czwartek, 11 grudnia 2014

Co za dużo to nie zdrowo - o zapachach i... zapaszkach.


Lubię przedświąteczne zapachy - korzenne, słodkie, ciepłe. Zapach pomarańczy, goździków, cynamonu, wanilii, imbiru zamknięty czy to w kosmetykach, czy świecach zapachowych, a najbardziej to ten prosto z piekarnika... Taką ludzką skłonność do pozytywnego kojarzenia zapachu z sytuacją zauważają też producenci i sprzedawcy. 



Kwestia aromamarketingu stosowanego w sklepach, hotelach, salonach itp. to oczywiście  zupełnie odrębna sprawa. Moim zdaniem ten "odłam" marketingu, który mimo że ma działać na podświadomość klientów, to jest zdecydowanie przyjemny i nieszkodliwy. No bo przecież o ileż przyjemniej jest spędzić zakupy w pięknie pachnącej  atmosferze, niż w miejscu, które przez fakt przebywania w nim wielu ludzi, może być delikatnie rzecz ujmując, mało przyjemne... Aromamarketing to niezwykle ciekawy temat, tutaj jednak wolałabym napisać kilka słów o tym, jak można przesadzić z zapachami we własnym domu. Jak zwykle,  poznałam to na własnej skórze…


Skuszona promocjami przedświątecznymi, ładnym opakowaniem, przyjemną ceną i wielkością opakowania, no i nazwą – a jakże – kojarzącą się ze świętami, zakupiłam płyn do kąpieli (dostęp do zapachu niemożliwy z powodu szczelnego zamknięcia). Miał on w teorii przypominać zapach pierniczków. A zatem oczekiwałam: nuty cynamonu, goździków, odrobiny ostrego imbiru, i słodyczy miodu. Zapach po otwarciu butelki nie powalił pięknem, ale był do przyjęcia.  Niestety nie przypominał ani świąt, ani ciastek, ani nic, co by się ze świętami mogło kojarzyć. Ale w niewielkich ilościach – w porządku…  Podkreślam: w niewielkich…


Przedwczoraj pozostawiłam latorośl w wannie i nieopatrzenie zostawiłam swój pachnący nabytek w zasięgu jej łapek. Po kilku minutach ciszy (cisza – znaczy jest groźnie, trzeba lecieć sprawdzić) weszłam do łazienki i… i wyszłam z załzawionymi oczami. Pół butelki płynu do kąpieli nie było, córka pławiła się w oszałamiającej ilość bąbelków, a „zapach” był tak intensywny i obrzydliwy, że… do dzisiaj unosi się w łazience i kilka metrów dalej, mimo porządnego wywietrzenia, umycia wanny i pozbycia się źródła smrodu. Osiadł chyba na wszystkich sprzętach, które tam były.


Skumulowanie chemii, w postaci zapachów sztucznie wygenerowanych i niskiej jakości składników dało efekt nie tylko koszmarny dla nosa – dla oczu, ciała i układu oddechowego również. Córka drapie się, ja się drapie, oczy nadal swędzą. Nie chcę podawać firmy, bo to nie o to chodzi, ale chciałabym podkreślić, jak ważna jest wysoka jakość produktów, których używamy. Mają one znaczenie nie tylko dla skóry, ale też dla reszty organizmu, z płucami włącznie. Mój płyn do kąpieli to skrajny przykład tego, jak zapach może łatwo zmienić się w smród, w dodatku szkodliwy. Niestety, nie tylko kosmetyki mogą spowodować nagromadzenie się zapachów, a w konsekwencji chemii. Podobnie jest z wszelkimi produktami, których celem jest umilenie nam atmosfery, czyli wysycenie zapachem powietrza. Czy będą to olejki eteryczne, zapachowe, czy świece – jeśli nie będą wykonane w sposób bezpieczny, jeśli będą marnej jakości, to zamiast pomóc – zaszkodzą. 

Kiedy dochodzi do przedawkowania zapachów? W czasie przedświątecznym o to nietrudno. Zależy nam na tym, aby dom lśnił czystością. Żeby każdy zakamarek można było… polizać. Aby osiągnąć ten ideał stosujemy masę różnych chemikaliów: inny do podłóg, inny do kuchenki, do piekarnika, do łazienki, okien. Każdy jest środkiem żrącym i mimo najszczerszych chęci producentów – niebezpiecznym (chyba że go sami w domu zrobimy). O tym, że połączenie zwykłego wybielacza ze środkiem do czyszczenia zlewu może być dla nas zabójcze na etykiecie nie przeczytamy. Albo, że wybielacz chlorowy zmieszany z  amoniakowym daje opary powodujące nudności, kaszel, pieczenie oczu i bóle głowy. Albo że użycie odświeżacza powietrza po sprzątaniu może spowodować powstanie niewyczuwalnych rakotwórczych toksyn i formaldehydów… To wszystko unosi się potem w powietrzu, trafia do płuc i powoduje najróżniejsze dolegliwości.  Sam zapach co prawda szybko się ulatnia, ale szkodliwe substancje nadal unoszą się w powietrzu.


