środa, 18 stycznia 2017

Więcej niż tylko kilka słów o zanieczyszczeniu powietrza



Od dobrych kilku/nastu tygodni na temat smogu trąbią wszystkie media, twittery i facebooki, zarzucając nas porażającą liczbą "najnowszych" wieści. Rząd coś tam stara się zrobić... Naukowcy biją na alarm. Ekolodzy manifestują. Sprzedaż maseczek antypyłowych rośnie. Biegacze nie biegają...

A my? Wychodzimy rano na spacer i się... krztusimy. I tak po prawdzie rok po roku, bo to wcale nieprawda, że smog naraz stał się problemem. Smog był i jest problemem, i to od dawna. Z tym że akurat tej zimy, która mroźnie nas w tym roku potraktowała, stał się jakby bardziej jątrzący. Choć już od naprawdę wielu lat wszyscy o tym wiedzą.

No ale w końcu praca wielu organizacji ekologicznych, fundacji, rządów itede itepe nie poszła (mamy taką nadzieję) na marne. Zatem ze względu na spore zainteresowanie tematem, któremu wcale nie ma co się dziwić, prezentujemy przegląd przez rodzaje zanieczyszczeń powietrza, nazywając je, wskazując ich źródła i skutki.

Oto garstka wiszących w powietrzu trucizn, z którymi, zwłaszcza żyjąc w dużych miejskich aglomeracjach, nasze płuca (i całe organizmy) muszą sobie jakoś radzić, a najczęściej nie wychodzi im to wystarczająco dobrze.

Tlenki azotu
Z niezbędnym nam tlenem niewiele (z punktu widzenia zdrowotnego) mają wspólnego. Są to najbardziej zjadliwe, niebezpieczne związki skażające atmosferę. Są groźniejsze zarówno od dwutlenku siarki, jak i od tlenku węgla (potocznie zwanego czadem). Są odpowiedzialne za zjawisko smogu, o którym dość często słyszy się w mediach, na przykład w kontekście Krakowa. Chemicznie stanowią one grupę nieorganicznych związków chemicznych zbudowanych z tlenu i azotu... Tak - tlenu, który jest nam niezbędny, i azotu, który naturalnie występuje w powietrzu i jest jego podstawowym składnikiem (78,09%).

Najbardziej niebezpieczne spośród tlenków azotu są dwutlenek i tlenek azotu, i to one są najczęstszym problemem w aglomeracjach miejskich, ponieważ powstają na skutek działalności człowieka i wymagają wysokiej temperatury. Są efektem takich procesów przemysłowych jak między innymi:koksowanie węgla, energetyczne spalanie paliw, korzystanie z silników spalinowych,używanie wielu nawozów sztucznych.

Dlaczego są tak niebezpieczne dla organizmu?

Dwutlenek azotu (tlenek azotu IV; ditlenek azotu, NO2) wywołuje silne reakcje organizmu w postaci obrzęku płuc, obniżenia ciśnienia krwi ponieważ rozszerza naczynia krwionośne, działa degenerująco na układ nerwowy. Jeśli jest obecny w powietrzu, to w przypadku np. burzy (wyładowania atmosferyczne) czy mgły (para wodna) tworzy kwas azotowy - główny składnik kwaśnych deszczów. 

Tlenek azotu II (inaczej monotlenek azotu, NO) ma swoje dwie strony, jest troszkę jak dr Jekyll i Mr Hyde. Z jednej strony to zupełnie naturalny składnik w przyrodzie i jest produkowany w zwierzęcych organizmach. Jego niedobór powoduje wiele schorzeń układów oddechowego, żołądkowo0-jelitowego czy sercowego. Jednak z drugiej strony jego nadmiar może spowodować wstrząs septyczny, zbyt długie przebywanie w jego oparach powoduje zmiany i uszkodzenia organów wewnętrznych, ma działanie kancerogenne (powoduje powstawanie szkodliwych nitrozoamin i wywołuje zmiany mutagenne.

