piątek, 21 listopada 2014

Sezon na katar

Spotkał katar Katarzynę – A-psik!
Katarzyna pod pierzynę – A-psik!
Sprowadzono więc doktora – A-psik!
Pani jest na katar chora – A-psik!

Znamy (zakładam że tak jest) wszyscy ten nieśmiertelny wierszyk Brzechwy. Nieśmiertelny jak katar, który również wszyscy znamy. Niezależnie czy jest lato, czy wiosna, lato czy zima może pojawić się o każdej porze roku. A dzieje się tak ponieważ katar katarowi nierówny. Nie dość, że występuje w różnych odmianach, to w dodatku jego przyczyny bywają najrozmaitsze.

Jesień, już zima (prawie), raz słońce, raz deszcz, wiatr, sezon grzewczy w pełni, temperatura skacze, a my nie wiemy rano jak się ubrać – już w szalik czy jeszcze w lekki polarek? Zimowe buty? A może te półbuty jeszcze wystarczą? O przeziębienie nietrudno przy takich wahnięciach temperatur, więc ofiary kataru już widać na ulicach – z czerwonymi oczami, z chusteczką pod ręką, kichający, ledwie żywi, ale – takie mamy czasy – chodzący do pracy, korzystający z komunikacji miejskiej, odbierający dzieci z przedszkola. Więcej – zawożący te zakatarzone dzieci do przedszkola. Katar zbiera żniwo, nieleczony lub nieodpowiednio leczony pogłębia się, złazi na oskrzela i tak dalej. Sezon chorobowy w pełni. 

Sun Zi, chiński filozof i autor „Sztuki wojennej” napisał kiedyś: „Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem”. Myślę, że cytat ten idealnie pasuje do walki z katarem. Zacznijmy zatem od tego, z jakimi rodzajami kataru mamy do czynienia. 

Nazywam się… nieżyt nosa
W roku 2994, w Kopenhadze, Międzynarodowa Grupa Robocza ds. Leczenia Nieżytu Nosa (naprawdę taka istnieje! Znaczy, że problem jest ważki) uznała wszem i wobec, iż istnieje kilka grup nieżytów, a wśród nich samych jest ich... jeszcze więcej. Na przykład takie: 

Infekcyjny nieżyt nosa (tu występuje odmiana  ostra i przewlekła). Jeśli nie jesteś alergikiem, na 100% z którymś z nich miałeś do czynienia.  Ich najczęstszą przyczyną są wirusy (rhinowirusy, wirusy paragrypy oraz adenowirusy). Skutecznie uszkadzają nabłonek w nosie, co z kolei powoduje, że błona śluzowa w nosie jest narażona na ataki bakterii, które pogłębiają jej uszkodzenie. Organizm broni się przed wytwarzanymi przez nie, niszczącymi komórki nabłonka enzymami, wywołując stan zapalny. Pełen zestaw – leje się z nosa śluz, oczy łzawią, piecze, swędzi. 

Alergiczny nieżyt nosa: sezonowy i całoroczny. Co gorsza, jest toto dziedziczne, czyli jeśli ty masz alergię, prawdopodobnie twoje dziecię też je będzie miało. Powodują go małe żyjątka i mikroorganizmy, które zadomowiły się w naszych domach: pod szafkami, w materacach, poduszkach, kołdrach, łazience, gdzie się da. Są to: roztocza kurzu domowego, zarodniki pleśni, pierze, sierść zwierząt, a także różne alergeny w jedzeniu. Sezonowo działają pyłki: traw, drzew, chwastów. O tym, jak silny będziemy mieli katar decyduje ilość pyłków w 1 metrze sześciennym powietrza, jeśli przekroczy on magiczne 100 pyłków na metr sześcienny – katar mamy na bank. 