Jest jeszcze inna rzecz związana z gorączką przedświątecznych przygotowań. Przed świętami dużo się gotuje. Zapachy z garnków są apetyczne, ale też – zmieszane ze sobą (plus ta nieszczęsna chemia!) mogą spowodować mało przyjemny skutek, co więcej – powodują wzrost wilgoci w mieszkaniu, która, jeśli się jej szybko nie pozbędziemy, szybko spowoduje powstanie różnych mało przyjemnych pleśni i grzybków. Generalnie – co za dużo, to niezdrowo. 

Dlatego decydując się na zakup pachnących kosmetyków, olejków, świec, środków chemicznych – sprawdźmy skład, jakość, no i producenta. Nie warto narażać zdrowia na coś, co może być nie dość, że nieprzyjemne, to jeszcze może zaszkodzić.


Oczywiście warto mieć też w zanadrzu oczyszczacz powietrza, który usunie smrodki i chemię, a powietrze będzie takie jak być powinno (np. Buldair albo Pegasus). W trakcie świąt to idealne urządzenie, jeśli nie chcemy, żeby zapach kapusty z grzybami mieszał się z pastą do podłogi i korzennym zapachem mydła… 







wtorek, 9 grudnia 2014

Znajdź chwilę tylko dla siebie, czyli jak nie zwariować przed świętami

Okres przedświąteczny wywołuje w ludziach różne reakcje. Często pojawia się alergiczny wstręt w rodzaju: O, Boże, cóż za koszmar, znów rodzina, prezenty, sprzątanie i bieganie. Na drugim biegunie jest euforia i podekscytowanie: Ach, pięknie, choinka będzie, pierniczki, prezenty!. Gdzieś pośrodku mieści się przeświadczenie, że: To mnie nie dotyczy. Spokojnie usiądę sobie w Wigilię, sam przed TV albo z książką. Dajcie mi święty spokój.

Ta ostatnia postawa oceniana bywa różnie, zwłaszcza ze strony bliższej rodziny, jeśli takową się ma. W założeniu jest jednak mylna. Chodzi o tę część: To mnie nie dotyczy. Otóż dotyczy, i to bardzo, chyba że przez bity miesiąc osobnik taki będzie siedział w domu, robił zakupy przez internet (... i tak zostanie napadnięty kolorowymi reklamami z informacją, że pod choinkę najlepszy będzie m- i tu następuje długa lista proponowanych super-prezentów, a swoje wychodzenie z domu ograniczy do spaceru z psem i z powrotem. I tak nie wierzę, że nie napatoczy się gdzieś na obwieszone kolorowymi światełkami drzewko lub jakąś kilkuosobową rodzinę dźwigającą pakunki i choinkę do domu, robiącą przy tym rejwach na całe osiedle. Gorączka przedświąteczna prędzej czy później dosięga każdego i nawet ktoś, kto tego bardzo nie chce, i tak dostanie nią obuchem w głowę.

Free image: Advent Candles Detail


Święta za jakieś trzy tygodnie, zatem ten największy rzut owej gorączki jeszcze przed nami. Niezależnie od tego, jaki mamy stosunek do świąt, a wiemy, że czekają nas zakupy, tłok, szaleństwo sprzątaniowe i generalne szaleństwo, które na swój sposób jest przecież bardzo miłe, chyba warto w tym czasie pomyśleć też, egoistycznie dość (ale jak się zaraz okaże nie aż tak bardzo) o sobie...

Bo chyba nikomu nie zależy na tym, żeby tuż przed świętami rozchorować się, dostać kataru, zapalenia zatok, albo sręcić nagoę, nadwyrężyć kręgosłup lub dostać rozstroju żołądka. Każdy z wymienionych opcji możliwa w tym nadchodzącym czasie jak najbardziej.

Dolegliwości ze strony układu oddechowego? Przeciążona klimatyzacja w centrach handlowych jest siedliskiem wirusów i bakterii. Jeśli w dodatku spocimy się, a potem wyjdziemy do samochodu, gwałtowna zmiana temperatury może spowodować obniżenie odporność.