Dwutlenek siarki

To związek, z którym pewną styczność, choć w innej formie niż my, miał pewien smok żyjący w Krakowie. Smok ten, zwany Wawelskim, został otruty baranem nafaszerowanym siarką... Efekt dla niego był mizerny, a dla nas? Smok Wawelski miał do czynienia z siarką "samą w sobie", natomiast my, a konkretniej nasze płuca, mamy do czynienia z efektem jej spalania, czyli z dwutlenkiem siarki (SO2). 

Być może dzisiaj nasz smok by specjalnie się siarką nie przejął - bo zapowiadają że na przykład jutro, czyli 12 lutego 2015 roku, stężenie w ciągu godziny nie przekroczy alarmującego poziomu 50 µg/m³ ("zaledwie 36,52), ale i tak cały obszar Krakowa w takich prognozach jest zaznaczony na czerwono, czyli "źle". Lepsze "źle" niż "bardzo źle", ale... Smok by się nie przejął, bo a) pewnie się uodpornił, b) i tak jest stworzeniem legendarnym, więc go współczesny Kraków niewiele obchodzi. Za to nas jak najbardziej, bo Kraków jest tu tylko przykładem. Na podobnym poziomie stężenie siarki utrzymuje się też w Nowym Sączu i Tarnowie. Pozostała część Polski niby ma lepiej, ale i tak NIK ciągle alarmuje, że w ciągu ostatnich lat nawet nie zaczęliśmy się zbliżać do standardów unijnych. 

Czym jest ów dwutlenek siarki?

To bezbarwny, silnie toksyczny gaz o duszącym zapachu. Jeśli nim sobie pooddychamy dłużej niż kilka dobrych godzin, nawet jeśli ma niskie stężenie (poniżej alarmującego 50 µg/m³) nieżyt oskrzeli mamy zagwarantowany, pospołu z uszkodzeniem dróg oddechowych. SO2 przenika do krwi i krąży sobie po całym organizmie radośnie zasiedlając tchawicę, wątrobę, mózg, węzły chłonne. Powoduje nasilenie dolegliwości astmatycznych i ogranicza wydolność płuc. Poza tym bóle głowy, niepokój uczucie dyskomfortu - gwarantowane. 

Przy dużym stężeniu możemy nabawić się problemów z oczami, bo może dojść do zmian w rogówce. I teraz last but not least - kwaśne deszcze. Oczywiście to nie jest już taki problem, jak kilka lat temu, kiedy nie było jeszcze filtrów na kominach elektrowni czy elektrociepłowni, a dwutlenek siarki po prostu leciał w powietrze, a potem wchodził w reakcje z wodą. Za to nadal sami jesteśmy za nie odpowiedzialni, paląc w domu w piecach czy kotłach węglem... Bo niestety węgiel wydobywany jest wraz z zanieczyszczeniami, a jednym z nich jest siarka właśnie. Poza tym jeździmy samochodami, prawda A paliwo, zwłaszcza kiepskiej jakości, też zawiera siarkę. Możemy spróbować nieco zadbać o środowisko i postarać się używaj paliwa dobrej i sprawdzonej jakości - o niskiej zawartości siarki. 

W dużych aglomeracjach miejskich, gdzie na osobę przypada jeden samochód, plus środki komunikacji miejskiej, kotłownie na węgiel itp. powodują bardzo duże stężenie siarki w powietrzu. 

Zamykając się w domach możemy liczyć na to, że to stężenie będzie nieco mniejsze, ale i tak obecność dwutlenku siarki jest wysoce prawdopodobna, niestety. Oczywiście w domach też nie jesteśmy super bezpieczni, bo tutaj z kolei, poza zanieczyszczeniami docierającymi z zewnątrz, mamy własne, "domowe" źródełka problemów z powietrzem....

Pył zawieszony
I tu docieramy do... smogu. W Polsce najczęstszym problemem jest ponadnormatywne stężenie pyłów PM10 i PM2,5 oraz benzo(a)pirenu (B(a)P), czego skutki są mało optymistyczne, bo stan ten powoduje choroby płuc, układu krążenia, nowotwory. W miastach, które zostały skontrolowane poziom B(a)P przekroczony był o 500%, a wśród nich najgorzej wypadł piękny (i przecież tak blisko gór!) Nowy Sącz – limity przekroczone w nim były jedenastokrotnie. 

