poniedziałek, 1 lutego 2016

Wszystko co chcesz wiedzieć o.... nawilżaczu ultradźwiękowym

Rozważając zakup nawilżacza z pewnością zauważysz, że w dużej części oferowane urządzenia to nawilżacze ultradźwiękowe. Co sprawia, że są tak popularne? Czy nawilżacze ultradźwiękowe są głośne? Czy przeszkadzają zwierzętom? Czy sprawdzą się w każdym pomieszczeniu? Poniżej kilka faktów z życia nawilżaczy ultradźwiękowych.

piątek, 29 stycznia 2016

Zima taka byle jaka - ni to, ni sio.





Dopiero co na dworze był siarczysty mróz, tak że szczypało w policzki, a w parkach i ogrodach rozmnożyły się bałwany. A teraz? Za oknem niemal wiosna! Słonka świeci, błotniste drogi polne, prawie zapach wiosny czuć w powietrzu! I co z taką zimą robić? Jak się przygotować? Jakie ma toto skutki dla naszego mieszkania? Osuszać? Nawilżać? Ogrzewać? Chyba... najlepiej iść na spacer...
To rzeczywiście może spowodować pewną konsternację. Nieprzewidywalność pogody powoduje, że nie bardzo wiadomo, jak gospodarować ogrzewaniem, w jakie ubrania inwestować, jak zaplanować ferie zimowe (w Polsce oczywiście, bo jak się jedzie gdzieś w Alby, to wiadomo, że śniegu będzie sporo). 
http://www.rockthecapital.com/wp-content/uploads/2012/12/4254597746_6716da795b_b.jpg
Skręcać grzejniki czy nie skręcać?
Jak skręcimy, to może nagle się okazać, że mieszkanie wyziębione, a zima „zaskoczy kierowców”. I wtedy będziemy musieli na gwałt wszystkie grzejniki odkręcać, a i dodatkowych farelek używać tam, gdzie będzie najzimniej (dotyczy głównie rodzin z małymi dziećmi i osób starszych).
No cóż. Naszym zdaniem zachować należy umiar. Skręcić, owszem, ale ciut. I nie zapominać o wietrzeniu. Taka pogoda aż prosi się o to, żeby całe mieszkanie przewiać w te i we wte i przegonić „zapaszki”, bakteryjki i wilgoć z pomieszczenia (ale ups – niestety – z tymi wirusami to miecz obosieczny, ale o tym w dalszej części tekstu).

Nawilżać czy nie nawilżać?
 Wydaje się, że skoro zima i sezon grzewczy, to nawilżać. No bo w końcu... styczeń mamy. Ale skoro grzejniki skręcamy, na dworze jest dosyć wysoka wilgotność, no bo resztki śniegu stopiły się, błoto się wala, a powietrze takie rześkie i często pada, to tej wody w powietrzu jest wystarczająco. Zatem – nie. Nie nawilżajmy. Chyba że jesteśmy tak ciepłolubni, że nawet temperatura kilku stopni Celsjusza skłania nas do szczelnego zamykania okien, odkręcania grzejników na maksa, skrycia się pod kocykiem. Wtedy... może chociaż ręczniczek na kaloryfer? Albo jakiś niewielkinawilżacz? Bo inaczej, to pod tym kocykiem się zostanie, z tym że z towarzyszem w postaci infekcji górnych dróg oddechowych, i tak aż do wiosny...