Skręcenie nogi, ból kręgosłupa lub dowolna inne przeciążenie ze strony układu kostnego? Proszę bardzo. Pośpiech, bieganina, obładowanie zakupami robią swoje. W dodatku jeśli pracujemy od rana do wieczora, a potem jeszcze zajmujemy się organizacją świąt następuje "zmęczenie materiału". Jesteśmy wykończeni a przez to dodatkowo nasze: nogi, ręce, stawy, biodra, kręgosłupy są narażone na nadmierne obciążenie. A ze skręconą nogą albo wypadniętym dyskiem makowca nie upieczesz...

Rozstrój żołądka? Niekoniecznie będzie związany z próbowaniem pysznych dań, do tego nasze polskie żołądki są przyzwyczajone. Rozstrój żołądka mogą być spowodowane czymś zupełnie innym. Znów wracamy do klimatyzacji, któa sieje wirusami i bakteriami w tym m.in. grypą żołądkową. Trzy dni wycięte z życiorysu. Dwa: stresy i napięcia, które niestety bardzo często się zdarzają  w tym czasie między członkami rodziny, plus stresujący okres przedświąteczny w pracy też powodują dolegliwości żołądkowe. Nieregularne jedzenie, jedfzenie na szybko, w biegu, między jednymi sprawunkami a drugimi, sprzątaniem szafek, myciem okien itede, itepe - też robi swoje.

Orgqanizacja świąt i zapewnienie wszystkim wspaniałej atmosfery i puysznego jedzenia w Wigilię to na pewno niezwykle ważne zadanie. Jednak bez chwili odpoczynku, relaksu, odłożenia części spraw na przysłowiowe potem, Wigilia może okazać się niewypałem. Jak cieszyć się z odwiedzin gości, kiedy jest się wykońcvzonym, z chorym żołądkiem i zakatarzonym nosem? Wtedy postawa: To mnie nie dotyczy,m dajcie mi święty spokój, jest w stu procentach zrozumiała. Nic, tylko zaszyć się z książką gdzieś w kącie...

No cóż, a trzeba było to zrobić wcześniej - znaleźć dla siebie moment w ciągu dnia na wyciszenie, relaks, spokojną muzykę, książkę, dobtry film. Być może przydałoby się ciut aromaterapii - zapach lawendy relaksuje, jaśmin uspokaja, a magnolia dodaje energii. Skuteczne są też różne mieszanki zapachów, zresztą niezależnie od tego, który zapach się wybiera, dla organizmu to sygnał, że może wreszcie nieco odsapnąć. Nie daj się zwariować, odsapnij, wycisz się, naciesz samotnością, pięknym zapachem, odetnij się od bodźców, choćby na chwilę. To ważne, żeby mieć potem energię do dalszego, intensywnego działania! Wybierz jeden z olejków eterycznych lub zapachowych tylko dla siebie: http://www.airnaturel.pl/produkty/aromaterapia/olejki-eteryczne/






środa, 3 grudnia 2014

Prezenty pod choinkę cz. 2

Pod wpływem nastroju spowodowanego coraz częściej widocznymi dekoracjami świątecznymi (łącznie z udekorowanym nieco zbyt kolorowo, świecącym balkonem w sąsiednim bloku) postanowiłam kontynuować wątek prezentów świątecznych. Znów będzie pachnąco, ale nieco taniej, choć równie przyjemnie.

Aromaterapia jest nie tylko przyjemnym sposobem na spędzanie długich, zimowych wieczorów. Pachnące olejki eteryczne umilają czas, wprowadzają w nastrój, no i odpowiednio dobrane – leczą. To znaczy: bez przesady, nie wyleczą z wszystkiego, nie zastąpią leków tradycyjnych (np. polopiryny, aspiryny czy dowolnego innego leku o działaniu przeciwgorączkowym), ale skutecznie leczeniu towarzyszą i je wspomagają. Na różne sposoby. Zresztą, co bardziej zainteresowanych odsyłam tutaj: "Tajemnice olejków eterycznych", a także w dowolne inne miejsce, w którym można poczytać o co ciekawszych zaletach tej alternatywnej sztuki leczenia…

Przykład z zeszłego tygodnia. Młoda moja jak zwykle zasmarkana o tej porze roku. Leje jej się z nosa, a dwa dni później to, co się z nosa nie wyleje, schodzi niżej, na oskrzela. No i szpital w domu gotowy. To już taka przedświąteczna tradycja, że pierniczki pieczemy wśród stosów chusteczek do nosa. Ponieważ jednak od kilku miesięcy jestem szczęśliwą posiadaczką dyfuzora, i zakupiłam oczywiście dodatkowo komplet różnych olejków, to z powodzeniem stosuję je, gdy uznam, że

a) mam ochotę

b) uznaję, że najwyższy czas sprawdzić, czy te ich lecznicze właściwości to nie mit.

