspólnym mianownikiem są nasze płuca, a w zasadzie cały ludzki organizm. 

Krystalicznie czyste powietrze to marzenie ściętej głowy. Można sobie pojechać w jakieś góry najwyższe, przykładowo na Everest, bo tam naprawdę czysto jest, ale... co z tego skoro w tej oazie czystości a) i tak jest potrzebna jest maseczka tlenowa (przynajmniej wśród tych mniej przygotowanych, a nie robokopów takich jak Ueli Steck czy Reinhold Messner...), b) i tak znakomita większość z nas tam się nie wybiera.

Pozostają nam wyższe lub niższe niziny, może jakieś morze, a o miastach słynących z sanatoriów i czystej atmosfery zapomnijmy – stężenie pyłów w powietrzu w tzw. „uzdrowiskach” było całkiem niedawno przedmiotem głośnych skandali. Prawda jest taka, że  oddychamy mniej lub bardziej zanieczyszczonym powietrzem, które wnika w nasz organizm, powodując niezbyt przyjemne konsekwencje. 

Z każdym oddechem w naszym układzie oddechowym gromadzą się cząstki pyłów, które prędzej czy później doprowadzą do jakiegoś zapalenia oskrzeli, płuc czy innej choroby. Zatem związek powietrza, pyłu i zdrowia (czy raczej jego braku) mamy wyjaśniony. Gdzie miejsce dla soli?



Oto jej szczypta.

Sól jest, wbrew obiegowej opinii, bardzo zdrowa. Oczywiście nie w nadmiarze, ale bez niej nie istniałoby życie. Oczywiście kwestie dietetyczne nas tutaj nie interesują, natomiast to, co jest naprawdę ciekawe, to zastosowanie soli w... profilaktyce chorób górnych dróg oddechowych, w walce z alergią i generalnie w poprawie samopoczucia. Terapia solą ma swoją profesjonalną nazwę – haloterapia. W największym skrócie to metoda pozwalająca oczyścić drogi oddechowe z nagromadzonych pyłów.

Słowo haloterapia pochodzi od greckiego halos oznaczającego sól. W Polsce najczęstszą formą haloterapii są tzw. groty solne, czyli pomieszczenia wypełnione suchym aerozolem solnym. Zresztą, Polska jest też w pewnym sensie kolebką haloterapii, ponieważ to właśnie tutaj, a konkretnie w Wieliczce, został potwierdzony pozytywny wpływ bogatego w sól mikroklimatu na organizm człowieka. Było to w roku 1843, a odkrywcą tej zależności jest Feliks Boczkowski, który był lekarzem zajmującym się badaniem górników pracujących w kopalni w Wieliczce.
Po wydaniu jego książki  O Wieliczce pod względem historyi naturalnej, dziejów i kąpieli zostały podjęte kolejne badania, by tezę te potwierdzić. Wyniki badań klinicznych potwierdziły skuteczność haloterapii w leczeniu wielu schorzeń, w tym astmy i alergii na pyłki. Haloterapia stymuluje naturalne właściwości obronne organizmu, i – w przeciwieństwie leków - nie rozleniwia układu immunologicznego. 

Groty solne są dobrym pomysłem, ale a) nie ma gwarancji, że sól jest najwyższej klasy b) seanse bywają drogie c) żeby haloterapia była skuteczna, trzeba się regularnie „inhalować”. Te warunki są trudne do spełnienia. 

Ostatnio na rynku pojawiły się domowe generatory aerozolu solnego, które można sobie postawić przy biurku, na noc, podczas wieczornego relaksu. Zapewniają one klimat groty solnej we własnym domu. To całkiem niezłe rozwiązanie zwłaszcza dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu na to, żeby wyjść z domu do groty solnej. Jest to też ekonomiczne rozwiązanie, ponieważ inwestycja prędzej czy później się zwróci. Może warto o tym pomyśleć, zwłaszcza że sezon sprzyjający alergiom właśnie się zaczął?
Generator aerozolu solanki Saltair | NIDO

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wykurz kurz, czyli jak ratować się przed alergią na roztocza


Jak co roku na wiosnę wałkowany jest temat alergii na pyłki roślin. Przyroda kwitnie, buzuje i w powietrzu unosi się coraz więcej alergenów. W telewizji na okrągło mówi się o super środkach na alergię, a ludzie z zatkanymi nosami szturmują apteki... 