Co kryje się pod nazwami: PM10 i PM2,5? Pył PM10 stanowi mieszaninę zawieszonych w powietrzu cząstek substancji organicznych i nieorganicznych, może zawierać takie toksyczne substancje jak węglowodory aromatyczne, dioksyny, metale ciężkie, furany. Największy z nim problem jest taki, że może zawierać cząstki maleńkie, mniejsze niż 10 mikrometrów, a więc takie, które z łatwością przenikają do naszych płuc. Jeszcze gorzej jest z pyłem PM2,5, bo ten zawiera cząstki mniejsze niż...2,5 mikrometra i przenika do naszych płuc i krwi.

Niestety, mimo olbrzymich pieniędzy wydawanych na poprawę tego smutnego stanu rzeczy, nie widać końca tych problemów. Wdrażane są mało skuteczne pomysły (np. w Nowym Sączu, gdzie problemem jest palenie węglem zimą, dofinansowano tylko kilkadziesiąt kolektorów słonecznych, zamiast rozpocząć wdrożenie programu ograniczającego jego emisję), albo koncentrowano się tylko i wyłącznie na ograniczaniu emisji z zanieczyszczeń komunikacyjnych, bez uwzględniania innych. Można by jeszcze wiele na ten temat zresztą pisać.  

A zatem, wracając do tytułowego pytania: czy mamy się w Polsce czego bać ze strony zanieczyszczeń powietrza? Wychodzi na to, że zdecydowanie tak, a przynajmniej dotyczy to osób mieszkających w wymienionych miastach lub w ich pobliżu...

A co my sami, jako obywatele możemy w tej kwestii zrobić? 

Mamy kilka rad, które powinny być oczywiste, ale obserwując zachowanie wielu ludzi można w to głęboko zwątpić.  Oczywiście nie każdy jest w stanie wdrożyć je wszystkie, ale zawsze warto się starać.

1)  nie spalać odpadów i reagować na takie zachowanie sąsiadów,
2)  korzystać z komunikacji zbiorowej lub roweru zamiast wszechobecnego samochodu (oczywiście tam, gdzie to możliwe)
3)  ograniczyć zużycie ciepła, ocieplając dom i zużywając mniej paliw
4)  używać paliwa węglowego dobrej jakości,
5) nie spalać o ogrodzie odpadów zielonych, jeśli w gminie organizowane są jej zbiórki
6)  przejść na ogrzewanie z sieci miejskiej lub gazowe



piątek, 25 listopada 2016

Aromaterapia i nawilżanie powietrze – skuteczna para na jesień!




O tym, że w sezonie grzewczym bardzo ważna jest dbałość o nawilżenie powietrza już pisaliśmy. Jednak można jeszcze bardziej zadbać o zdrowie i kondycję skóry, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. Jak? Okazuje się, że stosowanie aromaterapii w połączeniu z nawilżaniem powietrza to skuteczny sposób na piękną skórę, zdrowe drogi oddechowe i lepsze samopoczucie w okresie przejściowym.

Zamknięte pomieszczenie jesienią czy zimą to prawdziwa udręka dla naszych organizmów. Powietrze wysusza śluzówki, powodując większą podatność na choroby układu oddechowego, a skóra zaczyna być sucha jak wiór. Oczywiście wszystko zależy od pomieszczenia, w jakim przebywamy, niemniej tzw. wielka płyta i pomieszczenia klimatyzowane to prawdziwe suszarnie, gdzie poziom wilgotności potrafi spaść czasem poniżej 35%. Dlatego trzeba nawilżać, nawilżać i jeszcze raz nawilżać. Ale nie tylko.

Olejki eteryczne stosowane wraz z nawilżaniem dają wymierne efekty. 

1) Korzystnie oddziałują na skórę. Poprawiają jej koloryt, gładkość oraz oczywiście poziom nawilżenia.
2) Poprawiają nastrój, który z powodu mniejszej ilości słońca w ciągu dnia może gwałtownie spaść. Tak zwana depresję jesienną znają chyba wszyscy…
3) Mają działanie przeciwbakteryjne, a zatem zapobiegają roznoszeniu się infekcji, zwalczając wirusy, bakterie grzyby itp. 