Tym razem uznałam, że czas sprawdzić, czy olejek opisany jako Breathe BIO (znaczy oddychaj naturalnie czy jakoś tak) działa jak należy. Odpaliłam więc dyfuzor. Kiedyś tam, pamiętam, miałam taki ceramiczny, śliczny, ale się stłukł i zapach czuć było tylko w bliskiej okolicy, a nie jak teraz, w prawie całym domu. Wlałam te trzy krople olejku z dodatkiem eukaliptusa, sosny, lawendy, i czego tam jeszcze (zapach obłędny), wcisnęłam magiczny przycisk, młodej wydmuchałam nos i polazłam do kuchni przygotować ingrediencje do pierniczków według przepisu mojej babciu (jak ktoś chce przepis, to proszę poinformować o tym w komentarzu, podam chętnie). Żeby mi się zbytnio zapach pierniczków i eukaliptusa nie mieszał (jakoś niezbyt to pasuje), dyfuzor postawiłam w pobliżu pokoju młodej, dość daleko od kuchni. Zrobiłam ciasto (to znaczy zrobiłyśmy razem, gdzieżbym śmiała robić sama), wycięłyśmy pierniczki, włożyłyśmy do pieca, ozdobiłyśmy. Minęło tych kilka godzin, a dyfuzor sobie działał. Pachniało pierniczkami i eukaliptusem w całym domu – zapach na tyle silny, że w kuchni też go było jednak czuć, ale stwierdziłam: co tam, co roku pachnie goździkami, w tym będzie pachnieć goździkami ekualiptusowo-rozmarynowo-lawendowymi. A co.

Dyfuzor chodził do późnych godzin wieczornych, to znaczy przez prawie cały dzień. Młoda oczywiście nie siedziała ze mną cały czas w kuchni – dryfowała między pierniczkami, swoim pokojem a interesami, jakie miała do załatwienia w salonie (dowiedziałam się co to za interesy ciut później, ale na historię o tym, do czego służy obrus, koce i poduszki nie ma w tym wpisie miejsca…). W zasadzie częściej przybywała w pobliżu dyfuzora niż w pobliżu piekarnika, co zdecydowanie miało swoje zalety.

W każdym razie wieczorem, po ogarnięciu totalnego chaosu usiadłam na chwilę i zdałam sobie sprawę, że… tamtego dnia słyszałam odgłos kaszlenia rzadziej, rzadziej też wycierałam nos młodej, która prawie się nie skarżyła na to, że ma nos zatkany. Nie wiem, czy to sprawił ogólne zamieszanie, pierniczki i moje skupienie nad tym, co robiłam, czy też olejki eteryczne. Fakt jest faktem, że na drugi dzień operację „dyfuzor” powtórzyłam i rzeczywiście wydaje się być znacznie lepiej. Nie żeby było super, oskrzela nadal są zajęte, ale dzieciak zdecydowanie mniej się męczy z katarem i lepiej oddycha. Moim zdaniem gra jest warta świeczki.

Zatem wracając do prezentów świątecznych, bo chyba od tego zaczynałam wpis: komplet olejków eterycznych pod choinkę jest pomysłem fajnym, oryginalnym i pomysłowym. Bo nawet jeśli ktoś nie wierzy w ich moc, to na pewno nie oprze się ich pięknemu zapachowi. Może to być na przykład mieszanka olejków energetyzujących, albo odstresowujących, na lepsze oddychanie albo antydepresyjnych. Zależnie od tego, kto co lubi i czemu ma służyć.

piątek, 28 listopada 2014

Pachnący pomysł na prezent świąteczny


 Święta tuż, tuż, już prawie na progu. Ja w tym roku jak zwykle jestem jeszcze nieprzygotowana, nie wiem kiedy, co i jak, zatem, korzystając z chwili czasu, postanowiłam zastanowić się przynajmniej, jaki prezent można by kupić komuś, na kim mi zależy i nie szkoda mi na tego kogoś wydać więcej niż 50 zł., ale bez szaleństw.

Podstawowym, corocznym przedświątecznym problemem jest kupienie prezentu osobie, która ma wszystko, nigdy nic nie potrzebuje, nie chce – bo się kryguje, wstydzi, nie lubi i tak dalej. Znamy to. Kupowanie szalika, czapki, rękawiczek, skarpetek, kosmetyków, słodyczy, alkoholu jest mało kreatywne, a co więcej – wcale nie przynosi radości. Przypomina mi sweterek w romby z dekoltem w kształcie serka, który kiedyś mój mąż dostał od ciotki pod choinkę… Do dzisiaj leży na dnie szafy. A przecież w prezentach nie zawsze chodzi tylko o symbol, o to, że się po prostu pamiętało. To oczywiście też, ale przecież fajnie byłoby komuś sprawić prawdziwą radość, zwłaszcza jeśli prezent byłby trafiony w dziesiątkę.

