środa, 1 lipca 2015

Olejek eteryczny i dziecko. Czy to bezpieczne?


Czy przy dziecku możemy stosować olejki eteryczne? To kwestia dość kontrowersyjna, ponieważ jak wiadomo skondensowany ekstrakt roślin może mieć silne działanie, a czasem nawet uczulać. Dlatego zanim rozpylimy w pomieszczeniu olejki poczytajmy o tym, które olejki są bezpieczne, a które nie.

Dzieci mają nie tylko delikatną skórę. Mają też wyjątkowo wyczulony zapach i smak. To dlatego między innymi nie warto do ich posiłków dodawać soli czy cukru – ich kubki smakowe nie są zepsute i rozleniwione, i wyczuwają słodycz i słoność potraw tam, gdzie my, dorośli, nie jesteśmy już w stanie. Tak samo dzieje się w przypadku zapachów. Dzieci nie potrzebują fajerwerków, by odkrywać świat zmysłów na poziomie, o jakim my możemy tylko marzyć. Ale ma to też drugą stronę medalu – to, co nam wydaje się zapachem zupełnie normalnym, dla dziecka może być nie do zniesienia. Stąd trzeba uważać, co rozpylamy w powietrzu i w jakim stężeniu.

To raz. Dwa – olejki eteryczne mogą uczulać i drażnić. A olejki mentolowe – czyli cała gama tych wydawać by się mogło idealnych na katar – mogą spowodować w dodatku spowolnienie oddychania. Dlatego olejku miętowego (i wszystkich, które go zawierają) unikajmy dopóki pociecha nie skończy 6 roku życia. A eukaliptusowego nawet do 10. Roku życia.

Ponieważ skóra dzieci jest wyjątkowo wrażliwa używanie olejków na skórę można sobie podarować. Oczywiście nie jest to zupełnie niezalecane. W odpowiednim rozcieńczeniu nie powinno się dziecku nic stać. Właściwe rozcieńczenie to np. 1 łyżeczka olejku eterycznego na 5 ml oleju nośnikowego (czyli tego, w którym będziemy rozcieńczać olejek – kokosowy, lniany, z oliwy oliwek czy z pestek winogron).

Jednak okazuje się, że najlepszym sposobem na wykorzystanie olejków eterycznych w przypadku niemowląt i małych dzieci jest wdychanie i rozpraszanie. Jeśli chcemy dziecku odetkać nos, pomóc w oddychaniu czy złagodzić kaszel wystarczy odrobinę wylać na chusteczkę czy wacik i dać pod nos lub 10 kropli do inhalatora, nieco mniej do dyfuzora 15 minut przed snem.
Dyfuzor sprawdzi się zwłaszcza wtedy, gdy dziecko jest niespokojne, zestresowane czy zmęczone. Olejek z dodatkiem lawendy czy pomarańczowy, pod warunkiem, że dziecko lubi te zapachy, można rozproszyć 15 minut przed snem w pokoju dziecka, lub odrobinę dać na poduszkę. 

Olejki bezpieczne dla dzieci:
  • Cedrowy
  • Cyprysowy
  • Cytrynowy
  • Bergamotkowy
  • Gorzka pomarańcz
  • Świerkowy
  • Majerankowy
  • Rumiankowy
  • Geraniowy
  • Grejpfrutowy
  • Lawendowy
  • Mandarynkowy
  • Drzewa sandałowego
  • Drzewa herbacianego
  • Szałwiowy
  • Jałowcowy
  • Grejpfrutowy
  • Neroli
  • Jodłowy
  • Sosnowy

Unikaj olejków:
  • Cynamonowy
  • Goździkowy
  • Eukaliptusowy
  • Trawa cytrynowa
  • Melaleuca
  • Miętowy Rozmarynowy
  • Verbenowy
  • Ylang-ylang
  • Szałwiowy
  • Melisowy
  • Czosnkowy
  • Kardamonowy
A co z noworodkami? 

Według Valerie Ann Worwood bezpiecznie stosować można olejki nawet u najmniejszych.


  • 0-2 miesięc: Lawenda, rumianek
  • 2-6 miesięc: Można wprowadzić olejek  neroli
  • 6-12miesięcy: Wprowadzamy bezpiecznie olejek anyżowy, grejpfrutowy, drzewa herbacianego

Dzieci kochają kolory, dlatego idealnym dyfuzorem dla nich, a także dla każdego zmęczonego rodzica, będzie jeden z tych subtelnie zmieniających kolor: Luna, Firenze, Venezia, Milano. Do wyboru, dom koloru. Miło patrzeć, jeszcze milej - wąchać...