Dzięki temu, że są wraz z parą wodną rozprzestrzeniane po całym pomieszczeniu, nasza skóra i drogi oddechowe mają z nim stały, ale nie nazbyt intensywny kontakt, dzięki czemu nie ma zagrożenia podrażnienia czy skóry czy np. nosa. Olejek jest rozcieńczony i harmonijnie „rozkłada się” w powietrzu. 

Jak dozować? Zaleca się 5 kropli olejku lub mieszanki olejków na dobę na 10 m3 w około 3-4 porcjach, czyli w pokoju mniej więcej 20-metrowym trzeba zużyć około 5 kropli 3 razy na dobę. 

UWAGA: dawkę można zmniejszyć,  ale nie zwiększyć. Nierozcieńczone olejki i ich nadmierne ilości mogą powodować różnego rodzaju podrażnienia i uczulenia.  

Wśród nawilżaczy, jakie oferuje rynek, istnieje całkiem spora grupa takich, które poza tym, że nawilżają, to są jeszcze dyfuzorami olejków eteryczny. Te nawilżaczo-dyfuzory zazwyczaj mają albo osobna „szufladkę” na olejki eteryczne. Nie zaleca się dodawania olejków eterycznych bezpośrednio do wody w nawilżaczach powietrza - większość zbiorników nie jest odporna na ich działanie. 






niedziela, 20 listopada 2016

Jak kupować oczyszczacz powietrza?



Za każdym razem, kiedy wyjeżdżam gdzieś z mojego miasta w góry albo na przysłowiową „wieś”, natychmiast po wyjściu ze środka lokomocji uderza we mnie zapach (nie, nie chodzi mi o te typowo wiejskie, pochodzące z obory dajmy na to...).  Zapach powietrza pozamiejskiego to cudowna mieszanka woni roślin, drzew i tego czegoś nieuchwytnego. Teraz jesienią, a właściwie już prawie zimą, to oszałamiających zapach ziemi i liści...  Zawsze zastanawiało mnie, o co chodzi, dlaczego będąc w mieście tego się nie czuje... Albo czuje się, ale jest to przykryte pyłem i brudem i zwyczajnie tego się nie dostrzega. Na polnej drodze też jest pył, ale on pachnie inaczej...



Tak chyba po prostu pachnie czystość. Bardzo fajnie by było mieć ją w domu na co dzień.

Nie żebym wierzyła w to, że oczyszczacz powietrza nagle mój domowy „smrodek” przekształci w oszałamiającą atmosferę sosnowego lasu, oczywiście to mity i nie należy w to wierzyć, a poza tym od tego są olejki eteryczne i dyfuzory powietrza. ALE oczyszczacz powietrza to ostatnia deska ratunku tam, gdzie się ma zwyczajnie dość wiecznego kaszlu, załzawionych oczu, wszędobylskich bakterii, wirusów i innych brudów, które nieustannie wdzierają się do naszych domów. Zwłaszcza jeśli się ma małe dziecko albo alergika w domu, to staje się zwyczajnie rzeczą niezbędną. 

Oczyszczacz powietrza przydaje się też w mieszkaniach po remoncie, żeby pozbyć się toksyn z powietrza będących pozostałościami po farbach, tynkach, gipsach, klejach i reszcie. Oczyszcza powietrza przydaje się też zawsze wtedy, gdy mieszka się nad ruchliwą ulicą, w pobliżu kopalni, dworca kolejowego, drogi tranzytowej itp. Nie łudźmy się, nie znajdziemy się w sosnowym lesie (lepiej zresztą sobie pojechać i powąchać go na żywo), ale przynajmniej będziemy mieć jako taką gwarancję, że do naszych płuc wraz z powietrzem nie dostały się właśnie jakieś złośliwe prądki jakiejś paskudnej choroby, roztocza kurzu domowego, czy pyłki, po których będziemy kichać jak z armaty.

Oczyszczacz to całkiem przydatne urządzenie jest i warto się w nie zaopatrzyć. Najpierw jednak, trzeba by się o nim coś niecoś dowiedzieć.Oczyszczacz,  w zależności od rodzaju filtrów, jak sama nazwa wskazuje oczyszcza powietrze z pyłów, kurzu, roztoczy, grzybów, bakterii, wirusów, nieprzyjemnych zapachów. O rodzajach filtrów można przeczytać sobie więcej tutaj. 



Kupując oczyszczacz, należy zwrócić uwagę na kilka podstawowych spraw:


  1. Po pierwsze wielkość pomieszczenia, w którym będzie ustawiony. Przy czym niestety prawda jest taka, że im wydajniejszy oczyszczacz, tym droższy, bo za jakość i pewność, że urządzenie naprawdę będzie działało, płaci się. Tani i dobry? Nie bardzo. Albo: raczej rzadko. Zatem przed zakupem warto się dobrze zastanowić, do jakiej wielkości pomieszczenia go potrzebujemy, bo to odgrywa naprawdę wielką rolę. Są nawet tak malutkie oczyszczacze, które można sobie postawić na kempingu albo na jachcie, żeby pozbyć się pleśni i grzybów (z wilgoci), które w tego typu miejscach często się pojawiają. Na drugim biegunie są te, które nadają się do pomieszczeń wielkości 50 mkw, te są większe i zdecydowanie mocniejsze,  z lepszymi filtrami i większą siłą, ale jednocześnie z dużo większym poborem mocy.
  2. Po drugie rodzaj filtra – o tym tutaj. Na dokładkę można jeszcze napisać, że filtrem sine qua non są HEPA. A generalnie, to większość składa się z filtra wstępnego (nie w każdym oczyszczaczu), który wyłapuje większe zanieczyszczenia jak kurz czy sierść, głównego (który jest w każdym urządzeniu tego typu) wyłapujące nieco mniejsze brudy jak pyłki, zarodniki itp. oraz filtra antyzapachowego (dym papierosowy, przypalona fasolka po bretońsku itp.)
  3. Kolejna sprawa to głośność – to wbrew pozorom bardzo istotna sprawa, bo jeśli buczy lodówka i powoduje to u was dyskomfort, to warto się doczytać, jaki poziom hałasu generuje oczyszczacz, który chcecie kupić. O poziomie hałasu z kolei proponuję poczytać tutaj, to ciekawa i praktyczna wiedza. W każdym razie ideałem są te, których poziom hałasu nie przekracza tych 40 db, a idealnie, żeby oscylowało między 30 a 35. Wtedy naprawdę nie powinny przeszkadzać nikomu. Jeśli poziom ich hałasu ma około 50 db, to gorzej, ale tak bywa przy tych z większą mocą do dużych pomieszczeń.
  4. Dla oszczędnych: pobór mocy. Też istotna kwestia. Im większy pobór mocy, tym więcej zapłacimy za energię elektryczną, ale... większy pobór mocy wiąże się też z wyższą skutecznością. Generalnie pobór mocy waha się od 20 do 40 W (i więcej przy dużych urządzeniach).
  5. Wymiary urządzenia – na rynku są dostępne niewielkie urządzenia z teoretycznie dużą mocą, jednak im większy oczyszczacz, tym większą ma moc. Oczywiście są też bardzo dobre oczyszczacze średniej wielkości, ale trzeba się liczyć z kosztem. Choć akurat w przypadku tego typu urządzenia, lepiej jednak nie zaciskać tak mocno kieszeni, bo ma służyć lata no i być skuteczne.
  6. Akcesoria: są oczyszczacze z jonizatorami i aromaterapią. Bardzo przyjemne dodatki, bo nie dość, że powietrze pięknie pachnie, to jeszcze jest zjonizowane, czyli takie, gdzie jest zdecydowanie mniej jonów dodatnich, bo zneutralizowały je jony ujemne.  A tu już tylko krok do lasu sosnowego.  

To by było na tyle najważniejszych spraw. A o tym, gdzie postawić oczyszczacz powietrza i jak o niego dbać – w następnym poście. Bo ten przydługi się zrobił.