Polekowy nieżyt nosa spowodowany długotrwałym stosowaniem leków obkurczających naczynia krwionośne (czyli „zwykłe” krople do nosa) lub ogólnych (np. takie jak pseudoeferydyna), na obniżenie ciśnienia krwi. Organizm niejako się od nich uzależnia, co prowadzi do zatykania się nosa, obrzęku śluzówki, które ustępują po zażyciu leku. Co robić? Odstawić lek i… przeczekać. 

Hormonalny nieżyt nosa zależny od tzw. huśtawek hormonalnych, z którymi mamy do czynienia w czasie ciąży, podczas dojrzewania, w okresie po menopauzie. Niestety, często towarzyszy niedoczynności tarczycy i akromegalii, więc jeśli mimo leczenia katar nie ustępuje, trzeba by zrobić sobie szersze badania.  

Zawodowy nieżyt nosa. To rodzaj alergicznego kataru, który pojawia się na skutek reakcji na alergeny obecne w środowisku pracy. Cierpią nań na przykład weterynarze i naukowcy (jeśli alergenem są zwierzęta), piekarze i rolnicy (bo ziarna też mogą alergizować), pracownicy w fabrykach, sprzątacze, budowlańcy, ludzie od remontów wszelakich (z powodu alergenów zawartych w środkach chemicznych, klejach, rozpuszczalnikach). 

Nie lekceważ kataru!

Kataru nie można lekce sobie ważyć, ponieważ nieleczony może prowadzić do różnych stanów zapalnych i przewlekłych, jak infekcje bakteryjne powodujących zapalenie zatok lub ucha środkowego. Wtedy zatkany nos to „pikuś”, bo dochodzą bóle głowy, promieniujący ból od zębów, obrzęki, kaszel, gorączka i tak dalej. O komplikacjach nie wspominając. Dlatego walka z katarem u jego „zarania” wydaje się być bardziej racjonalnym pomysłem, niż tak popularne przeczekanie go. 

Oręż w walce z katarem


  • Gdy się katar zjawia, najlepiej natychmiast zadbać o ogrzanie się, czy to w gorącej kąpieli (choć mówi się, że to osłabia organizm) czy też zanurzając stopy w gorącej wodzie z dodatkiem olejków eterycznych (eukaliptus, mięta, sosna, albo taki, który zawiera te składniki, np. Breathe BIO Air Naturel).
  • Inhalacje też się sprawdzą, ponieważ odblokują nos i ułatwią pozbyć się wydzieliny, do inhalacji też można używać olejków.
  • Dbaj o skórę nosa, bo szybko ulegnie podrażnieniu. Stosuj tłuste maści w rodzaju Linomagu czy maści majerankowej.
  • Dużo pij, bo płyny rozrzedzą wydzielinę z nosa. Możesz pić herbatę z sokiem z czarnego bzu lub malinami, rosół.
  • Jedz czosnek i natkę pietruszki - to witamina c i antybiotyk. Świetnie działają, i smakują, czy na kanapce, czy jako dodatek do potraw.
  • Jedz warzywa i owoce bogate w witaminę C! Lub kwas acetylosalicylowy w tabletkach. Witamina C wzmacnia naczynia krwionośne i nie dopuszcza do rozprzestrzeniania się infekcji dalej.
  • Myj często ręce, aby nie doprowadzić do wtórnej infekcji i ochronić innych domowników.
  • Dbaj o właściwy poziom wilgoci w domu. Zbyt suche powietrze spowoduje, że katar będzie o wiele trudniejszy do zniesienia, bo o wiele trudniej się będzie pozbywać wydzieliny. Mały nawilżacz powietrza potrafi zdziałać cuda, niezależnie od tego, czy będzie to nawilżacz parowy, ewaporyzacyjny czy ultradźwiękowy. Ważne, żeby sobie w kącie cicho chodził i dbał, by śluzówki były odpowiednio nawilżone.
  • Stosuj sól morską do czyszczenia nosa. Krople do nosa mogą być stosowane maksymalnie przez 5 dni i często mocno ingerują w nabłonek. Sól morska jest zdecydowanie łagodniejsza i równie skuteczna, choć trzeba po nią sięgać nieco częściej. Dlatego po krople sięgaj tylko na noc.