 




poniedziałek, 29 czerwca 2015

Kiedy osuszacz, a kiedy nawilżacz powietrza?

Na pytanie o to, kiedy należy używać osuszacza, a kiedy nawilżacza, odpowiedź powinna być prosta ja drut. Nawilżacza wtedy, kiedy jest za sucho, a osuszacza, gdy jest za mokro. No tak, to oczywiste. Niby. W praktyce bywa różnie...

Kiedy nawilżacz...?

Przyjęło się, że nawilżaczy używamy w sezonie grzewczym, a zatem w zimie. Była o tym mowa już niejednokrotnie i jakoś przyjęło się, że to zima właśnie jest tą porą roku, kiedy nawilżacz ma prawo bytu. Ostatnio kilka razy natomiast wspomnieliśmy, że niekoniecznie jest to regułą. 

Po nawilżacz w okresie letnim sięgamy bardzo chętnie, licząc na ochłodzenie, orzeźwienie i ulgę w okresie upałów. Owszem, jak najbardziej!  Nawilżacz w lecie jest jak najbardziej wskazany, ale – nie każdego lata i nie zawsze. Trzeba uważać. Dlaczego? Chodzi o poziom wilgotności w lecie, który w połączeniu z wysoką temperaturą daje mieszankę wybuchową w postaci klimatu afrykańskiego albo rodem z dżungli amazońskiej. I nie, nie chodzi tu o „świeży powiew lasu tropikalnego”. Chodzi o duchotę i wilgoć oblepiającą ciało, w której małe złośliwe drobnoustroje uwielbiają się rozmnażać na potęgę. Nawilżacz w lecie można włączać swobodnie i bez obaw o zdrowie wtedy, gdy lato jest baaardzo suche i bezdeszczowe. W Polsce – sytuacja ostatnio dość częsta. Jeśli jednak pada deszcz – zrezygnujmy z nawilżacza. Po co narażać ściany, płuca i meble na dodatkową warstewkę ciepławej wilgoci, którą szturmem podbiją wirusy i bakterie?

Ultradźwiękowy nawilżacz powietrza Aquila | NIDO 

Oczywiście ochłodzenie nawilżaczem, gdy jest koszmarny upał nie do zniesienia jest mile widziane, ale zwróćmy uwagę na ogólną wilgotność powietrza i nie szalejmy za bardzo, jeśli prognozy zapowiadają deszcz. Chwila ulgi (pisaliśmy chyba o tym, że kostki lodu w nawilżaczu to kusząca perspektywa...) w ciągu dnia, tak z godzinkę, pewnie. Ale potem – lepiej z tej chwilowej przyjemności zrezygnować. No chyba że wiemy, że deszczu  nie będzie.

A kiedy osuszacz?

A co z osuszaczem? Tu też przyjęło się, że osuszacza używamy wtedy, gdy ściany podeszły nam grzybkiem, gdy klima zawodzi, gdy z piwnicy wilgocią „jedzie”. Generalnie gdy klimat jest za wilgotny, i to odczuwalnie. Oczywiście to prawda – osuszacz jest urządzeniem genialnym i przydaje się w przypadkach zalania sąsiada, zalania przez sąsiada, pojawienia się niechcianych gości na ścianie, gdy nasza klimatyzacja coś jakby zaczęła stękać i zamiast dawać przyjemny klimat daje atmosferę wręcz przeciwną... Ale są sytuacje, gdy nie tylko remont, grzyb czy zła wentylacja są powodem do tego, żeby osuszacz włączyć. Osuszacz przydaje się na przykład, gdy mamy nadmiar prania wywieszonego w domu i nie chce schnąć. A kiedy się tak dzieje? Gdy za oknem jest za wysoka wilgotność, a zatem jest gorące, ale deszczowe lato. Gorące i deszczowe lato oznacza nadmiar komarów, bakterii, wirusów, pleśnie, grzyby. Już wyżej na to zwróciliśmy uwagę. Powietrze gorące i wilgotne to klimat idealny do rozmnażania. A osuszacz ten „rozbuchany” proces może bardzo skutecznie ograniczyć. Czyli tam, gdzie nawilżacz zawodzi, po osuszacz pośle.  

