piątek, 27 marca 2015

Nawilżone powietrze przez cały rok!




Przyjęło się, że wraz z sezonem grzewczym, który rozpoczyna się jesienią a kończy wczesną wiosną, rozpoczyna się też okres nawilżania powietrza w mieszkaniach. Wiąże się to z tym, że wraz z obniżeniem temperatury na dworze, w domach robi się zimno, a my podkręcamy grzejniki. Jednocześnie powietrze na zewnątrz ma niską wilgotność z powodu niskiej temperatury. Efekt – wysuszenie powietrza, a co za tym idzie – konieczność jego nawilżenia, bo dyskomfort związany z powietrzem zbyt suchym szybko daje o sobie znać. Kaszle, infekcje, sucha skóra, problemy z zasypianiem itd. To codzienność w zimie, zwłaszcza tam, gdzie nie zadbano o właściwy poziom wilgotności w mieszkaniu. 

Jednak gdy tylko na dworze robi się cieplej, natychmiast nawilżacze idą w kąt. Niby racja – wiosną temperatura się podwyższa, robi się wilgotno w powietrzu, to po co nawilżać? A w lecie przecież czasem pada deszcz? Jest z tym wiele prawdy, jednak warto sobie czasem o tych przydatnych i praktycznych urządzeniach przypomnieć nie tylko w okresie jesienno-zimowym. Zwłaszcza jeśli są wzbogacone o  dodatkowe filtry czyszczące, jonizator lub możliwość zastosowania oczyszczania srebrem (IonicSilver Cube). Dlaczego?


Wiosna
Piękna, słońce wyszło, wszystko kwitnie... No właśnie – wszystko kwitnie. Dla alergika – koszmar. Jest wiele osób, które mimo regularnego przyjmowania leków przeciwalergicznych w tym okresie bardzo cierpią i chętnie chronią się we własnych domach, zamkniętych na cztery spusty. Ponieważ często jeszcze aż tak ciepło nie jest – jest, nazwijmy to „względnie ciepło” –  dogrzewają się w domach, a zatem wilgotność powietrza się obniża. Wraz z suchym powietrzem przychodzi obniżenie odporności i alergik jest narażony dodatkowo na infekcje pochodzenia bynajmniej nie alergicznego. Żeby więc utrzymać wilgotność powietrza w mieszkaniu, w którym pyłki i inne alergeny są niemile widziane, warto by było włączyć nawilżać. Ale z drugiej strony ileż można siedzieć przy zamkniętych oknach, gdy na dworze piękne słońce? W sukurs przyjdzie nam wtedy oczywiście oczyszcza powietrza, który zredukuje do minimum liczbę alergenów, wchłonie pyłki i inne szkodliwe mikroorganizmy, kurze, drobnoustroje itp. Ale ideałem jest nawilżacz, który jednocześnie oczyszcza powietrze, włączony na minimum będzie delikatnie nawilżał, a jednocześnie ograniczy ryzyko alergii (np. Mira marki Stylies).

Ewaporacyjny nawilżacz powietrza Mira Stylies | NIDO

Lato
Lato to czas, gdy temperatura na zewnątrz bywa nie do zniesienie, wysokie temperatury powodują dyskomfort i nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś w tym czasie zaczyna chorować na zapalenie oskrzeli czy inną infekcję górnych dróg oddechowych. To wcale nie są typowe choroby jesienno-zimowe – równie łatwo zapaść na nie latem, gdy na przykład wejdzie się z rozgrzanego dworu do pomieszczenia klimatyzowanego... Zapalenie gardła gwarantowane. W tym okresie powietrze w naszych mieszkaniach zaczyna przypominać to pustynne, podobne do tego, z którym borykamy się u szczytu sezonu zimowego, i to mimo zakręconych grzejników. Upał włazi do naszych domów każdą możliwą szczeliną, ściany są nagrane. Zwłaszcza jeśli lato jest bezdeszczowe, a te ostatnio w Polsce są coraz częstsze... I znowu warto wyciągnąć nawilżacz z szafy, ustawić go sobie na środku pokoju, nieco się ochłodzić i powalczyć z suchym powietrzem. Warto o to zadbać zwłaszcza w nocy, włączając nawilżacz na minimum – w ten sposób delikatnie zadba o śluzówki nosa, co jest ważne zwłaszcza przy dzieciach. 