Myślę i myślę o tym idealnym prezencie dla kogoś ważnego, przeglądam oferty, szukam. Lampka nocna… Kubek ceramiczny… Podgrzewacz, oryginalna talia kart, gra planszowa, zestaw świec zapachowych… Dyfuzor olejków eterycznych… optyczna myszka i klawiatura…. 

WRÓĆ. Dyfuzor. Nie byle jaki. Kolorowy, świecący, śliczny dyfuzor olejków zapachowych, który po zgaszeniu światła wygląda bosko. Cena… no nie jest boska, ale da się przeżyć. 129 złotych.  Są droższe, choć też kuszą, bo wyglądają naprawdę szałowo. Dla kogoś, kto lubi gdy w domu pięknie pachnie, uwielbia atmosferę wieczorów przy zapalonych świecach, lubi się wyciszyć i odpocząć, ale nigdy nie ma na to czasu, bo (i tu następuje seria usprawiedliwień) to naprawdę niezły pomysł. No i sama sobie przecież nie kupi, bo jest tyle innych wydatków. 

A gdy sobie pomyślę, że będzie miała wreszcie pretekst do tego, żeby w końcu odpocząć, wyciszyć się, zrelaksować, troszkę odstresować i poczuć się po prostu lepiej, to mi się aż ciepło na sercu robi.


Ultradźwiękowy dyfuzor olejków eterycznych Luna | NIDO

A inne, te nieco droższe, ale dla mnie – bomba, wyglądają tak:


dyfuzor olejkow eterycznych MilanoPlus_5_Soehnle_NIDO 

dyfuzor olejkow eterycznych Venezia_5_Soehnle_NIDO





zestaw olejków eterycznych_AirNaturel_1_NIDO


.... albo chociaż jeden, i prezent dla: babci, mamy, ukochanej ciotki gotowy. Albo dla najlepszej przyjaciółki. Albo dla żony, bo nie sądzę, żeby jakiś facet się zainteresował, chociaż nigdy nic nie wiadomo, pewnie uogólniam. 

W każdym razie dyfuzor olejków eterycznych lub zapachowych pod choinkę – to w tym roku mój numer jeden na gwiazdkę.



piątek, 21 listopada 2014

Sezon na katar

Spotkał katar Katarzynę – A-psik!
Katarzyna pod pierzynę – A-psik!
Sprowadzono więc doktora – A-psik!
Pani jest na katar chora – A-psik!

Znamy (zakładam że tak jest) wszyscy ten nieśmiertelny wierszyk Brzechwy. Nieśmiertelny jak katar, który również wszyscy znamy. Niezależnie czy jest lato, czy wiosna, lato czy zima może pojawić się o każdej porze roku. A dzieje się tak ponieważ katar katarowi nierówny. Nie dość, że występuje w różnych odmianach, to w dodatku jego przyczyny bywają najrozmaitsze.

Jesień, już zima (prawie), raz słońce, raz deszcz, wiatr, sezon grzewczy w pełni, temperatura skacze, a my nie wiemy rano jak się ubrać – już w szalik czy jeszcze w lekki polarek? Zimowe buty? A może te półbuty jeszcze wystarczą? O przeziębienie nietrudno przy takich wahnięciach temperatur, więc ofiary kataru już widać na ulicach – z czerwonymi oczami, z chusteczką pod ręką, kichający, ledwie żywi, ale – takie mamy czasy – chodzący do pracy, korzystający z komunikacji miejskiej, odbierający dzieci z przedszkola. Więcej – zawożący te zakatarzone dzieci do przedszkola. Katar zbiera żniwo, nieleczony lub nieodpowiednio leczony pogłębia się, złazi na oskrzela i tak dalej. Sezon chorobowy w pełni. 

Sun Zi, chiński filozof i autor „Sztuki wojennej” napisał kiedyś: „Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem”. Myślę, że cytat ten idealnie pasuje do walki z katarem. Zacznijmy zatem od tego, z jakimi rodzajami kataru mamy do czynienia. 

Nazywam się… nieżyt nosa
W roku 2994, w Kopenhadze, Międzynarodowa Grupa Robocza ds. Leczenia Nieżytu Nosa (naprawdę taka istnieje! Znaczy, że problem jest ważki) uznała wszem i wobec, iż istnieje kilka grup nieżytów, a wśród nich samych jest ich... jeszcze więcej. Na przykład takie: 

Infekcyjny nieżyt nosa (tu występuje odmiana  ostra i przewlekła). Jeśli nie jesteś alergikiem, na 100% z którymś z nich miałeś do czynienia.  Ich najczęstszą przyczyną są wirusy (rhinowirusy, wirusy paragrypy oraz adenowirusy). Skutecznie uszkadzają nabłonek w nosie, co z kolei powoduje, że błona śluzowa w nosie jest narażona na ataki bakterii, które pogłębiają jej uszkodzenie. Organizm broni się przed wytwarzanymi przez nie, niszczącymi komórki nabłonka enzymami, wywołując stan zapalny. Pełen zestaw – leje się z nosa śluz, oczy łzawią, piecze, swędzi. 

Alergiczny nieżyt nosa: sezonowy i całoroczny. Co gorsza, jest toto dziedziczne, czyli jeśli ty masz alergię, prawdopodobnie twoje dziecię też je będzie miało. Powodują go małe żyjątka i mikroorganizmy, które zadomowiły się w naszych domach: pod szafkami, w materacach, poduszkach, kołdrach, łazience, gdzie się da. Są to: roztocza kurzu domowego, zarodniki pleśni, pierze, sierść zwierząt, a także różne alergeny w jedzeniu. Sezonowo działają pyłki: traw, drzew, chwastów. O tym, jak silny będziemy mieli katar decyduje ilość pyłków w 1 metrze sześciennym powietrza, jeśli przekroczy on magiczne 100 pyłków na metr sześcienny – katar mamy na bank. 

Polekowy nieżyt nosa spowodowany długotrwałym stosowaniem leków obkurczających naczynia krwionośne (czyli „zwykłe” krople do nosa) lub ogólnych (np. takie jak pseudoeferydyna), na obniżenie ciśnienia krwi. Organizm niejako się od nich uzależnia, co prowadzi do zatykania się nosa, obrzęku śluzówki, które ustępują po zażyciu leku. Co robić? Odstawić lek i… przeczekać. 

Hormonalny nieżyt nosa zależny od tzw. huśtawek hormonalnych, z którymi mamy do czynienia w czasie ciąży, podczas dojrzewania, w okresie po menopauzie. Niestety, często towarzyszy niedoczynności tarczycy i akromegalii, więc jeśli mimo leczenia katar nie ustępuje, trzeba by zrobić sobie szersze badania.  

Zawodowy nieżyt nosa. To rodzaj alergicznego kataru, który pojawia się na skutek reakcji na alergeny obecne w środowisku pracy. Cierpią nań na przykład weterynarze i naukowcy (jeśli alergenem są zwierzęta), piekarze i rolnicy (bo ziarna też mogą alergizować), pracownicy w fabrykach, sprzątacze, budowlańcy, ludzie od remontów wszelakich (z powodu alergenów zawartych w środkach chemicznych, klejach, rozpuszczalnikach). 

Nie lekceważ kataru!

Kataru nie można lekce sobie ważyć, ponieważ nieleczony może prowadzić do różnych stanów zapalnych i przewlekłych, jak infekcje bakteryjne powodujących zapalenie zatok lub ucha środkowego. Wtedy zatkany nos to „pikuś”, bo dochodzą bóle głowy, promieniujący ból od zębów, obrzęki, kaszel, gorączka i tak dalej. O komplikacjach nie wspominając. Dlatego walka z katarem u jego „zarania” wydaje się być bardziej racjonalnym pomysłem, niż tak popularne przeczekanie go. 