środa, 9 listopada 2016

Sezon na katar

Spotkał katar Katarzynę – A-psik!
Katarzyna pod pierzynę – A-psik!
Sprowadzono więc doktora – A-psik!
Pani jest na katar chora – A-psik!

Znamy (zakładam że tak jest) wszyscy ten nieśmiertelny wierszyk Brzechwy. Nieśmiertelny jak katar, który również wszyscy znamy. Niezależnie czy jest lato, czy wiosna czy zima, bowiem może pojawić się o każdej porze roku. A dzieje się tak bo katar katarowi nierówny. Nie dość, że występuje w różnych odmianach, to w dodatku jego przyczyny bywają najrozmaitsze.

Jesień, już zima (prawie), raz słońce, raz deszcz, wiatr, sezon grzewczy w pełni, temperatura skacze, a my nie wiemy rano, jak się ubrać – już w szalik czy jeszcze w lekki polarek? Zimowe buty? A może te półbuty jeszcze wystarczą? O przeziębienie nietrudno przy takich wahnięciach temperatur, więc ofiary kataru już widać na ulicach – z czerwonymi oczami, z chusteczką pod ręką, kichający, ledwie żywi, ale – takie mamy czasy – chodzący do pracy, korzystający z komunikacji miejskiej, odbierający dzieci z przedszkola. Więcej – zawożący te zakatarzone dzieci do przedszkola. Katar zbiera żniwo, nieleczony lub nieodpowiednio leczony pogłębia się, złazi na oskrzela i tak dalej. Sezon chorobowy w pełni. 

Sun Zi, chiński filozof i autor „Sztuki wojennej” napisał kiedyś: „Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem”. Myślę, że cytat ten idealnie pasuje do walki z katarem. Zacznijmy zatem od tego, z jakimi rodzajami kataru mamy do czynienia. 

Nazywam się… nieżyt nosa
W roku 2994, w Kopenhadze, Międzynarodowa Grupa Robocza ds. Leczenia Nieżytu Nosa (naprawdę taka istnieje! Znaczy, że problem jest ważki) uznała wszem i wobec, iż istnieje kilka grup nieżytów, a wśród nich samych jest ich... jeszcze więcej. Na przykład takie: 

Infekcyjny nieżyt nosa (tu występuje odmiana  ostra i przewlekła). Jeśli nie jesteś alergikiem, na 100% z którymś z nich miałeś do czynienia.  Ich najczęstszą przyczyną są wirusy (rhinowirusy, wirusy paragrypy oraz adenowirusy). Skutecznie uszkadzają nabłonek w nosie, co z kolei powoduje, że błona śluzowa w nosie jest narażona na ataki bakterii, które pogłębiają jej uszkodzenie. Organizm broni się przed wytwarzanymi przez nie, niszczącymi komórki nabłonka enzymami, wywołując stan zapalny. Pełen zestaw – leje się z nosa śluz, oczy łzawią, piecze, swędzi. 

Alergiczny nieżyt nosa: sezonowy i całoroczny. Co gorsza, jest toto dziedziczne, czyli jeśli ty masz alergię, prawdopodobnie twoje dziecię też je będzie miało. Powodują go małe żyjątka i mikroorganizmy, które zadomowiły się w naszych domach: pod szafkami, w materacach, poduszkach, kołdrach, łazience, gdzie się da. Są to: roztocza kurzu domowego, zarodniki pleśni, pierze, sierść zwierząt, a także różne alergeny w jedzeniu. Sezonowo działają pyłki: traw, drzew, chwastów. O tym, jak silny będziemy mieli katar decyduje ilość pyłków w 1 metrze sześciennym powietrza, jeśli przekroczy on magiczne 100 pyłków na metr sześcienny – katar mamy na bank. 

Polekowy nieżyt nosa spowodowany długotrwałym stosowaniem leków obkurczających naczynia krwionośne (czyli „zwykłe” krople do nosa) lub ogólnych (np. takie jak pseudoeferydyna), na obniżenie ciśnienia krwi. Organizm niejako się od nich uzależnia, co prowadzi do zatykania się nosa, obrzęku śluzówki, które ustępują po zażyciu leku. Co robić? Odstawić lek i… przeczekać. 