Ale my nie będziemy dziś pisać o alergii na rośliny, która w końcu zawsze mija, gdy czynnik uczulający znika z powietrza. Będzie o alergii nieco bardziej uciążliwej (oczywiście nikomu nie ujmując!), a mianowicie o alergii na roztocza kurzu domowego. 



Ten typ alergii w zasadzie nie mija. Bez odpowiednio dobranych leków osoba chora czuje się dobrze w zasadzie tylko i wyłącznie na świeżym powietrzu, w miejscu, gdzie nie ma kurzu. Wewnątrz budynków, czy to w domu, w pracy czy w sklepie, jest kilkakrotnie bardziej narażona na działanie alergenu, ponieważ kurz jest... dosłownie wszędzie. Niezależnie od tego, ile się sprząta, w końcu się zbiera, zwłaszcza w miejscach trudno dostępnych, pod szafkami, pod łóżkiem, w materacu, można wyliczać. Nieustanne utrzymywanie czystości w domu jest stresujące i pracochłonne, niemniej konieczne, żeby osobie chorej zapewnić w miarę dobre warunki życia. Zwłaszcza że nieleczona alergia na kurz kończy się często astmą. Objawy nasilają się zwłaszcza jesienią i zimą, gdy częściej przebywamy w domu. 


Objawy

Alergia na kurz, a w zasadzie na roztocza, zaczyna się jak przeziębienie. Zatyka się nos, oczy łzawią, głowa pobolewa. Dochodzą do tego często duszności, czasem świszcze oddech. Objawy te nasilają się zwłaszcza w czasie sprzątania i nad ranem, gdy wstajemy z łóżka będącego siedliskiem roztoczy. 

Bez szybkiej reakcji i diagnozy lekarskiej objawy się nasilają i dochodzą do nich: zmęczenie, dłuższe bóle głowy, utrata koncentracji i ciągła senność. Pogłębia się zapadalność na choroby górnych dróg oddechowych, w tym stanów zapalnych oskrzeli, co może w efekcie doprowadzić do niebezpiecznej astmy. 


Diagnoza


Alergia sama nie przejdzie, bez interwencji lekarza nie mamy co liczyć na złagodzenie objawów. Lekarz powinien przede wszystkim zadbać o szczegółowy wywiad i zlecić testy skórne, a także badania krwi na iGE. Niestety testy skórne często muszą być uzupełnione o dodatkowe badania, ponieważ pokazują tylko, jak reaguje skóra, a alergii na kurz przede wszystkim towarzyszą objawy ze strony nosa i oczu. Być może niezbędna będzie też cytologia nosa


Jeśli lekarz zdiagnozuje alergię, trzeba się przygotować na długotrwałe leczenie, najczęściej lekami przeciwhistaminowymi, a także na nieustanna profilaktykę, czyli... utrzymywanie domu w czystości,  w tym zmianę materaca na nowy, najlepiej taki „antyalergiczny” (są takie w produkcji). Warto będzie się zaopatrzyć w oczyszczacz i nawilżacz powietrza, które są w walce z alergią skutecznym orężem. Można się skusić też na odczulanie, niemniej jest to długotrwały proces – może trwać 3-5 lat


Roztocza kurzu domowego


Roztocza kurzu domowego (Dermatophagoides) to pasożyty, które odżywiają się złuszczonym naskórkiem i pleśnią. Są niewidoczne gołym okiem, występują niemal wszędzie na świecie i znamy około 12 tysięcy ich rodzajów. Lubią dywany, pościel, materace, odzież. Są składnikiem kurzu, obok brudu, resztek, włosów, naskórka itp. Uwielbiają wysoką wilgotność powietrza i ciepło – najchętniej rozmnażają się przy 23 stopniach Celsjusza, a zatem w temperaturze, którą w domu mamy najczęściej.







piątek, 18 marca 2016

Czas na wiosenne porządki!






Na wiosnę czekamy zawsze z utęsknieniem. Po ponurej zimie odrobiona słońca, zieleni i koloru jest jak balsam dla oczu i duszy. Jednak wraz z wiosną w powietrzu zaczynają się pojawiać różni mali wrogowie, o których istnieniu zapominamy w czasie zimy, ponieważ albo śpią, albo nie mają specjalnej okazji, żeby rosnąć. Zwłaszcza jeśli zima jest sroga. Akurat ta nie była, jednak o kilku rzeczach musimy pamiętać, zanim zaczniemy rozkoszować się wiosną.