Oręż w walce z katarem


  • Gdy się katar zjawia, najlepiej natychmiast zadbać o ogrzanie się, czy to w gorącej kąpieli (choć mówi się, że to osłabia organizm) czy też zanurzając stopy w gorącej wodzie z dodatkiem olejków eterycznych (eukaliptus, mięta, sosna, albo taki, który zawiera te składniki, np. Breathe BIO Air Naturel).
  • Inhalacje też się sprawdzą, ponieważ odblokują nos i ułatwią pozbyć się wydzieliny, do inhalacji też można używać olejków.
  • Dbaj o skórę nosa, bo szybko ulegnie podrażnieniu. Stosuj tłuste maści w rodzaju Linomagu czy maści majerankowej.
  • Dużo pij, bo płyny rozrzedzą wydzielinę z nosa. Możesz pić herbatę z sokiem z czarnego bzu lub malinami, rosół.
  • Jedz czosnek i natkę pietruszki - to witamina c i antybiotyk. Świetnie działają, i smakują, czy na kanapce, czy jako dodatek do potraw.
  • Jedz warzywa i owoce bogate w witaminę C! Lub kwas acetylosalicylowy w tabletkach. Witamina C wzmacnia naczynia krwionośne i nie dopuszcza do rozprzestrzeniania się infekcji dalej.
  • Myj często ręce, aby nie doprowadzić do wtórnej infekcji i ochronić innych domowników.
  • Dbaj o właściwy poziom wilgoci w domu. Zbyt suche powietrze spowoduje, że katar będzie o wiele trudniejszy do zniesienia, bo o wiele trudniej się będzie pozbywać wydzieliny. Mały nawilżacz powietrza potrafi zdziałać cuda, niezależnie od tego, czy będzie to nawilżacz parowy, ewaporyzacyjny czy ultradźwiękowy. Ważne, żeby sobie w kącie cicho chodził i dbał, by śluzówki były odpowiednio nawilżone.
  • Stosuj sól morską do czyszczenia nosa. Krople do nosa mogą być stosowane maksymalnie przez 5 dni i często mocno ingerują w nabłonek. Sól morska jest zdecydowanie łagodniejsza i równie skuteczna, choć trzeba po nią sięgać nieco częściej. Dlatego po krople sięgaj tylko na noc.

piątek, 14 listopada 2014

O noskach dzieci, zbyt suchym powietrzu i wścibskich babach

Ile razy to już słyszałaś? Zamknij okno, bo się przeziębi! Dlaczego on nie ma ciepłej kurteczki? Uważaj na przeciągi, uszka, gardło, jak to – tak bez szaliczka? Tu jest za zimno, przeziębisz go… Itede, itepe, w różnych odmianach, w zależności od płci Twojego potomka, miejsca, godziny, za to… niezależnie od pory roku.

A teraz zbliża się zima, więc tym samym jesteśmy narażeni na jeszcze bardziej oburzone spojrzenia osób, według których ubieramy nasze dzieci nieodpowiednio do pory roku. Skoro przekroczyliśmy magiczną datę 1 listopada, to znaczy, że czas już na buty zimowe, rękawiczki i czapki z nausznikami. Przynajmniej w przypadku dzieci. 

W domu jest nie lepiej. Wchodzi taka ciotka/babcia/sąsiadka, która co prawda ma same dobre intencje, za to z realizacją kiepsko… I zaczyna się: Zamknij okno, bo się przeziębi (nie daj Boże masz w domu niemowlaka…). Ubierz mu czapkę bo uszka… (choć termometr pokazuje 21 stopni). Ale w łazience to koniecznie podkręć ogrzewanie. Coś mi tu ciągnie po nogach (jest lufcik w oknie otwarty w dwa pokoje dalej). I dalej w ten deseń.  

Tymczasem to nie niska temperatura, lecz właśnie zbyt wysoka bywa groźniejsza dla zdrowia dzieci, a już na pewno, gdy dzieciak już choruje i ma katar. Wtedy ogrzewanie domu na maksymalnych obrotach przynosi odwrotny skutek. Dzieci, zwłaszcza chore, w zbyt suchych pomieszczeniach bardzo się męczą , a co więcej – są narażone na jeszcze większe obniżenie odporności. 

Za gorąco i za sucho równa się niezdrowo i nieprzyjemnie. Jak zatem dbać o noski dzieci i mieć asy w rękawie, gdy przyjdzie nam dyskutować z osobami, które mają inne poglądy niż my?

Rozgrzany kaloryfer plus gorąca kąpiel? Temu zestawieniu mówimy NIE!
Gorący kaloryfer w pokoju, zamknięte okno gwarantują wysoką temperaturę połączoną z suchym powietrzem, czyli klimat lekko pustynny. Efekt – sucha skóra i śluzówki dziecka, podrażnienia, zaczerwienienia. Zwłaszcza jeśli w takiej atmosferze dodatkowo zafundujemy dziecku gorącą kąpiel, żeby  się „odprężyło”. Tymczasem nie dość, że wysuszona skóra drażni, to nos pozbawiony odpowiedniej wilgoci w śluzówce nie stanowi żadnej bariery dla wirusów i bakterii. Efekt: problem z zaśnięciem i zbyt płytki sen, problemy z oddychaniem w nocy. My sądzimy, że właśnie zaczyna się infekcja, a tu okazuje się, że po wyjściu na zewnątrz ten dziwny katar (sapka, problem z oddychaniem przez nos) znika, aż do wieczora, gdy mamy powtórkę z rozrywki. 