osuszacz powietrza 12L_Platinum_1_Meaco_NIDO 

Nie ma zatem reguły, że nawilżacz to zima, a osuszacz wtedy, gdy cię sąsiad zaleje. Właściwe użytkowanie tych dwóch urządzeń może okazać się praktycznym i poręcznym rozwiązaniem dla naszych ścian, mebli i płuc. A że są one zazwyczaj małe, poręczne, stosunkowo estetyczne i łatwe w użyciu, to warto je mieć na podorędziu nie tylko wtedy, gdy podczas jakiejś śnieżnej zimy u szczytu sezonu grzewczego sąsiadka zażywała radośnie kąpieli i zapomniała zakręcić kran... Cóż to by była za katastrofa...

czwartek, 18 czerwca 2015

Jaki nawilżacz jest najlepszy dla małego dziecka?

Dzieci nie lubią upałów. Nie lubią też, gdy jest sucho. Ich małe ciała nie znoszą wysokich temperatur i nawet jeśli lubią ciepło, w końcu 9 miesięcy siedziały w ciepłym brzuchu mamy, to warunki poza nim nie spełniają ważnych wymogów – nie mają właściwej wilgotności. 

A tu film na temat pracy układu oddechowego. Dość "lekarski", niemniej naprawdę ciekawy!






Wysoka temperatura plus brak deszczu oznacza suszę. A suche powietrze to prosta droga do wysuszenia śluzówek nosa, które są barierą na wszelkiego typu nieprzyjaznych bakterii i wirusów. Dlatego zdarza się, że to właśnie w czasie lata, gdy na dworze jest bardzo ciepło, dzieci chorują. Za niska wilgotność powietrza powoduje, że tracą niezwykle istotną barierę ochronną, jaką jest wilgotna śluzówka nosa czy oczu. Optymalne warunki dla dziecka, ale nie tylko – dorośli też najlepiej się czują właśnie w takiej atmosferze – to 20-21stopni Celsjusza plus 40-60% wilgotności powietrza. Niższe lub wyższe parametry są niemile widziane, zwłaszcza dla niemowlaka. Dlatego chcąc ochronić małe dziecko przed dyskomfortem w postaci zbyt suchego noska, infekcjami i złym samopoczuciem, zadbajmy o właściwą wilgotność powietrza oraz optymalne warunki we własnym domu. No i oczywiście trzeba zadbać o to, by dziecko było właściwie ubrane, napojone, ochłodzone.

  • Jeśli masz okna od południa lub wschodu – zasłaniaj rolety i zasłony, dzięki temu pokój się nie nagrzeje tak bardzo.
  • Wieczorami i w nocy otwieraj okna, temperatura się nieco obniża, jest przepływ świeżego powietrza.
  • Często kąp dziecko, podczas upałów łatwo o odparzenie i potówki, a to powoduje dodatkowy dyskomfort.
  • Zmieniaj często pieluszkę, ponieważ w upału zgromadzi nie tylko to, co dziecko wydali, ale też pot.
  • W nocy ubieraj dziecko jak najlżej, w samą pieluszkę, ewentualnie cienkie body.
  • Pamiętaj o tym, że dziecko musi pić!
  • Korzystaj z wentylatora i nawilżacza. Dobrym rozwiązaniem jest też rozwieszenie mokrych ręczników na suszarce lub na kaloryferach (nie dlatego, że grzeją, ale dlatego, że tam jest najwygodniej je rozwiesić), ale to rozwiązanie krótkotrwałe i często niewystarczające.
Wentylator 

To bardzo dobre rozwiązanie, żeby wprowadzić do pomieszczenia nieco orzeźwienia. To urządzenie samo w sobie nie obniża temperatury, ale powoduje ruch powietrza, który my odczuwamy na skórze jako „powiew chłodu”, była o tym już mowa tutaj. Jednak wentylator nie może stać blisko dziecko, bo może się przez to rozchorować. Przewianie grozi zapaleniem ucha, a to chyba jedna z najnieprzyjemniejszych rzeczy, jaką możemy dziecku zafundować. Wentylator – tak, ale nie cały czas i w sporej odległości.