Grzyby

Niestety, po zimie, gdy bardzo rzadko nasze okna są otwarte na oścież, a jakoś niewielu z nas śpieszy się, żeby używać oczyszczaczy powietrza, jakość powietrza w domu drastycznie spada. W ciągu tych kilku miesięcy, przy nieregularnym i niewystarczającym wietrzeniu, w powietrzu gromadzą się zanieczyszczenia, których źródłem jest... niemal wszystko. Począwszy od oparów chemicznych (nasza kochana chemia gospodarcza), przez zwierzaki, brud przyniesiony z zewnątrz, kurz, roztocza, wirusy i bakterie. Nachodzi wiosna, a my... z radośnie otwieramy okna i wietrzymy, wietrzymy, wietrzymy... Oczywiście, trzeba to koniecznie zrobić, ale zwróćmy uwagę na to, że gdy, jak mówi piosenka: „polami, po miedzach, po błocku skisłym w mgłę i wiatr nie za szybko, kroki drobiąc, idzie wiosna”... to wraz z nią budzą się do życia alergeny w postaci zarodków grzybów (a dokładnie zarodników grzybów z rodzaju Cladosporium i Alternaria), które chętnie zamieszkają naszych domach, wraz ze świeżym powietrzem. A pamiętajmy, że wywietrzyć idealnie dom po długiej zimie wcale nie jest, niestety, łatwo. Zatem do naszego swojskiego mikroklimatu dojdą dodatkowo grzyby. Oczywiście ich szczytowe stężenie przypada na lato, gdy jest parno i gorąco, jednak dla uczuleniowców nawet niewielka ich ilość może wiązać się z nieprzyjemnymi dolegliwościami. 

Klimatyzacja

Uruchomienie po długiej zimie klimatyzacji również sprzyja jeszcze większemu zanieczyszczeniu powietrza w domu (a jak już wielokrotnie pisaliśmy, powietrze w budynkach bywa pięć razy bardziej zanieczyszczone niż powietrze na zewnątrz!). W naszych klimatyzatorach i kanałach wentylacyjnych w zimie zamieszkały olbrzymie ilości różnych mikroorganizmów, o kurzu już nawet nie wspominając. Zatem jeśli uruchamiamy klimę, nie czyszcząc jej wcześniej, do naszego mieszkania wdmuchany dosłownie zostanie pułk zagrażających zdrowiu mikrocząsteczek. 

Chemia

Słońce sprzyja wiosennym porządkom. Mycie okien, podług, wyciąganie rzeczy z szafy, i tak dalej... Wszystko to powoduje paradoksalnie, że nasze powietrze zaczyna być pełne kurzu i oparów chemicznych (wszystkie spryskiwacze, płyny, preparaty itd). Oczywiście, później jest pięknie jak w bajce, ale tradycyjne środki czyszczące zawierają często trujące substancje (tzw VOC, volatile organic compounds), a kurz w trakcie sprzątania i tak gdzieś opada, nawet jeśli ze szmatą będziemy latać i go ciągle ścierać. Zawsze powróci.
Nie tylko kurz zresztą zaczyna się unosić w powietrzu – również pleśnie, grzyby, sierść naszych zwierzaków. Choć zimą, owszem, sprzątaliśmy, to większość z nas nie aż tak dokładnie, i całe to tałatajstwo zwyczajnie gdzieś się poupychało po kątach.

No i co w związku z tym?

Zapytacie się teraz: ale do czego w zasadzie zmierza ten tekst? Czy to znaczy, że należy w ogóle nie sprzątać, zamknąć okna i szczękać zębami ze strachu przed niebezpiecznym powietrzem? Nic z tych rzeczy. Po prostu takie rzeczy trzeba wiedzieć, by się przed nimi lepiej ustrzec. Wywietrzyć i wysprzątać mieszkanie trzeba, i to nie tylko dla przyzwoitości, ale też dla zdrowia. Ale na tyle na ile to możliwe warto zminimalizować ilość chemii gospodarczej na rzecz naturalnych środków, warto sprzątać kawałek po kawałku, a nie wszystkie pokoje na raz, żeby poziom kurzu nie sięgnął zenitu, no i oczywiście warto zacząć od wyczyszczenia klimatyzacji. 

Jeśli chodzi o zarodki grzybów (i nie tylko: o kurz, sierść itp. również), to mogłyby okazać się bardzo pomocne oczyszczacze powietrza, które wyłapują zanieczyszczenia nawet te wielkości 0,3 mikrona.

Warto rozpocząć wiosenne porządki, ale z głową.