piątek, 14 listopada 2014

O noskach dzieci, zbyt suchym powietrzu i wścibskich babach

Ile razy to już słyszałaś? Zamknij okno, bo się przeziębi! Dlaczego on nie ma ciepłej kurteczki? Uważaj na przeciągi, uszka, gardło, jak to – tak bez szaliczka? Tu jest za zimno, przeziębisz go… Itede, itepe, w różnych odmianach, w zależności od płci Twojego potomka, miejsca, godziny, za to… niezależnie od pory roku.

A teraz zbliża się zima, więc tym samym jesteśmy narażeni na jeszcze bardziej oburzone spojrzenia osób, według których ubieramy nasze dzieci nieodpowiednio do pory roku. Skoro przekroczyliśmy magiczną datę 1 listopada, to znaczy, że czas już na buty zimowe, rękawiczki i czapki z nausznikami. Przynajmniej w przypadku dzieci. 

W domu jest nie lepiej. Wchodzi taka ciotka/babcia/sąsiadka, która co prawda ma same dobre intencje, za to z realizacją kiepsko… I zaczyna się: Zamknij okno, bo się przeziębi (nie daj Boże masz w domu niemowlaka…). Ubierz mu czapkę bo uszka… (choć termometr pokazuje 21 stopni). Ale w łazience to koniecznie podkręć ogrzewanie. Coś mi tu ciągnie po nogach (jest lufcik w oknie otwarty w dwa pokoje dalej). I dalej w ten deseń.  

Tymczasem to nie niska temperatura, lecz właśnie zbyt wysoka bywa groźniejsza dla zdrowia dzieci, a już na pewno, gdy dzieciak już choruje i ma katar. Wtedy ogrzewanie domu na maksymalnych obrotach przynosi odwrotny skutek. Dzieci, zwłaszcza chore, w zbyt suchych pomieszczeniach bardzo się męczą , a co więcej – są narażone na jeszcze większe obniżenie odporności. 

Za gorąco i za sucho równa się niezdrowo i nieprzyjemnie. Jak zatem dbać o noski dzieci i mieć asy w rękawie, gdy przyjdzie nam dyskutować z osobami, które mają inne poglądy niż my?

Rozgrzany kaloryfer plus gorąca kąpiel? Temu zestawieniu mówimy NIE!
Gorący kaloryfer w pokoju, zamknięte okno gwarantują wysoką temperaturę połączoną z suchym powietrzem, czyli klimat lekko pustynny. Efekt – sucha skóra i śluzówki dziecka, podrażnienia, zaczerwienienia. Zwłaszcza jeśli w takiej atmosferze dodatkowo zafundujemy dziecku gorącą kąpiel, żeby  się „odprężyło”. Tymczasem nie dość, że wysuszona skóra drażni, to nos pozbawiony odpowiedniej wilgoci w śluzówce nie stanowi żadnej bariery dla wirusów i bakterii. Efekt: problem z zaśnięciem i zbyt płytki sen, problemy z oddychaniem w nocy. My sądzimy, że właśnie zaczyna się infekcja, a tu okazuje się, że po wyjściu na zewnątrz ten dziwny katar (sapka, problem z oddychaniem przez nos) znika, aż do wieczora, gdy mamy powtórkę z rozrywki. 

Jak działa nos?
Nosy ludzkie to takie niewielkie, za to bardzo dobrej jakości filtry, które przepuszczają powietrze, a zostawiają zanieczyszczenia (czyli, brzydko mówiąc… kozy w nosie). Prawidłowo działający nos blokuje dostęp do oskrzeli i płuc wirusom, bakteriom i zanieczyszczeniom (oczywiście nie w stu procentach, ale z reguły całkiem nieźle sobie z tym radzi). Jeśli jednak przez dłuższy czas jest narażony na pozbawione odpowiedniego poziomu wilgoci powietrze, to niestety – błona śluzowa wysusza się, wraz z nią znika blokada, a otwiera się autostrada dla wszelkiego rodzaju mikroorganizmów szkodzących organizmowi. Drożny, odpowiednio nawilżony nos jest niezwykle ważny zwłaszcza w przypadku najmniejszych milusińskich. Niemowlaki potrafią oddychać tylko przez nos, przez buzie im to jeszcze nie wychodzi. Dlatego nawilżenie powietrza, a tym samym nosa, jest dla ich spokojnego snu kluczowe. Można się wspomagać kropelkami, najlepiej w formie roztworu soli morskiej. Częste infekcje są spowodowane najczęściej nie „przewianiem” czy „wychłodzeniem”, tylko po pierwsze szokiem termicznym, gdy dziecko z dworu wpada w rozgrzane, wysuszone powietrze w mieszkaniu, a po drugie – brakiem bariery ochronnej w nosku. A jeśli już choruje, to nadmierne grzanie dodatkowo pogłębi kaszel i katar. Nawilżanie jest kluczowe, ponieważ rozrzedza śluz, który jest łatwiejszy do wyksztuszenia i wysmarkania. 

Jak zadbać o powietrze w pokoju dziecka i jego zdrowie?

  • Kontroluj temperaturę – nie więcej niż 20, maksymalnie 21 stopni Celsjusza. Nie dopuść do tego, żeby dziecko było przegrzane, zwłaszcza jeśli jest alergikiem!
  • Wietrz pokój ile razy dziennie się da, jeśli w pokoju będzie „wisiało” zatęchłe powietrze, w którym nagromadził się kurz, alergeny i inne drobnoustroje, z pewnością to nie pomoże. Przewietrzenie pokoju jest ważne zwłaszcza przed snem.
  • Nie kąp dziecka w zbyt gorącej wodzie, nawet jeśli to lubi. To wysusza nie tylko skórę, ale wbrew pozorom generalnie powoduje ubytek wody w organizmie (mimo że woda wchłaniana jest przez całe ciało). Lepsza jest chłodniejsza woda, niż wrzątek. Sucha, podrażniona skóra swędzi i piecze, a w dodatku wcale nie relaksuje, tylko wręcz przeciwnie, podwyższa ciśnienie.
  • Nawilżaj powietrze, czy to przez położenie ręczników na kaloryferze (tylko że to działa na krótką metę, bo ręcznik szybko się wysuszy), czy też przez zastosowanie nawilżacza. Ręcznik musi być wyprany w niealergicznym proszku, bez zmiękczaczy, bo inaczej cała chemia zostanie oddana wraz z wilgocią do powietrza.
  • Korzystaj z nawilżacza powietrza. W jego przypadku nie musimy się martwić o chemię, bo używa się do nich zwykłej, czystej wody. W pokoju dziecka, które zaczyna chodzić albo już biega, nawilżacz parowy nie będzie zbyt dobrym pomysłem, ponieważ grozi oparzeniem, za to już ewaporacyjny lub ultradźwiękowy – są zdecydowanie bezpieczniejsze. Zwłaszcza ultradźwiękowe, które nie dość że są energooszczędne i ciche, to w dodatku oddają do powietrza nie kropelki, a wręcz mgiełkę z mikrokropelkami, która ma duży zasięg działania. Idealny wydaje się tu np. Aquilla, który jest przeznaczony do mniejszych powierzchni (25 mkw), jest lekki i cichutki, więc pracując w nocy, nie będzie nikomu przeszkadzał. Albo jakikolwiek inny nawilżacz, byleby był wydajny i miał filtry przeciwbakteryjne.
Naprawdę, jeśli zadbamy o to, żeby: w pokoju dziecka był odpowiedni poziom wilgotności (minimum 40%, nie więcej niż 60%, bo zbyt wilgotne powietrze to też nie jest dobre rozwiązanie); właściwa temperatura (21 stopni); w dodatku będziemy pamiętać o wietrzeniu pokoju – to zdziwimy się wkrótce, w jak dobrej kondycji będzie nasz maluch, który do tej pory regularnie chorował.

wtorek, 28 października 2014

Taki mamy mikroklimat, czyli o tym, co wspólnego ma komfort cieplny z nawilżaczem powietrza



Jakiś czas temu napisałam coś niecoś na temat komfortu cieplnego i jego czynnikach. Dzisiaj postanowiłam ten temat jeszcze nieco pomęczyć, ponieważ nasza przyjemność (czyli komfort cieplny) zależy nie tylko od obiektywnych, zewnętrznych warunków (temperatura, wilgotność względna, ciśnienie, prędkość ruchu powietrza itp.), ale też od.. nas samych, a konkretnie od naszego własnego ciała: metabolizmu, wieku, aktywności ruchowej, no i tego w co jesteśmy ubrani.

Jest to kwestia mocno indywidualna, co przysparza wielu kłopotów, zwłaszcza tam, gdzie komfort cieplny jest wymagany przepisami (Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy), czyli choćby w biurach. Zapewnienie właściwego mikroklimatu jest ważne nie tylko po to, żeby nie łamać przepisów, ale przede wszystkim po to, aby zapewnić pracownikom wydajność, efektywność, czyli najzwyczajniej  świecie, żeby im się dobrze pracowało. W tej sytuacji czasem wydaje mi się, że wymóg noszenia podobnych ubrań w niektórych korporacjach jest w tej sytuacji w 100% uzasadniony, no bo jak zapewnić komfort cieplny wszystkim, skoro jeden przyjdzie do pracy w wełnianym garniturze, a drugi w hawajskich spodenkach? Chyba nie tylko o wizerunek firmy tu chodzi :).

W praktyce wygląda to tak. Człowiek ubrany w podkoszulek i spodnie, wylegujący się w jednym miejscu z gazetką, najlepiej będzie się czuł w temperaturze 23-26 stopni Celsjusza, wilgotności 50% i jednakowej temperaturze ścian i powietrza. Ten sam człowiek, w identycznych warunkach, ale już ubrany powiedzmy, plażowo – będzie już wymagał tych 27 stopni. Ale gdy zacznie się gimnastykować, ruszać, albo choćby odkurzać, jego wymagania odnośnie temperatury natychmiast spadną i zacznie otwierać na oścież okna lub szukać źródła chłodu. 

I jak tu dogodzić wszystkim? To oczywiście nie jest możliwe, niemniej można się ratować, regulując w domu temperaturę grzejników i właściwie korzystając z nawilżacza powietrza – na przykład te parowe nie tylko nawilżają, ale też ogrzewają pomieszczenia, ponieważ wytwarzają gorącą parę (np. Taurus). Wysoka temperatura (25 stopni) przy nawilżaczu ustawionym na mniej więcej 35-50% nie będzie tak mocno odczuwalna, ponieważ po pierwsze samo nawilżanie chłodzi, a po drugie komfort cieplny, jak zresztą tu gdzieś już wspomniałam, ma związek nie tylko z samą temperaturą, ale CAŁOKSZTAŁTEM czynników, w tym z wilgotnością. Chodzi o to, żeby znaleźć złoty środek. Mądrzy ludzie piszą, że relacja temperatura-wilgotność powinna wyglądać tak:

1) przy 12°C – 50-70%
2) przy 20°C – 40-50%
3) przy 25°C – 35-40%

To są zakresy zalecane, ale i tak ostatecznym probierzem będzie nasz własny organizm, czyli fakt, że nie ma wysuszonych śluzówek ust i nosa i suchej skóry (powietrze za suche) lub występują trudności w oddychaniu i uczucie lepkiego, ciężkiego powietrza (powietrze za wilgotne). 

Dopasowanie siły pracy nawilżacza do własnych potrzeb i zarazem do mikroklimatu w domu nie jest najprostsze, dlatego warto posiłkować się takimi wynalazkami jak higrometry, czyli urządzenia, które mierzą poziom wilgoci w powietrzu, a jeśli są wbudowane w nawilżacz – dopasowują do tego ilość oddawanej pary wodnej. Oczywiście wymaga to wcześniej od nas ustawienia nawilżacza na wskazany poziom wilgotności (idealnie 40-50%), ale tylko w przypadku, jeśli w domu nie ma przeciągów, jeśli mamy dość szczelne drzwi i okna. Jeśli w domu „hula nam wiatr” a tak bywa w starym budownictwie, trzeba by sprawdzić, czy przypadkiem nie jest nam potrzebny raczej osuszacz powietrza, lub sprawdzić poziom wilgotności w domu za pomocą higrometru właśnie. 

Podsumowanie, czyli czynniki wpływające na komfort cieplny:

Czynniki wewnętrzne:
  • indywidualne odczucie temperatury
  • stan zdrowia i ogólne samopoczucie
  • izolacyjność cieplna odzieży
  • stopień aktywności fizycznej
 Czynniki zewnętrzne:
  • wilgotność względna powietrza
  • temperatura powietrza
  • temperatura powierzchni otaczających
  • prędkość powietrza w strefie przebywania ludzi
  • czystość powietrza
  • oświetlenie i wystrój wnętrz (kolorystyka)
  • świeżość powietrza (określana zawartością Co2)




środa, 22 października 2014

Jak używać nawilżacza powietrza, czyli o tym, jak kupowałam i oddawałam swój nawilżacz do sklepu…



O tym, że zbliża się sezon grzewczy wiemy już wszyscy – wystarczy wystawić nos za okno i zobaczyć te ponurzaste chmury i ulice w strugach deszczu, a potem spojrzeć w kalendarz. Zima idzie, nie ma co. Siedzę sobie i piszę, patrząc jednocześnie na mój stary ale jary nawilżacz powietrza, który zapewne niedługo zacznę regularnie włączać… Przy okazji przypominam sobie, co nawyrabiałam dobrych kilka lat temu, gdy stałam się jego szczęśliwą posiadaczką i z dumą go postawiłam na podłodze w kuchni. 

O tym, jak NIE należy postępować z nawilżaczem powietrza

– Kochani, mamy nawilżacz!
– Co? A po co Ci to? – Mój Partner Życiowy, Mąż i Ojciec mojego dziecka spojrzał z powątpiewaniem na moje trofeum, po czym mruknął – ja do tego ręki nie przyłożę, ale tobie radzę, przeczytaj instrukcję obsługi.
– Tia, no pewnie – odburknęłam, po czym zrzuciłam buty, płaszcz i z pakunkiem pod ręką poczłapałam do salonu, gdzie radośnie się rozsiadłam i jęłam energicznie rozpakowywać pudło, jakby to był prezent pod choinkę. 

Moim oczom ukazał się cudny, czerwony przedmiot w kształcie kropli, leciutki i śliczniutki. Natychmiast poleciałam po wodę (z kranu oczywiście, bo w bricie akurat mi się skończyła, a mineralki używać przecież nie będę), rozłożyłam go na czynniki pierwsze, znalazłam wlot na wodę, wlałam co trzeba, udało mi się zamknąć i postawiłam z dumą to cudeńko na… parapecie. Tak, tak – na parapecie. A że była właśnie deszczowa, choć ciepła jesień, a obok parapetu mam półkę z książkami i tapety, to wyobraźcie sobie, co było dalej. Oczywiście nie zaopatrzyłam się w higrostat, nie doczytałam, że urządzenie nie może chodzić non stop, że istnieje coś takiego jak optymalna wilgotność powietrza, nie zwróciłam uwagę na bliskość książek i okna, więc po kilku dniach męczenia się z wiecznie mokrym oknem, śmierdzącym praniem (bo suszę w salonie, koło okna), wilgotną ścianą i niepokojącą bliskością wilgoci przy moich ukochanych książkach, stwierdziłam, że mój piękny Gota jest o d… roztrzaść. Spróbowałam go jeszcze owszem, przestawić, ale tak niefortunnie go przestawiłam, że stał na podłodze obok kaloryfera, więc (już teraz to wiem!) skutek był żaden. Tak, nazwijcie mnie przysłowiową blondynką, naprawdę w szkole z fizyki  orłem nie byłam, ba, wręcz zagrożenia kilka razy z rzędu miałam. 