Nawilżacz

Nawilżacz powietrza wydaje się być bardzo dobrym rozwiązaniem na upały. Ale nie byle jaki. Okazuje się, że optymalny jest jednak nawilżacz ultradźwiękowy, nie parowy, choć ten ostatni jest z pewnością tańszy w zakupie. Ale od początku. Nawilżacz, jeśli jest wyposażony w higrostat oraz timer, powoduje, że nawilżenie powietrza nie przekroczy pożądanego poziomu, czyli górnej granicy 60%, no i pracuje tyle ile my sobie życzymy a nie tyle, ile wlezie. Wilgotność poziomu 60%, zwłaszcza w upały, powoduje efekt tropików, chyba jeszcze gorszy niż efekt „pustyni”, czyli gdy wilgotność spada poniżej tych 30-40%. Nawilżacze ultradźwiękowe są lepsze od tych parowych, ponieważ para, jaką produkują jest chłodna. W przypadku tych drugich natomiast jest ona bardzo gorąca i raz: dziecko może się nią poparzyć, jeśli jest już chodzące lub raczkujące, a dwa powoduje, że robi się duszno i bardziej gorąco. Dwa: nawilżacze ultradźwiękowe są o wiele cichsze niż te parowe! Przy ultradźwiękowym nawilżaczu poziom hałasuma maksymalnie 50 db, a zatem można przy nim spokojnie spać. Parowy buczy, i to naprawdę może wielu osobom przeszkadzać. Choć z drugiej strony niektóre niemowlaki najlepiej śpią przy suszarce lub odkurzaczu, więc w sumie może to nie jest najgorszy pomysł?... :) Jeśli się jednak ktoś zdecyduje właśnie na nawilżacz parowy, to koniecznie trzeba sprawdzić, czy ma higrostat, bo większość z nich nie ma. Generalnie jednak, ze względu na głośność i na typ pary lepszy dla dziecka jest nawilżacz ultradźwiękowy, optymalnie z jonizatorem. Jest jeszcze jedna kwestia: nawilżacz może pomóc w obniżeniu temperatury powietrza! Wystarczy dać do pojemnika kilka kostek lodu!

Nawilżacz ultradźwiękowy z higrostatem na upały pomoże dziecku lepiej się wyspać, ograniczy ryzyko infekcji, zagwarantuje komfort, ochłodzi. A rodzicem podniesie komfort życia. Chory niemowlak podczas upału to mało zachęcająca perspektywa.


piątek, 29 maja 2015

Jak postępować z ziołami?



Do trzech razy sztuka. To już trzeci post o ziołach, aromaterapii i generalnie o alternatywnych sposobach na wspomaganie swojego zdrowia. Głównie dla alergików, ale również ci, którzy nie muszą uciekać gdzie pieprz rośnie przed pyłkami roślin, znajdą tu coś dla siebie (zioła, mimo że są „roślinkami” właśnie, pomagają w alergiach). Tym razem będzie bardzo praktycznie, czyli o tym, jak postępować ziołami... Czyli będzie wiedźmowato. (dla nastroju : Loreena McKenit i jej niesamowity "Mistic Dream" w oprawie prerafaelitów...)




 

Zbiór

Rozpuść włosy i w świetle księżyca, boso idź na łąkę i tak zrywaj te zioła, na których padły promienie księżycowe... 

Wróć. Niekoniecznie i wcale nie boso (łatwo się skaleczyć), wcale nie nocą (bo nie zobaczysz co zbierasz), a co do tych włosów, to już naprawdę lekka przesada. 

Zbieramy zioła w miejscach czystych, gdzie mamy pewność, że nie padły tam żadne pestycydy czy inne świństwa, a zatem z daleka od ulic, wysypisk śmieci, pól uprawnych czy fabryk. Gdy już znajdziemy takie miejsce, to odwiedźmy je w możliwie suchy dzień i zbierajmy zioła ze słonecznych stanowisk – mają wtedy więcej aktywnych substancji. Te pożółkłe zostawmy naturze do wchłonięcia, również te słabsze i wyglądające niezdrowo. Zbierajmy najlepiej z jakimś zielnikiem pod ręką, chyba że dobrze znamy te zioła, które chcemy zebrać. Acha, i nie wyrywamy korzeni. Szkoda. Korzenie oczywiście zbiera się (taki korzeń prawoślazu na przykład), ale tylko wczesną wiosną lub jesienią. Są jeszcze owoce i nasionka ziół. Jeśli chodzi o owoce popularny jest głóg i jarzębina, a nasiona zbiera się np. z lnu lub kozieradki. Kwiaty z kolei są zbierane na samym początku kwitnienia, niezmiernie delikatnie.Jednak w przypadku ziół najbardziej popularna jest albo cała naziemna część rośliny (tzw. ziele) –  zbieramy ją w pełni kwitnienia lub na samym początku, albo same liście – zbieramy, gdy już pojawiają się pąki kwiatowe.


Suszenie


W przewiewnym miejscu należy rozłożyć cienką warstwę naszych pokrojonych na mniejsze kawałki zbiorów (na papierze lub prześcieradle na przykład), najlepiej bez dostępu światła, czyli jakiś stryszek lub drewniana chatka na kurzej nóżce... Owoce jednak suszy się w temperaturze 60 stopni, a zatem przydałby się jakiś piekarnik, z termoobiegiem, żeby lepiej wysuszył. Po wysuszeniu – mielimy niezbyt drobno. Przechowywanie – około dwóch lat.



Przyrządzanie



Maceracja – najczęściej z korzeni lub nasion. Surowiec zalewamy wodą o temperaturze pokojowej (nie wrzątkiem!!!!) w proporcji 1 część surowca na 20 części wody. Po zalaniu zostawiamy na 30 minut, często mieszamy, a po tym czasie przecedzamy do naczynia (np. butelki z korkiem).


 Odwar – czyli wyciąg wodny z korzeni, owoców, kwiatów, nasion, kot, liści. Rozdrabniamy surowiec (jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy), zalewamy wodą o temperaturze pokojowej (to ważne) w proporcji 1 część surowca na 10 części wody. Następnie ogrzewamy, nie dopuszczając do wrzenia przez około godzinę i często mieszając. Następnie przecedzamy.


Napar – liście, kwiaty rzadziej korzenie zalewamy wrzącą wodą i zostawiamy pod przykryciem 15 minut, mieszamy i przecedzamy.


Syrop – bierzemy wcześniej przygotowany macerat, w którym rozpuszczamy cukier, a roztwór przesączamy przez płótno. Nie róbmy syropu hurtowo, bo łatwo się psuje. 


Olejek eteryczny – tu jest zdecydowanie więcej roboty. Należy mocno rozdrobnić zioła, najlepiej świeżo zebrane. Następnie wkładamy je do słoja, mniej więcej do połowy i zalewamy alkoholem tak, by zostało miejsce na „wstrząsanie” mikstury. Odstawiamy w suche i chłodne miejsce na jakieś 30 dni, ale codziennie mieszamy słój (czy butelkę/garnek, co tam mamy). Po tym czasie odcedzamy tak, by było jak najmniej osadów, a najlepiej wcale. Taka mikstura może już stanowić bazę olejku, ale jeśli chcemy mocniejszego ekstraktu, to dysponujemy ziół, odstawiamy na kolejne 30 dni. Taki cykl można powtórzyć ze trzy razy. Po tym czasie można z tego już zrobić sobie nawet perfumy, ale myśmy chcieli olejek. Zatem bierzemy oliwę z oliwek (tak mniej więcej 50 ml) i dodajemy do niej dosłownie parę kropel koncentratu, odstawiamy na kilka dni i mamy olejek eteryczny. Czy lepszy niż taki kupiony? Nie wiadomo. Te gotowe, renomowane i najwyższej jakości,  są tworzone w bardziej kontrolowanych warunkach i jest pewność, że rośliny do nich użyte są z ekologicznych upraw. 


Troszkę roboty z tymi ziołami jest, ale jest w tym sporo radości i satysfakcji.

Dla tych, co lubią prozdrowotne pomysły i alternatywne formy leczenia polecamy też roztwory solankowe na lepsze oddychanie. Ciut więcej op nich można przeczytać tutaj: Właściwości soli – domowa terapia solą.

Generator aerozolu solanki Saltair | NIDO

 Ultradźwiękowy generator aerozolu solnego Saltair



 

Polecamy też wysokiej jakości dyfuzory i olejki eteryczne Air Naturel. Jeśli komuś się nie chce robić olejków na własną rękę... :)

 

Ultradźwiękowy dyfuzor olejków eterycznych Luna | NIDO

 Luna - ultradźwiękowy dyfuzor olejków eterycznych

 

 








środa, 27 maja 2015

Aromaterapia w alergii? Czemu nie!


O tym, że aromaterapia jest jedną z tych mniej popularnych wśród lekarzy dziedzin medycyny naturalnej (o ile można mówić o jej popularności na uczelniach medycznych w ogóle...), nie zamierzamy tu pisać. Można o tym poczytać w wielu miejscach sieci. Znajdziecie tam zarówno teksty zdecydowanie sprzeciwiające się tej metodzie, jak i te wychwalające ją pod niebiosa.