Osuszać czy nie osuszać?
Ha! I tu jest pewien dylemat. Bo to zależy. Jak było zimno i nie ogrzewaliśmy za bardzo (bo na przykład wyjechaliśmy gdzieś albo zwyczajnie ogrzewanie padło) to może być tak, że wilgotność w powietrzu ciut ciut za wysoka jest. A teraz, przy wzmożonej wilgotności powietrza na zewnątrz, poziom ten może być naprawdę wysoki, a wtedy o grzyba nietrudno. Znajoma sobie wyhodowała niezłego grzyba na ścianie, bo przez dwa tygodnie w pokoju, z którego nie korzystała, było zimno, a pod ścianą zostawiła (na tzw. wieczne „potem”) stertę kołder do wywietrzenia... No i kołdry poszły do śmieci, a ściana do odgrzybiania.
Zanim jednak puścimy ruch w osuszacz, sprawdźmy poziom wilgotności za pomocą jakiegoś higrostatu, bo po co energię marnować. Lepiej zostawić takie luksusy na remont, zalanie przez sąsiada, albo deszczowe i ciepłe lato.

Co na pewno można robić?
Oczyszczać powietrze w mieszkaniu. Problem z taką zimą polega na tym, że nie dochodzi do wymrożenia wirusów i bakterii, które w taką srogą, minusową zimę są mordowane. Tymczasem teraz wszystko odmarza i jest to idealne środowisko do rozprzestrzeniania się wirusów. A wirusy przyniesie ci: dziecko z przedszkola (całą ich radosną gromadę), mąż lub żona z pracy, pies na łapach, ty na butach. Wwieje ci przez otwarte okna. A przy okazji rozmnożą się przy takim klimacie twoje własne, których nie wymordowałeś wcześniej.

Oczyszczacz powietrza Airfree E60 | NIDO

piątek, 22 stycznia 2016

Kilka sposobów na ograniczenie kosztów ogrzewania




No i doczekaliśmy się siarczystych mrozów. Pierwszy silny cios otrzymaliśmy w okolicach sylwestra. Na tyle silny, że w pewnej imprezowni pękły rury, tak że ostatnią noc 2015 roku pewne towarzystwo spędziło (skądinąd wesoło) w kurtkach i czapkach. Potem lekka odwilż i znów – trzask prask lodowisko na drogach. Sezon grzewczy mamy w pełni...


O tym, co zrobić, żeby się w tym czasie doszczętnie nie wysuszyć, pisaliśmy już często. Tym razem kilka praktycznych porad dotyczących tego, jak zapewnić sobie komfort cieplny, nie tracąc aż tyle z portfela. Są na to sposoby! Zwłaszcza jeśli się zna kilka naprawdę prostych trików, dzięki którym i wilk będzie syty, i owca (portfel) cały. No, może nie tak w stu procentach, bo niestety...  za darmo nie ma nic. Ale do rzeczy.

Zaczniemy od wietrzenia mieszkania.
Dlaczego? Przecież wietrzenie daje efekt odwrotny – mieszkanie się wyziębia? Ano dlatego, że wietrzy każdy (przynajmniej powinien dla zdrowia siebie, rodziny, ścian, mebli etc. Powinno się to robić co najmniej dwa razy dziennie, a już na pewno przed snem). Jak wietrzyć, żeby zbytnio nie wywietrzyć i nie stracić ciepła?

Kilka minut przed planowanym wietrzeniem zakręć termostaty (o ile je masz, jeśli nie masz – to je załóż, żeby nie płacić za innych i kontrolować wydatki). Chodzi o to, że po obniżeniu temperatury w pomieszczeniu termostat dostanie informację, że ma zacząć grzać jak szalony, bo ma ustawienie przykładowo na 22 stopnie, a tu temperatura powietrza obniżyła się gwałtownie. I w czasie, gdy wietrzysz, on rozpędza się, a twój licznik tyka. 

A jak wietrzyć? Krótko, z oknami otwartymi na oścież, a nie do połowy. Im krócej, za to intensywniej, tym lepiej. Dojdzie do pożądanej wymiany powietrza. Cięższe od ciepłego zimne powietrze wleje się do pokoju i wypchnie ciepłe pod sufit, skąd ciężko mu będzie „zwiać” przez okno, jeśli będziesz wietrzył krótko. Gdy już zamkniesz okno, to dzięki cyrkulacji powietrze znów się wymiesza. 

Po wietrzeniu nie zapomnij o ponownym odkręceniu termostatu.