Hormonalny nieżyt nosa zależny od tzw. huśtawek hormonalnych, z którymi mamy do czynienia w czasie ciąży, podczas dojrzewania, w okresie po menopauzie. Niestety, często towarzyszy niedoczynności tarczycy i akromegalii, więc jeśli mimo leczenia katar nie ustępuje, trzeba by zrobić sobie szersze badania.  

Zawodowy nieżyt nosa. To rodzaj alergicznego kataru, który pojawia się na skutek reakcji na alergeny obecne w środowisku pracy. Cierpią nań na przykład weterynarze i naukowcy (jeśli alergenem są zwierzęta), piekarze i rolnicy (bo ziarna też mogą alergizować), pracownicy w fabrykach, sprzątacze, budowlańcy, ludzie od remontów wszelakich (z powodu alergenów zawartych w środkach chemicznych, klejach, rozpuszczalnikach). 

Nie lekceważ kataru!

Kataru nie można lekce sobie ważyć, ponieważ nieleczony może prowadzić do różnych stanów zapalnych i przewlekłych, jak infekcje bakteryjne powodujących zapalenie zatok lub ucha środkowego. Wtedy zatkany nos to „pikuś”, bo dochodzą bóle głowy, promieniujący ból od zębów, obrzęki, kaszel, gorączka i tak dalej. O komplikacjach nie wspominając. Dlatego walka z katarem u jego „zarania” wydaje się być bardziej racjonalnym pomysłem, niż tak popularne przeczekanie go. 

Oręż w walce z katarem


  • Gdy się katar zjawia, najlepiej natychmiast zadbać o ogrzanie się, czy to w gorącej kąpieli (choć mówi się, że to osłabia organizm) czy też zanurzając stopy w gorącej wodzie z dodatkiem olejków eterycznych (eukaliptus, mięta, sosna, albo taki, który zawiera te składniki, np. Breathe BIO Air Naturel).
  • Inhalacje też się sprawdzą, ponieważ odblokują nos i ułatwią pozbyć się wydzieliny, do inhalacji też można używać olejków.
  • Dbaj o skórę nosa, bo szybko ulegnie podrażnieniu. Stosuj tłuste maści w rodzaju Linomagu czy maści majerankowej.
  • Dużo pij, bo płyny rozrzedzą wydzielinę z nosa. Możesz pić herbatę z sokiem z czarnego bzu lub malinami, rosół.
  • Jedz czosnek i natkę pietruszki - to witamina c i antybiotyk. Świetnie działają, i smakują, czy na kanapce, czy jako dodatek do potraw.
  • Jedz warzywa i owoce bogate w witaminę C! Lub kwas acetylosalicylowy w tabletkach. Witamina C wzmacnia naczynia krwionośne i nie dopuszcza do rozprzestrzeniania się infekcji dalej.
  • Myj często ręce, aby nie doprowadzić do wtórnej infekcji i ochronić innych domowników.
  • Dbaj o właściwy poziom wilgoci w domu. Zbyt suche powietrze spowoduje, że katar będzie o wiele trudniejszy do zniesienia, bo o wiele trudniej się będzie pozbywać wydzieliny. Mały nawilżacz powietrza potrafi zdziałać cuda, niezależnie od tego, czy będzie to nawilżacz ewaporyzacyjny czy ultradźwiękowy. Ważne, żeby sobie w kącie cicho chodził i dbał, by śluzówki były odpowiednio nawilżone. 
  • Dbaj w domu o... czystość! Tak, tak, niestety bakterie i wirusy uwielbiają katary. Staraj się więc o utrzymanie jako takiego poziomu higieny, a jeśli mieszkasz w dużej aglomeracji miejskiej (na przykład na Śląsku lub w okolicach Krakowa), zastanów się baardzo poważnie nad oczyszczaczem powietrza... 
  • Stosuj sól morską do czyszczenia nosa. Krople do nosa mogą być stosowane maksymalnie przez 5 dni i często mocno ingerują w nabłonek. Sól morska jest zdecydowanie łagodniejsza i równie skuteczna, choć trzeba po nią sięgać nieco częściej. Dlatego po krople sięgaj tylko na noc.