Skończyło się tym, że zapakowałam mój śliczny czerwony nawilżacz i zła poszłam do sklepu go oddać. W sklepie przemiła blondynka (blondynka właśnie) z rozbrajającym uśmiechem spytała mnie, w czym jest problem, więc usłyszała litanię: że mokro, że za wilgotno, że śmierdzi, że nie działa. Pani zapewne nie pierwszy raz spotkała się z takim poziomem indolencji i niewiedzy, więc spokojnie i po kolei zaczęła mi zadawać pytania.

Gdzie postawiłam nawilżacz? Czy było w pobliżu źródło ciepła? Jaki mam poziom wilgoci w mieszkaniu? Jak duże mam pomieszczenia? Jakiej wody użyłam?

A potem zaczęła tłumaczyć, po czym ja zabrałam swój nawilżacz z powrotem do domu. Co więcej – dokupiłam sobie higrostat, dokupiłam środek do czyszczenia wody (Biocido) i z nową wiedzą w głowie wróciłam do domu.  Od tamtej pory już wiem co i jak, i mogę się tym podzielić ze wszystkimi. Bo nawilżacze powietrza są naprawdę skuteczne, jeśli tylko właściwie się z nimi postępuje.

Kiedy włączamy nawilżacz?
Po pierwsze: nawilżacz włączamy wtedy, kiedy jest okres obniżonej wilgotności powietrza, czyli gdy jest sucho (w sezonie grzewczym czyli). O tym, czy mamy za sucho poinformuje nas higrometr (nie, nie higrostat, to coś innego, o czym za chwilę), czyli coś w rodzaju termometru, który mierzy, jaki poziom wilgoci mamy w domu. Na tej podstawie łatwo nam będzie ocenić, czy kisimy się w lubiących wilgoć bakteryjkach, czy też właśnie za pomocą zbyt suchego powietrza nie wysuszamy sobie błon śluzowych. Zresztą nie zawsze potrzebny od razu higrometr – nasz własny nos, skóra i śluzówki to podpowiedzą.

Po drugie: jeśli już ten sezon grzewczy jest, nawilżacz warto ustawić po powrocie z pracy i wyłączyć przed pójściem spać. Dotyczy to przede wszystkim nawilżaczy bez higrostatu, bo te z higrostatem w zasadzie mogą sobie działać ile chcą – i tak wyłączą się same, gdy już wysycą powietrze odpowiednią ilością pary wodnej. Niemniej reguła – 3-4 godziny dziennie jest optymalna dla średniej wielkości pomieszczeń. 

Gdzie stawiamy nawilżacz?
NIE na parapecie, NIE koło kaloryfera, NIE koło mebli (zwłaszcza biblioteczki). Co prawda te nowoczesne nawilżacze rozbijają parę wodną na tak drobniutkie mikrokropelki, że nie ma w zasadzie możliwości, żeby zniszczyły książki czy meble, ale tak czy owak, zwłaszcza gdy trzeba powietrze porządnie nawilżyć, bo już zaczynamy mieć w nosie skrzepy, warto je chronić. Mimo wszystkich zalet zimna mgiełka może osiąść na najbliższych nawilżacza powierzchniach. Natomiast ustawienie nawilżacza zbyt blisko źródła ciepła spowoduje, że niepotrzebnie będziemy marnować energię i wodę. Bo wysoka temperatura wysuszy szybciutko to, co do powietrza odda nawilżacz. Acha, jeśli masz nawilżacz parowy – postaw go Z DALA od dzieci, bo na oparzeniówkę chyba ochoty nie masz.

Kiedy po zakupie możemy włączyć nawilżacz?
Nie, nie natychmiast, chyba że się do tego przygotowaliśmy. Chodzi o prostą sprawę – kurz i pył. W domu trzeba wcześniej odkurzyć, zetrzeć kurze. Nadmiar pyłu i kurzu w powietrzu będzie absorbował parę wodną i nie dość, że z porządnego nawilżania nici, to jeszcze, zwłaszcza w domach pełnych dzieci, psów, kotów, będziemy mieć na meblach i podłogach dość mało estetyczną breję.

O ile zwiększyć wilgotność gdy jest za sucho?
Jeśli poziom wilgoci jest niski (o skutkach suchego powietrza będę jeszcze pisać w przyszłości, można też sobie poczytać na przykład TUTAJ), to żeby podwyższyć ją o około 10% w mieszkaniu o powierzchni 50 mkw trzeba by wprowadzić 2 gramy pary wodnej na metr sześcienny. Co oznacza zużycie na poziomie 4 litrów wody na 24 godziny. Super to wiedzieć, ale jak pomierzyć? I tu wchodzi cudowne urządzonko, zwane higrostatem.

Po co komu higrostat?
Dlatego że oszczędza nam czas i nerwy. Nawilżacz z higrostatem może działać na okrągło – bo ustawiwszy sobie poziom wilgotności powietrza na tych 40 czy 50 procentach, higrostat sam sobie wyczuje, policzy, ustawi, włączy się, gdy się zacznie robić za sucho i wyłączy, gdy się zrobi za wilgotno. Dla mnie bomba. Bo te nawilżacze bez higrostatu mogą pracować maksymalnie 3-4 godziny dziennie, i to najlepiej w naszej obecności. Zbyt wilgotno przecież też nie chcemy mieć (o skutkach nadmiernej wilgotności można przeczytać TUTAJ)

Jak dbać o nawilżacz?
O nawilżacz trzeba dbać. Trzeba pamiętać o wymianie wody, o tym, że niezużytą wodę trzeba wylać i dać świeżą, bo inaczej zalęgną się w niej bakterie, które, gdy włączymy nawilżacz, zaczną radośnie unosić się w powietrzu i trafią do naszych płuc. To jedno, drugie to rodzaj wody – ta z kranu nie bardzo, z brity już lepiej, a najlepiej desytylowana, żeby zminimalizować ryzyko namnażania się lubiących środowisko wodne paskudztw. Wodę zmieniać należy co kilka dni, tak co dwa trzy. Najlepiej codziennie, ale… bądźmy realistami. Ważna też jest technologia mycia – po umyciu – suszymy. I dopiero potem nalewamy odpowiedniej wody. Można jeszcze używać środków do dezynfekcji wody (np. Biocido), które skutecznie ograniczają namnażanie się bakterii i dzięki temu możemy zmieniać wodę rzadziej, co nie znaczy, że wcale. I na koniec – filtry, tak, tak bez nich się nie obejdzie. Filtry wymieniać należy co 3 do 6 miesięcy, żeby nie doprowadzić do przegrzania i w efekcie zniszczenia nawilżacza.

To chyba tyle… Taka garstka praktycznych wskazówek, jak właściwie korzystać z nawilżacza, żeby potem nie robić z siebie półgłówka przed sprzedawcą. No i oczywiście cieszyć się zdrowym, właściwie nawilżonym powietrzem. Nawet domownicy w końcu to docenili, no i mniej chorują w zimie.