Jak działa nos?
Nosy ludzkie to takie niewielkie, za to bardzo dobrej jakości filtry, które przepuszczają powietrze, a zostawiają zanieczyszczenia (czyli, brzydko mówiąc… kozy w nosie). Prawidłowo działający nos blokuje dostęp do oskrzeli i płuc wirusom, bakteriom i zanieczyszczeniom (oczywiście nie w stu procentach, ale z reguły całkiem nieźle sobie z tym radzi). Jeśli jednak przez dłuższy czas jest narażony na pozbawione odpowiedniego poziomu wilgoci powietrze, to niestety – błona śluzowa wysusza się, wraz z nią znika blokada, a otwiera się autostrada dla wszelkiego rodzaju mikroorganizmów szkodzących organizmowi. Drożny, odpowiednio nawilżony nos jest niezwykle ważny zwłaszcza w przypadku najmniejszych milusińskich. Niemowlaki potrafią oddychać tylko przez nos, przez buzie im to jeszcze nie wychodzi. Dlatego nawilżenie powietrza, a tym samym nosa, jest dla ich spokojnego snu kluczowe. Można się wspomagać kropelkami, najlepiej w formie roztworu soli morskiej. Częste infekcje są spowodowane najczęściej nie „przewianiem” czy „wychłodzeniem”, tylko po pierwsze szokiem termicznym, gdy dziecko z dworu wpada w rozgrzane, wysuszone powietrze w mieszkaniu, a po drugie – brakiem bariery ochronnej w nosku. A jeśli już choruje, to nadmierne grzanie dodatkowo pogłębi kaszel i katar. Nawilżanie jest kluczowe, ponieważ rozrzedza śluz, który jest łatwiejszy do wyksztuszenia i wysmarkania. 

Jak zadbać o powietrze w pokoju dziecka i jego zdrowie?

  • Kontroluj temperaturę – nie więcej niż 20, maksymalnie 21 stopni Celsjusza. Nie dopuść do tego, żeby dziecko było przegrzane, zwłaszcza jeśli jest alergikiem!
  • Wietrz pokój ile razy dziennie się da, jeśli w pokoju będzie „wisiało” zatęchłe powietrze, w którym nagromadził się kurz, alergeny i inne drobnoustroje, z pewnością to nie pomoże. Przewietrzenie pokoju jest ważne zwłaszcza przed snem.
  • Nie kąp dziecka w zbyt gorącej wodzie, nawet jeśli to lubi. To wysusza nie tylko skórę, ale wbrew pozorom generalnie powoduje ubytek wody w organizmie (mimo że woda wchłaniana jest przez całe ciało). Lepsza jest chłodniejsza woda, niż wrzątek. Sucha, podrażniona skóra swędzi i piecze, a w dodatku wcale nie relaksuje, tylko wręcz przeciwnie, podwyższa ciśnienie.
  • Nawilżaj powietrze, czy to przez położenie ręczników na kaloryferze (tylko że to działa na krótką metę, bo ręcznik szybko się wysuszy), czy też przez zastosowanie nawilżacza. Ręcznik musi być wyprany w niealergicznym proszku, bez zmiękczaczy, bo inaczej cała chemia zostanie oddana wraz z wilgocią do powietrza.
  • Korzystaj z nawilżacza powietrza. W jego przypadku nie musimy się martwić o chemię, bo używa się do nich zwykłej, czystej wody. W pokoju dziecka, które zaczyna chodzić albo już biega, nawilżacz parowy nie będzie zbyt dobrym pomysłem, ponieważ grozi oparzeniem, za to już ewaporacyjny lub ultradźwiękowy – są zdecydowanie bezpieczniejsze. Zwłaszcza ultradźwiękowe, które nie dość że są energooszczędne i ciche, to w dodatku oddają do powietrza nie kropelki, a wręcz mgiełkę z mikrokropelkami, która ma duży zasięg działania. Idealny wydaje się tu np. Aquilla, który jest przeznaczony do mniejszych powierzchni (25 mkw), jest lekki i cichutki, więc pracując w nocy, nie będzie nikomu przeszkadzał. Albo jakikolwiek inny nawilżacz, byleby był wydajny i miał filtry przeciwbakteryjne.
Naprawdę, jeśli zadbamy o to, żeby: w pokoju dziecka był odpowiedni poziom wilgotności (minimum 40%, nie więcej niż 60%, bo zbyt wilgotne powietrze to też nie jest dobre rozwiązanie); właściwa temperatura (21 stopni); w dodatku będziemy pamiętać o wietrzeniu pokoju – to zdziwimy się wkrótce, w jak dobrej kondycji będzie nasz maluch, który do tej pory regularnie chorował.