Niezależnie od liczby sprzecznych opinii z pewnością coś w aromaterapii jest i znaleźć można rzesze osób, którym olejki eteryczne pomogły w wielu dolegliwościach - jest to niezaprzeczalne. Oczywiście trudno mówić o tym, że aromaterapia jest panaceum na wszystko i że wyleczy z każdej choroby. Pod tym się nie podpiszemy. Niemniej jest dobrym, bezpiecznym, naturalnym i bardzo przyjemnym sposobem na to, by wesprzeć organizm w procesie leczenia, rehabilitacji czy w profilaktyce wielu chorób. 

Dotyczy to także alergii, a zatem choroby, od której coraz mniej osób jest w stanie uciec. System odpornościowy osób cierpiących na alergię jest obciążony o wiele bardziej niż kogoś, kto może wdychać, jeść i pić co mu się żywnie podoba, bez obaw o zdrowie. Alergik nie dość, że musi walczyć z czynnikami wrogimi tylko dla niego, to jeszcze musi walczyć z „normalnymi” agresorami w rodzaju wirusów, bakterii i toksyn, które atakują organizm ludzki na co dzień. Dlatego każda forma wsparcia jest mile widziana, zwłaszcza taka, która pozwoliłaby nieco ograniczyć sztab farmaceutyków, które nasz alergik musi w siebie wtłaczać dla pożądanego efektu: czystego nosa, niezałzawionych oczu, braku swędzącej skóry itd. 

Olejki eteryczne mają cudowną zdolność wzmacniania systemu odpornościowego, pomagają ciału rozpoczęcie procesu gojenia się i zdrowienia, a są wśród nich takie, które z powodzeniem walczą z katarem siennym czy astmą. 

W katarze siennym pomogą:

Eukaliptus
Eucalyptus-radiata


Lawenda


Mięta

Menthol Powder Melted L-Menthol 96%



Rozmaryn

 

Tymianek  
orange-thyme

 

Drzewo herbaciane


W astmie przyda się:

Róża

 Pink flower bloom of wild common rose

Olejek kadzidłowy (nasz bursztyn)



Szałwia 

Znalezione obrazy dla zapytania sage


Wzmacnianie systemu odpornościowego

Tymianek: badania wykazały, że olejek tymiankowy może pomóc w rozrzedzeniu  śluzu, działa przeciwzapalnie i stymuluje produkcję białych krwinek, a tym samym wzmacnia naturalną odporność organizmu na alergeny.

Eukaliptus: wykazuje właściwości stymulujące układ immunologiczny. Stosuje się go w w przypadku  infekcji górnych dróg oddechowych, w katarze, kaszlu, zapaleniu zatok, a także  przy bólach reumatycznych. Pobudza mechanizmy odpornościowe ustroju, rozkurcza oskrzela, rozrzedza wydzielinę śluzową i udrażnia zatoki. 

Olejek eteryczny Pure Air BIO Air Naturel | NIDO   Olejek eteryczny Breathe BIO Air Naturel | NIDO 



Metody terapii

Aromaterapię w alergii stosuje się w postaci masażu lub/i inhalacji.  Do terapii wziewnej należy rozcieńczyć jedną kroplę olejku w szklance wrzącej wody, a następnie wdychać pary. Eukaliptusa lub lawendy oleje są powszechnie stosowane w przypadku astmy. Wybierając masaż aromaterapeutyczny, należy dodać 10 kropli olejku z około 30 gramami oleju nośnikowego (oliwy z oliwek na przykład).


Działania niepożądane


Kathi Keville, dyrektor Amerykańskiego Stowarzyszenia Ziołowego (National Association of Holistic Aromatherapy), ostrzega, że wielu astmatyków jest wrażliwych na zapachy, dlatego należy wcześniej wypróbować zapach (tzw. sniff test), czy nie wpływa negatywnie na organizm. Sprawdź też etykiety, by potwierdzić, że olejek jest wysokiej jakości i że nie zawiera syntetycznych substancji zapachowych i innych składników, które mogą powodować reakcje alergiczne.

Dyfuzor dla ułatwienia

Warto też mieć narzędzie do jak najefektywniejszego rozpylenia olejku w powietrzu. Dobrej jakości dyfuzor z pewnością będzie miał dodatkowy wkład w poprawę zdrowia.