Jesień i zima
Sezon grzewczy oznacza konieczność nawilżania powietrze. Podczas gdy latem jest jakaś szansa na tzw. letni deszcz i burze, które to suche, nagrzane powietrze jakoś nawilżą, w zimie jest to problematyczne – niska temperatura powietrza oznacza niską wilgotność, więc z „dworu” żadna wilgoć do nas nie przyjdzie. Musimy sobie ją zapewnić sami, jeśli nie chcemy uschnąć jak kwiatek bez wody. I znów nawilżacz pójdzie w ruch. Albo dowolny inny sposób na nawilżenie powietrza – babcie używały mokrych ręczników, są też ceramiczne pojemniki na wodę nakładane na kaloryfery, ale na dłuższą metę sposoby te są mało wydajne i pracochłonne. 


Powietrzem oddychamy przez cały rok. Warto, żeby jego jakość była zawsze jak najwyższa. Przecież od tego w dużym stopniu zależy nasze zdrowie. 





piątek, 6 marca 2015

Właściwości soli – domowa terapia solą



Ile razy to słyszeliście? Sól to biała śmierć, sól jest niezdrowa, nie sól za dużo, bo źle wpływa na ciśnienie i tak dalej. Rzeczywiście, sól przyjmowana wraz z pokarmem w zbyt dużych ilościach powoduje masę schorzeń i dolegliwości, o których można przeczytać wszędzie, gdzie są podejmowane tematy dotyczące zdrowia. Czyli w sumie u nas też, tylko że my nie piszemy na temat jedzenia, ale... oddychania. To wiecie oczywiście. A czym oddychanie od jedzenia się różni wie już gimnazjalista. Chociaż jedno i drugie podtrzymują życie, to jedno wchodzi do żołądka, a drugie do płuc, bez jednego jesteśmy w stanie trochę funkcjonować, natomiast bez powietrza – to kwestia kilku minut i już po nas. 

Salt-Room-LaJolla

Dlatego wobec panującej obecnie mody na wszelkiego rodzaju diety (bezglutenowe, wegańskie, bezjajeczna, paleo i tak dalej) - my się zastanawiamy, czemu by tak nie zrobić sobie takiej „diety” w oddychaniu? A mianowicie: diety solnej?

Już od dawien dawna wiadomo, że sól wdychana wraz z powietrzem wzmacnia odporność organizmu. Jej obecność jest silnie widoczna nie tylko w historii medycyny, ale też w całej kulturze. Symbolika soli obejmuje cały wachlarz znaczeń, wśród których na pierwszym miejscu są te związane z oczyszczeniem, świętością, boskością wręcz. Oczywiście są też skojarzenia negatywne („zmienić w słup soli”  z Biblii lub „pustynia solna” jako symbol bezpłodności) niemniej zdecydowanie bardziej metafory i znaczenia z nią związane są pozytywne. Zresztą, tu nie ma miejsca na mędrkowanie, co bardziej zainteresowanych kierujemy choćby do „Słownika symboli” Kopalińskiego.

A tak w ramach ciekawości, czy wiecie, że słowo „solarium” po łacinie oznacza dosłownie: „pieniądze dla żołnierzy na zakup soli; żołd, płacę, pensję”? Hmmm... ciekawe, czy osoby, które wymyśliły nazwę „solarium” dla urządzeń wiadomego celu, zdawali sobie z tego sprawę...

Wracając do tematu. Starożytność odkryła pozytywny wpływ soli na działanie organizmu ludzkiego, a Hipokrates z powodzeniem stosował sól w leczeniu swoich pacjentów, na przykład w inhalacjach. W okresie rewolucji gospodarczej naukowcy odkryli, że ludzie pracujący w kopalniach soli mają większą odporność na wiele chorób. Skąd jednak człowiek wiedział, i to od czasów najdawniejszych, że sól mu jest niezbędna do życia? Pewnie to kwestia instynktu, bo czym innym wytłumaczyć, że ludy w każdym zakątku świata pozyskiwały sól? Na przykład Galowie, aby otrzymać sól, ogrzewali wodę morską nad ogniem, a Aztekowie... odparowywali ją z moczu.

W każdym razie: sól jest zdrowa, zwłaszcza ta w powietrzu. To dlatego klimat morski, pełen dobroczynnego jodu, tak wspaniale nas inhaluje. Olbrzymia popularność grot solnych wskazuje, że doskonale sobie zdajemy z tego sprawę, warto jednak wiedzieć, że niestety – działanie grot solnych pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze – nie wiadomo, skąd sól tam wykorzystywana pochodzi, czy jest czysta, jakie składniki mineralne zawiera. Po drugie – prawda jest taka, że aby sól rzeczywiście zadziałała nie wystarczy seans 45-minutowy w grocie solnej, aby natychmiast wrócić do zdrowia. Tak samo jak nie wystarczy weekend nad morzem. Trzeba by w „solnym mikroklimacie” przebywać znacznie dłużej, aby polepszyć zdrowie. Bardzo trudno to sobie zapewnić. Można pojechać na seanse haloterapii (czyli terapii solą) do uzdrowisk oferujących tego typu usługę, można wyjechać na kilka tygodni nad morze. 