Sprawdź szczelność drzwi i okien.
Znamy wielu zwolenników teorii, że jeśli okna czy drzwi są ciut nieszczelne, to jest to dobre dla zdrowia, mieszkania i w ogóle – bo przy tych plastykowych, szczelnych oknach, mieszkanie się kisi. No, jeśli ktoś nie wietrzy, to się kisi, rzeczywiście. Ale jak się trochę wietrzy 24 godziny na dobę, to już trochę gorzej. Jeśli chodzi o kwestie oszczędzania – ta teoria się nie sprawdza. Niekontrolowane zimne powietrze, jakie wpada przez szczeliny okien i drzwi, powoduje stałe obniżanie temperatury, a tym samym – zwłaszcza dla ciepłolubnych – konieczność mocniej odkręconych grzejników. Co prawda powietrze ciągle jest jakby świeższe, ale koszty są ogromne. Dlatego z punktu widzenia ekonomii lepiej jest mieć szczelne okna i drzwi, wietrzyć regularnie i w sposób kontrolowany, i móc dzięki temu mniej grzać. Proste.
Szczelność łatwo sprawdzić, choćby przejeżdżając palcem wzdłuż szczelin. A jak poczujesz, że skądś „ciągnie”, kup uszczelkę czy dowolny inny patent na uszczelniania.

Nie przykrywaj kaloryferów
Lubimy suszyć sobie ręczniki, majtki, skarpetki, szmatki na grzejnikach, oj, lubimy. Wygodnie, szybko, ale... kradną ciepło, które się na nich zatrzymuje, zamiast efektywnie ogrzewać pomieszczenie. Poza tym nie należy zasłaniać grzejników zasłonami i meblami, ta sama zasada. Cyrkulacja powietrza w okolicy grzejnika jest wtedy zaburzona i w efekcie – trzeba grzać mocniej. 

Korzystaj ze słońca
Jest słońce? Odsłaniaj okna. Słońce zachodzi? Zasłaniaj czym się da. Czerp ciepło z energii słonecznej, gdy tylko widzisz, że jest jasno i słonecznie. Zwłaszcza w zimie w słoneczne dni nie zostawiaj zasłoniętych rolet czy zasłon. Odkryj całą powierzchnię szyby na tyle, na ile to tylko możliwe. Wieczorem wręcz przeciwnie. Gdy się robi ciepło, zasłoń szczelnie okna, dzięki temu zapobiegniesz utracie ciepła. 

Przykręcaj kaloryfery, gdy wychodzisz z domu i przed snem.
Poza domem – wiadomo. Po co ci odkręcony na maksa grzejnik w domu, w którym cię nie ma? Jak wrócić odkręcisz i wkrótce znów będzie ciepło. A przed snem? O wiele lepiej śpi się w temperaturze 18 stopni niż 22. Zdrowiej i głębiej, a przed zaziębieniem ochroni cię kołdra. 

Ciepły dywan.
Hmm... dla alergików to żadne rozwiązanie, niemniej dywan na chłodnej podłodze zdecydowanie poprawia komfort cieplny.

Zamykaj drzwi między pokojami.
Dzięki temu ciepłe powietrze z pomieszczenia, w którym przebywasz częściej, nie ucieknie do rzadziej uczęszczanego. A przy okazji spędzania czasu – lepiej siedzieć „na kupie” i rodzinnie spędzać czas, niż alienując się każdy we własnej kanciapie. I zdrowiej dla psychiki i zdrowiej dla portfela...




środa, 30 grudnia 2015

Fajerwerki - pomyśl wcześniej dwa razy


fajerwerki




Widok wspaniałych, kolorowych, rozbłyskujących na niebie świateł na pewno zapiera dech w piersiach. Niestety robi to dosłownie i w przenośni. Okazuje się, że popularne na całym świecie fajerwerki nie są specjalnie zdrowe dla atmosfery. Cieszą oko, ale przy okazji wyrządzają sporo szkód, zatem warto dwa razy przemyśleć, czy dobrym pomysłem jest sięgnięcie po tego typu atrakcje na zbliżający się Nowy Rok.  


Sztuczne ognie zawierają substancje palne i przeciwutleniacze (aluminium, fosfor, siarkę, węglowodory, chlorany i azotany baru i wiele innych szkodliwych substancji). Efekty barwne uzyskuje się poprzez dodanie antymonu (daje kolor biały), strontu (czerwony kolor) czy baru (zieleń). Generalnie wymienienie całej chemicznej zawartości fajerwerków to radość dla każdegi chemika. Na nasze potrzeby - wystarczy. I tak jest to wystarczając dużo, żeby nawet przeciętnie orientujący się w chemii człowiek uznał je za podejrzane.

W wyniku spalania wszystkie te substancje łączą się szkodliwe, toksyczne związki i zdecydowanie wzrasta natężenie pyłów. Naukowcy odkryli zresztą, że taki pokaz fajerwerków powoduje obniżenie jakości powietrza na dłuższy czas. Przykładowo po brytyjskim święcie Guy Fawkes Night zakończonym kanonadą fajerwerków  zaobserwowano znacznie wyższy poziom cząstek dymu i sadzy oraz wysokie stężenie jonów metali takich jak magnez.  Obchody święta Diwali w Indiach, Sylewester 2004/2005 w niemieckiej Moguncji, Święto Latarni w Pekinie w 2006 roku - badania powietrza po pokazie fajerwerków w tych miejscach dały podobne wyniki. Zatem oczy się cieszą, płuca - nieco mniej.

Zresztą fajerwerki są zagrożeniem nie tylko dla płuc. Są niebezpieczne, gdyż łatwo o wypadek (znane są przypadki uszkodzeń ciała przy niewłaściwym postępowaniu), niszczą słuch i - o czym warto pamiętać - są źródłem olbrzymiego stresu dla zwierząt.


Zatem naprawdę warto policzyć bilans zysków i strat, nim zdecydujemy się na zakup fajerwerków czy pójdziemy na ich pokaz. 




 
Wykres wykonany na podstawie ciągłych pomiarów prowadzonych w województwie warmińsko-mazurskim przez WIOŚ w Olsztynie, na przełomie roku 2011/2012.    (źródło: www.wios.olsztyn)

Warto wiedzieć: Dopuszczalna wartość dobowa pyłu zawieszonego PM10 wynosi 50 μg/m3.

środa, 16 grudnia 2015

Jaki prezent pod choinkę?



Jak zwykle o tej porze roku wpadamy w wir przedświątecznych przygotowań.  Niektórzy już zaczynają lepić uszka i pierogi, a ich pierniczki kruszeją w pojemnikach...


W międzyczasie lista zakupów stale się wydłuża. Jednak tym, co najbardziej spędza sen z powiek, są prezenty dla najbliższych i często – również tych dalszych osób. Okazuje się, że to wcale nie jest błahy problem, bo ileż razy można kupić komuś szalik, rękawiczki, portfel, zestaw kosmetyków czy kapcie? To oczywiście taki stereotypowy zestaw, jednak prawda jest taka, że mając do obdarowania pół lub całą rodzinę plus „meteory” w postaci przyjaciół i znajomych królika, to naprawdę – zaczynają się schody. Oczywiście wspaniałym prezentem jest książka – ale to prezent nie dla każdego, no i często trudno utrafić w gusta. Innym pomysłem jest zrobienie czegoś własnoręcznie, tylko że... ile z nas ma na to czas? 

Zapewne tego typu tekstów, z listą idealnych prezentów, jest sporo i każdy z nich na pewno prezentuje świetne produkty – doskonałe pomysły na to, jak uszczęśliwić innych na przykład... nowym blenderem, zestawem Xbox, telefonem komórkowym, abonamentem telewizji cyfrowej, perfumami czy czymkolwiek innym. 

Dołączamy zatem do tego spisu, bo uważamy, że  nasza propozycja jest całkiem ciekawa i w wielu przypadkach się sprawdza. Zatem jak co roku proponujemy olejki eteryczne (ewentualnie w zestawie z dyfuzorem, ale to – jak na prezent pod choinkę – może okazać się nieco za drogie, choć zależy od zasobności naszych portfeli). 

Olejek eteryczny to drobiazg z niemal samymi zaletami.

Zalety:

  1. Jest tani
  2. Jest kompaktowy
  3. Łatwo go zapakować
  4. Łatwo go wysłać
  5. Jest estetyczny
  6. Jest niezobowiązujący
  7. Jest dobry dla zdrowia
  8. Jest dobry dla zmysłów
  9. Nie wymaga wcale dyfuzora, choć to dobry sposób na rozpylanie olejków. Wystarczy kominek zapachowy. (Kominków nie mamy w ofercie, ale to raczej nie jest problem :)).

Wady: Jest jedna – z zapachem jak z perfumami, nie zawsze każdy każdemu odpowiada. Może się okazać nietrafiony, ale przecież zawsze można podpytać delikatnie o ulubiony zapach osoby, którą chcemy obdarować. Poza tym akurat w przypadku olejków eterycznych nie zawsze chodzi o zapach koniecznie przyjemny, ale raczej o jego działanie – relaksujące, energetyzujące, poprawiające humor, łagodzące objawy stresu, łagodzące napięcie mięśniowe. Można jeszcze wymieniać. Zresztą, zapachy olejków, jeśli się nie przesadzi z ilością, są na tyle subtelne i uniwersalne, że nie powinny przeszkadzać, nawet jeśli nie jest się specjalnym zwolennikiem lawendy czy sosny.


piątek, 11 grudnia 2015

Przenośny termowentylator – bezpieczeństwo i wygoda



Coś nam ta zima nie chce na razie przyjść, choć dzieciaki zaczynają już tupać z nogami z niecierpliwości. Gdzie sanki? Gdzie bałwany? Gdzie ślizgawki? W oczekiwaniu na zimę (która na pewno przyjdzie, zawsze przychodzi, choćby po to, żeby zaskoczyć kierowców) i w ramach przygotowań, proponujemy kolejny tekst z serii: Grzejniki i jak je ugryźć. Tym razem o termowentylatorach.

Termowentylatory to taka rodzina małych, przenośnych grzejniczków, nadających się do tego, żeby szybko i skutecznie ogrzać pomieszczenie, a potem dość szybko je wyłączyć. Są świetne w okresach przejściowych (takich jak ten, czyli ni to jesień, ni to zima, ni to w zasadzie nie wiadomo co). Gdy nie chce nam się jeszcze włączać kotłów na pełną parę, odkręcać kaloryferów na full czy też latać regularnie po węgiel do piwnicy (zakładam, że są wśród Was też właściciele pieców węglowych).
Są świetne też w domkach letniskowych, wszelkich brdach, altankach, na wyjazdach itp. czyli wtedy, gdy doraźnie potrzebujemy się ogrzać. Można je zapakować do bagażu, a większość z nich ma wygodny uchwyt do przenoszenia

Termowentylatorów można używać zarówno tam, gdzie mieszkamy, jak i w pomieszczeniach użytkowych w rodzaju biur, komórek, piwnic itp. (gdy akurat w nich przebywamy). Jednak trzeba tu podkreślić, że lepsze są zdecydowanie w niewielkich pomieszczeniach, niż w tych dużych. Oczywiście są takie, które świetnie się sprawdzają w pomieszczeniach do 50 m2, jednak zasada jest taka, że małe pomieszczenie = mały termowentylator. 

Najczęstsze są wentylatory ze śmigłem (wiatraczkiem) – w wersjach stojących czy na biurko. Są też kolumnowe, które wyglądem przypominają głośniki (chociaż dźwięku niemal nie wydają). Moc nie przekracza raczej 2000 W (średnio 700-2000). Przy zakupie warto zwrócić uwagę, czy mają zabezpieczenia i certyfikaty bezpieczeństwa – z gorącem nigdy nic nie wiadomo. 

Termowentylator Mill HT12

Termowentylator MILL HT12


 
Jak działa?

Po wpięciu termowentylatora do prądu zaczyna się nagrzewać mała spirala grzewcza (lub jak w przypadku naszych Millów – ceramiczny element grzewczy) ukryta pod obudową, a śmigło wypycha ogrzane powietrze na zewnątrz, szybciutko  rozprowadzając ciepło po pomieszczeniu. Mechanizm prosty i skuteczny.  Efekt – niemal natychmiastowy, a jak dobrze wybierzesz, to:

a) urządzenie samo się wyłączy, jeśli w pomieszczeniu będzie odpowiednia temperatura
b) będzie zjadało mało średnio lub dużo energii (przy czym dużo oznacza tu max. 2000 W) – w zależności od regulacji poziomów mocy – nie wszystkie mają, ale część jak najbardziej.  Im więcej poziomów, tym lepiej. 

Dwa słowa wyjaśnienia: ceramiczny element grzewczy oznacza, że nie poparzysz się, bo temperatura powierzchni pozostanie niska, spala mniej kurzu niż spirala, czyli nie śmierdzi i nie produkuje się pył, harmonijnie ogrzewa pomieszczenie. 

Bezpieczeństwo 

Raz. Nowoczesne termowentylatory mają czujnik przechyłu, dzięki czemu jeśli ktoś je przypadkiem kopnie (małe toto, można nie zauważyć, jak cicho sobie grzeje w kącie), przebiegnie po nim pies, czy kot, albo nie daj panie Boże dziecko. Natychmiast wyłącza się, a że po odcięciu prądu szybciutko staje się zimny, nie powoduje żadnego zagrożenia. To raz. 

Dwa. Czytaj instrukcję. Nie każdy termowentylator można postawić w łazience, a jeśli można, to zawsze na określonych zasadach. Stosuj się do instrukcji i przykładowo – nie susz na termowentylatorze skarpetek czy majtek. Nie przykrywaj go ręcznikiem, żeby szybciej wysechł. Nie kieruj wylotu gorącego powietrza na: papier, drewno, dziecko, kota (który i tak ucieknie, dziecko niekoniecznie, uznawszy, że ciekawe, co tak w jego kierunku dmucha). Generalnie – termowentylatory są bezpieczne, ale jeśli się nimi odpowiednio obchodzisz. Jeśli nie, no cóż. Podobno nawet gumową kaczką można się zabić. 

Oscylacja 

Część modeli ma opcję oscylacji, czyli obraca się raz w jedną, raz w drugą stronę. Przydatne, gdy chce się jeszcze szybciej ogrzać pomieszczenie, no i gdy jest was w pomieszczeniu więcej. Wtedy dzielicie się ciepłem :)

Komfort 

Termowentylatory bardzo szybko nagrzewają pomieszczenie, szybko są chłodne, są bezpieczne, lekkie. Poza tym są świetne i w zimie i w lecie, i jesienią, i na wiosnę. Mogą grzać, a jeśli wyłączyć funkcję grzania – masz zwykły wentylator (wiatraczek) jak się patrzy, którym się ochłodzisz w letnie dni. Przydatne, praktyczne i niezbędne w każdym domu urządzenie.

środa, 18 listopada 2015

Grzejniki olejowe – ciepło na długo i jeszcze dłużej



Idzie zima, więc część z Was zastanawia się pewnie nad sposobem na dogrzanie swojego domu. Bywa, że kaloryfery w domu nie działają wystarczająco, trzeba się też przygotować na awarie i na sytuacje kryzysowe. Często też jest tak, że niektóre pomieszczenia w domu są chłodniejsze niż inne, a z nich także w zimie korzystamy. 

Dzisiaj zatem parę słów o grzejnikach olejowych. 

Grzejnik olejowy Mill AB-H 2000DN



Co w nich grzeje?

Źródłem ciepła w tego typu urządzeniach jest, jak sama nazwa wskazuje, olej znajdujący się we wnętrzu. Olej nagrzewa się dosyć wolno, na pewno wolniej niż w przypadku grzejników konwekcyjnych, ale różnica jest taka, że po wyłączeniu go z prądu pozostaje ciepły jeszcze przez dłuższy czas, a zatem jest to sposób na oszczędzenie energii. Grzejniki olejowe najwięcej prądu zużywają właśnie w trakcie nagrzewania, gdy już staną się gorące, zużycie spada, bo termostat wyłącza zasilanie. 

Jak działa?

Najczęściej grzejniki olejowe mają obudowę w kształcie żeber, która wypełniona jest olejem. Jednak grzejniki olejowe nowej generacji ukrywają te żebra pod estetyczną obudową. Akurat w przypadku serii Mill, obudowa ta jest biała i tak skonstruowana, by wymuszać przepływ gorącego powietrza od dołu do góry. Ciepło oddawane przez olej jest wypychane w górę przez karbowane wywietrzniki i rozprzestrzeniane po pomieszczeniu. W przypadku tradycyjnych grzejników olejowych ciepło nie dociera tak szybko do każdej części pomieszczenia. Poza tym reszta jest niemal taka sama jak w przypadku tradycyjnych grzejników olejowych – elektryczna grzałka podgrzewa olej, który magazynuje ciepło i nagrzewa żeberka. Proces ogrzewania trwa dość długo, ale po wyłączeniu zasilania rządzenie nadal oddaje ciepło nawet przez kilkadziesiąt minut.
Grzejniki olejowe są przenośne, czyli można je ustawić gdzie się chce, ale to zaleta większości grzejników nieinstalowanych na stałe. Niektóre z nich mają nawet wygodne kółka, dzięki czemu nawet jeśli ich waga jest spora, to bez kłopotu można je „przeturlać” z jednego miejsca w drugie. Ponieważ wybór jest duży, warto jednak wybrać te lżejsze, aby były wygodniejsze w codziennym użytkowaniu, bo przecież raczej nie kupujemy osobnych grzejników olejowych czy konwektorowych do każdego pomieszczenia. 

Zaletą grzejników olejowych z pewnością jest ich wybitnie cicha praca, one praktycznie nie wydają dźwięków.

Inną kwestią jest moc grzejnika. Mówi się, że im większa powierzchnia wymiany ciepła, tym więcej ciepła daje, dlatego wybierając dane urządzenie, sprawdźmy, do jakiej wielkości pomieszczeń jest przeznaczony. Grzejnik olejowy może mieć od około 700 W do 2000 W, a czasem nawet 2500 W. I ta informacja dużo nam mówi, do jakiej wielkości pokoju dany model się nadaje. Z tym że warto jeszcze wziąć pod uwagę takie czynniki jak dodatkowe źródła ciepła, czy ściana jest północna czy południowa, czy jest to pokój zewnętrzny czy też otoczony z dwóch lub trzech stron innymi pomieszczeniami. Generalnie jednak im mniejsza moc, tym mniejszy i mniej wymagający pokój można nim dogrzać. 

Wiele modeli ma regulację mocy, co sprawia,  że są bardziej uniwersalne niż te, które takiej regulacji nie mają. Najczęściej do wyboru są 3 stopnie zużywania mocy (przykładowo: 800/1200/2000W). 

Bezpieczeństwo

Chcąc skorzystać z grzejnika olejowego w łazience, poczytajmy instrukcję i sprawdźmy, jak grzejnik zareaguje na wilgoć. A już na pewno, nawet gdy producent napisał, że łazienka jest ok, to ustawmy grzejnik co najmniej pół metra od wanny czy kabiny prysznicowej.