Można też zapewnić sobie haloterapię (czyli tytułową terapię solą, od halos gr. sól) w domu. Na przykład zrobić sobie klasyczną inhalację, stosując dodając soli (najlepiej takiej specjalnej doi inhalacji, himalajskiej, cieszyńskiej, bocheńskiej  itp) do gorącej wody i ją wdychać. 

Ale można też zastosować urządzenie, które utrzyma w naszym własnym domu mikroklimat przypominający ten morski. Jak? 

Saltair (już niedługo w naszym sklepie, a jakże) może działać 24 godziny na dobę, nie obciążając specjalnie naszego budżetu (poza inwestycją w zakup). Rozprzestrzenia rozbitą na mikrocząsteczki sól w naszym powietrzu, drobinki to swobodnie docierają do naszych płuc, a przy okazji mamy zagwarantowaną jonizację powietrza. I to wszystko bez masek na twarzy, bez ustników, bez konieczności wyjazdu do uzdrowiska czy groty solnej. 

Przewaga Saltair nad grotą solną polega na tym, że podczas gdy w tej pierwszej seans jest ograniczony czasowo, to z Saltair możemy mieć własną „grotę solną” przez cały czas, a tym samym zapewnić sobie ekspozycję na zdrowotne właściwości soli wystarczająco długo, by rzeczywiście skorzystać z jej dobrodziejstw. A jakie to dobrodziejstwa?

Oto lista składników soli: 

  • Wapń – działanie antyalergiczne, wzmacniające odporność, wzmacnia kości, niweluje podrażnienia, reguluje ciśnienie, zwiększa krzepliwość.
  • Jod – zapewnia prawidłowe funkcjonowanie tarczycy, która kieruje przemianą materii oraz reguluje wagę ciała.
  • Magnez – chroni przed chorobami serca, zwalcza alergie, wywiera korzystny wpływ na układ sercowo-naczyniowy i łagodzi objawy zmęczenia.
  • Sód, potas, chlorki – ma działanie moczopędne, pomaga usuwać toksyny z organizmu, poprawia ukrwienie skóry, obniża ciśnienie krwi.
  • Żelazo – leczy anemię, wzmacnia mięśnie, poprawia koncentrację, podwyższa odporność.
  • Miedź – ma działanie przeciwgrzybiczne, wpływa na syntezę hemoglobiny oraz m.in na tarczycę.
  • Selen – zapobiega nowotworom (do spółki z witaminą E), chorobie wieńcowej, spowalnia proces starzenia się skóry, zwalcza zakażenia wirusowe.
  • Brom – reguluje pracę układu nerwowego, obniża ciśnienie.
Breathe Easy


środa, 25 lutego 2015

Prognozy dla Polski - The Washingot Post


No cóż... Może się zaczynamy powtarzać, ale to są wieści, których przemilczeć nie sposób. Zatem, w tak zwanym "międzyczasie", wrzucamy taką oto informację znalezioną w sieci, a konkretnie w "The Washington Post". Nie brzmi specjalnie optymistycznie....

 
źródło: www.washingtonpost.com/ 

W opublikowanym 23 lutego artykule dotyczącym prognoz zanieczyszczeń na świecie możemy przeczytać, że zgodnie z badaniami IIASA (International Institute for Applied Systems Analysis) do roku 2030 wiele europejskich miast będzie się zmagało ze zdecydowanie za wysokim poziomem zanieczyszczenia (wyższym niż uznawany przez WHO i UE), znacznie wyższym niż dotychczas - jeśli oczywiście nic się nie zacznie z tym robić. Alarmujący poziom zanieczyszczenia naukowcy przewidują dla Wschodniej Europy (czyli dla nas). Smog rozprzestrzeni się po całym Krakowie, w Warszawie zdecydowanie wzrośnie zanieczyszczenie tzw. pyłem zawieszonym - ze względu na to, że miasta te nadal będą używać do ogrzewania paliwa stałe. I tak dalej w takim duchu... (pełen artykuł tutaj: Washington Post)
 Można by rzec: Nihil novi sub sole. To już było. Powtarzanie tych samych informacji... Ale chyba lepiej powtarzać o czymś, co jest realnym problemem, niż powiedzmy o tym, w co ubrały się gwiazdy na rozdanie Oskarów, prawda? Tak nam się przynajmniej wydaje.




wtorek, 17 lutego 2015

Mapa zanieczyszczeń w Polsce - minipost


Gazeta Wyborcza opublikowała tekst Adama Wajraka na temat zanieczyszczeń powietrza. W tym skądinąd ciekawym i smutnym artykule takie oto zdjęcie i grafika: